JayP08.03.2025 18:07
Były pracownik
Nie wiem czy pracowaliście kiedyś w gastronomii. Generalnie nigdzie nie jest kolorowo, ale tutaj nie wiem nawet od czego zacząć. Może od ogłoszeń o pracę przepełnionych błędnymi informacjami na temat zarobków i godzin pracy. Nie wierzcie w nic co tam zobaczycie i najpierw polecam podejść do jednego baru, drugiego, na recepcję i zapytać pracowników jak to wygląda w rzeczywistości.
Kolejna sprawa, jest to pierwsze miejsce pracy, w którym zostałem wezwany do biura w momencie podnoszenia płac minimalnych. Bynajmniej nie po to żeby zostać poinformowanym o podwyżce, lecz po to żeby dowiedzieć się czemu takowej nie dostanę. A nawet o to nie pytałem, w tym miejscu mija się to z celem. Szefowa bardzo rzetelnie zapisuje w kajeciku każdy popełniony "błąd" i trzyma te informacje właśnie na takie okazje.
O podstawowych prawach pracownika z kodeksu pracy również możecie zapomnieć. Posiłek pracowniczy na 14.5h zmianie? Zapomnij, za darmo dostaniesz tylko zupę wątpliwej świeżości. Raczej odradzalbym korzystanie z tego "przywileju".
Lepiej płatne święta i godziny nocne? Dobry żart. Chcecie lepiej płatne nocki? Jasne, ale wyjdzie wam na to samo bo obetną Wam pensje z regularnych godzin pracy.
Teraz taka mała dygresja. Gordon Ramsay. Kitchen Nightmares. 90 osób i tylko 2 kelnerów do obsługi - afera. Tymczasem hotel jawor. Jeden kelner na ponad 100 osób. Tak, wiem. Telewizja rządzi się swoimi prawami, ale nie wydaje mi się normalną sytuacja, w której goście przepraszają obsługę, że coś od nich chcą, bo widzą że są na zmianie sami i nie wiedzą w co ręce włożyć. Potrzebujecie się załatwić w ciągu tych prawie 15 godzin pracy? Musicie wystawić na bar dzwonek i nasłuchiwać. Nie wiem, czy po usłyszeniu dzwonka macie przyspieszyć, czy przerwać proces i zachęcać gościa aromatem do spożycia w restauracji posiłku.
Generalnie obowiązków z miesiąca na miesiąc coraz więcej, a pieniędzy biorąc pod uwagę inflację coraz mniej. Na stałym poziomie utrzymuje się jedynie szacunek do pracowników, albo raczej jego brak. No i pensja oczywiście.
Teraz wisienka na torcie. Zostałem wezwany do biura przez prokurenta (syna pracodawców), w czasie gdy szefostwo kończyło swój dwutygodniowy urlop. Na biurku czekało na mnie wypowiedzenie, obok nowy iPhone dla synowej. Wypowiedzenie z pobudek ekonomicznych. Chwilę później, podwyżki i nowa pracownica na moje miejsce, na szczęście przysłana na szkolenie do mnie, więc już się tu nie pokaże. Chociaż pracowała miesiąc w innym lokalu pracodawcy, więc miała też już wyrobioną własną opinię w tej kwestii. Swoją drogą, nie minął nawet miesiąc, a szefostwo już spakowane na kolejny urlop.
Mógłbym się bardziej rozpisać, ale myślę, że tyle wystarczy, żeby adekwatnie Was zniechęcić do podjęcia współpracy z tymi pracodawcami.