UWAGA
SCANLAB Z POMOCĄ ADMINISTRATORÓW OCENZUROWAŁ ORYGINALNĄ OPINIĘ MIEZGODNIE Z PRAWEM, MIĘDZY INNYMI CZĘŚĆ O SEKSIZMIE, WKLEJAM PONOWNIE:
Nie wiadomo gdzie zacząć… kierowników a kierowników, tylko kwalifikacji brak, niemniej to wynika najzwyczajniej w świecie z tego, że w tej firmie po prostu nie chcą płacić. Nie można być kierownikiem działu za 4000 netto z groszami. Dlaczego? A no między innymi dlatego, że panowie dyrektorzy produkcji i sprzedaży (obecnie już wielcy członkowie zarządu) jeżdżą samochodami za pół miliona, a pracownikowi nie dadzą złamanego grosza. Jeden jeździ Audi A8, ale to prezes, więc wiadomo jak jest, drugi BMW siódemką za grubo ponad 500 tys. brutto katalogowo, trzeci Mercedesem E klasą za 400 brutto(podobno więcej XD). Autka oczywiście 2024/2025 rocznik. Żeby było lepiej, to zakupione w momencie największych problemów laboratorium z jakością, terminowością i odejściami cennych pracowników.
Płaca? Wszystko minimalne, reszta co najwyżej w premiach dla akordowców, bo korzystniej się rozlicza, a Ty nic nie dostajesz do emerytury (oczywiście poza pensjami wspomnianych dyrektorów, gdzie widełki kleją się 40 tys. miesięcznie). Ludzie miesiącami chodzą po 200 zł podwyżki, których ostatecznie nigdy nie dostają, i są wiecznie zbywani. Zleceniówka po fali odejść dostała niedawno podwyżkę do minimalnej krajowej, staż nie wiem, czy 20 zł/h dostaje, ale to są dzieciaki, bo nikt poważny nie przyjdzie tu pracować w pieniądzach, jakie oferują. Nie zliczę, ile dobrych osób odeszło stąd z tego powodu. Benefity pracownicze w zasadzie nie istnieją, choć ostatnio coś się ruszyło w tym temacie (Multisport).
Poziom mikromanagementu jest po prostu niesamowity, nie z tej ziemi. Kierownik pogania kierownika nad kierownikiem. Jest koordynator, koordynator ma kierownika, kierownik ma dyrektorai to nie jest struktura, żebyście się nie pomylili — 400 osób. To jest duża pracownia jak na pracownię protetyczną, ale nieduża jak na firmę. Seksistowskie żarciki niestety na porządku dziennym.
Czego na pewno w firmie nie brakuje, to kamery. W każdym pomieszczeniu poza łazienkami. A jeśli gdzieś brakuje, to bardzo szybko i sprawnie są doinstalowywane nowe, chociażby przy okazji jakichś remontów. Kamery są oczywiście często nadużywane przez kierownictwo. Pracownicy są podglądani, a według wielu — także podsłuchiwani. Kierownictwo zna treści rozmów między pracownikami, nawet prywatnych, a czasem nawiązuje w rozmowie do tego, co ktoś przeglądał w telefonie pod kamerą. Nie da się im tego udowodnić, bo robią to spontanicznie i bezczelnie.
W firmie panują układy i układziki — znajomi i znajomi znajomych, ludzie z dawnych, innych firm. Donosicielstwo pełną parą, nagradzane i wykorzystywane. Jeśli kichniesz albo podrapiesz się po nosie, oni będą o tym wiedzieć. Rekrutacji, działu HR czy kadr formalnie nie ma. Rekrutacje prowadzą dwaj dyrektorzy — ci sami, którzy decydują o wszystkim innym. Umowy często zawierają klauzule niezgodne z prawem.
Urlopy dla akordowców wypłacane są błędnie — z minimalnej krajowej, zamiast ze średniej z ostatnich sześciu miesięcy. Firma w ten sposób przycina dziesiątki tysięcy złotych rocznie. W drugim kwartale tego roku, przez niedbalstwo i brak szacunku, zwolnił się cały dział obsługi posprzedażowej. Nie chciano podnieść płac o kilkaset złotych, mimo że ludzie prosili miesiącami o te podwyżki, często po 200 zł, których nigdy nie dostali i byli wiecznie zbywani. Ostatecznie zatrudniono cztery nowe osoby, które trzeba było szkolić od zera, i wydano na nie więcej niż kosztowałoby docenienie tych, którzy odeszli. Można by jeszcze długo rozwodzić się nad tą firmą, ale powiedziane zostało wystarczająco dużo.