rzeczowy26.08.2017 11:04
Inne
Sprawa rekrutacji, lojalek, i zwolnień:
Każdy kto miał zawodową styczność z fado wie jak wygląda sytuacja w środku firmy. Pan Domeracki prowadzi masowy nabór na stanowiska inżynieryjne ,specjalistów do obsługi maszyn oraz inne stanowiska związane z branża narzędziową. W większości przypadków są to ludzie młodzi, studenci albo zaraz po studiach (choć nie zawsze) chcący zdobyć doświadczenie. Pan Domeracki w procesie rekrutacji i negocjacji warunków zatrudnienia stosuje klasyczną metodę oszusta (jest w tym naprawdę dobry). Metoda ta nosi nazwę "nikt ci tyle nie da co ja ci dziś obiecam". W trakcie rekrutacji roztacza wizje rozwoju pracownika zdobywanych umiejętności, oraz tego jak wielkie wynagrodzenie w perspektywie roku będzie się dostawać jeśli kandydat się sprawdzi. Jednakże, podczas początkowego okresu próbnego proponuje bardzo skromną pensję. W tym momencie stosuje pierwszy trik, wynegocjowane wynagrodzenie będzie składało się z pensji podstawowej wnikającej z umowy (często poniżej pensji minimalnej co jest niezgodne z prawem), a reszta będzie stanowić premie (uznaniową), którą rzekomo zawsze będzie się dostawać. Taka konstrukcja umowy jest po prostu narzędziem umożliwiającym płacenie mniej niż w rzeczywistości się ustaliło, oraz swoistym batem. Pozwala on wycisnąć z pracownika ostatnie soki, jak z cytryny. Daje pewność że zatrudniony nie będzie upominał się o zapłatę za nadgodziny, na które się godzi w obawie o obcięcie premii.
Drugie zaskoczenie dla nowo-zatrudnianego pracownika następuje w monecie podpisywania umowy. Sytuacja wygląda tak ,że nowy pracownik pierwszego dnia pracy i podpisuje dokumenty, wśród których podstępem podsuwana jest jest umowa o zakazie konkurencji (tzw lojalka sygnowana przez Panią Grajewską). Problem w tym ,że w trakcie rekrutacji w ogóle nie było o niej mowy. Lojalka przewiduje karę umowną opiewającą na 500 000zł w przypadku jeśli zatrudniany pracownik podejmie pracę u konkurencji w przeciągu następnych 5 lat. Pan Domeracki nie waha się zastraszać ludzi chcących odejść z fado i to nawet w przypadkach pracowników obsługujących maszyny,nie posiadających dostępu do tajemnicy technologicznej. Na wieść ,że pracownik obsługujący maszynę chce odejść z fado, bo na rynku pracy z jego umiejętnościami zamiast 1600 zł dostanie 6000zł, Pan Domeracki nie waha się przy pomocy krzyków grozić takiej osobie. że będzie go windykował z tytułu lojalki do końca życia. Twierdzi, że takiego ex-pracownika finansowo wykończy ,pokazując jednocześnie innym zatrudnionym co ich czeka w przypadku próby odejścia.
W tym momencie Pan Domeracki zapomina o jednej rzeczy, a mianowicie polskie prawo uregulowało kwestie umów o zakazie konkurencji. Otóż wspomniany Pan myśli, że lojalka to umowa jednostronna, w której to tylko on będzie mógł czerpać korzyści w przypadku odejścia pracowników. Jest w błędzie, prawo przewiduje ,że w przypadku zwolnienia pracownika, który nie podejmie zatrudnienia u konkurencji ,pracodawca (fado) musi pracownikowi wypłacać odszkodowanie w wysokości 25% jego wynagrodzenia przez okres wynikający z lojalki (5 lat). Jak wiadomo fado nie wypłaca zwolnionym pracownikom ani złotówki z tytułu realizacji tych umów, dlatego też należy zachęcić wszystkich zwolnionych z fado na przestrzeni ostatnich lat do upomnienia się przed sądem o to co im się zwyczajnie należy. Najlepiej zorganizować się i złożyć pozew zbiorowy, bo jak wiadomo na dobrowolną wypłatę odszkodowań nie ma co liczyć. Swoją drogą ciekawe jest to, że ten Pan sam wyszedł z inicjatywą lojalek dla wszystkich pracowników których potem masowo zwalniał. Pewnie doradził mu to jakiś mądry prawnik, który naopowiadał Panu Domerackiemu ,że przy pomocy lojalek będzie mógł trzymać latami pracowników za grosze, a jak ich zwolni to nie będzie nic go to kosztować. Najwidoczniej, prawnik ten stosował tą samą metodę oszustwa jak pan Domeracki, aby tylko dostać zlecenie na przygotowanie treści tych lojalek, lub najzwyczajniej w świecie jest niedouczony.