Nie powiem ci teraz dokładnie jakie to były stawki, bo rozdawałem w wielu firmach i może mi się nieco pomieszać, ale na 100% nie trzeba było płacić żadnych zaliczek za ulotki. Po prostu dostawałeś dajmy na to 1000 i na koniec dnia się z nich rozliczałeś, dopełniali Ci wtedy kolejny raz do 1000 lub dawali nawet więcej jeśli doszedłeś do wniosku że dasz radę tyle rozdać. A no i otrzymywałeś tabelę w którą musiałeś wpisywać dokładne adresy bloków gdzie rozdawałeś ulotki oraz orientacyjną ich ilość jaką pozostawiłeś. Wiem na pewno że stawka różniła się od rozdawania ulotek dajmy na to na klatkach od rozdawania na ulicy. W pierwszym przypadku płacili od ilości rozdanych ulotek a w drugim po prostu stawka godzinowa. Pamiętam, że z początku wolałem roznsić do skrzynek, ale później przerzuciłem się na stanie pod sądami i suma sumarum ta forma bardziej mi odpowiadała. Idź do oddziału i pogadaj z menadżerem, myślę, że tymczasowo oczywiście warto, bo trochę grosza wpadnie, a i ludzie jak widzą ulotkę kancelarii prawnej a nie wszędzie obecnych kredytów, pożyczek, depilacji, podchodzą do ciebie z szacunkiem i często dzięki temu nie wyrzucają ulotek od razu do kosza tylko zabierają ze sobą. Nie ukrywam że działa to odpowiednio motywująco na ciebie w przeciwieństwie do sytuacji gdzie po prostu ktoś arogancko odmawia a jeśli już weźmie to przy tobie ostentacyjnie zgniata ulotkę i wrzuca do najbliższego kosza :)