Ostrzegam - sporo czytania, zamierzam się rozpisać.
Na początek - absolutnie NIE POLECAM GreenTalent-u. A w życiu! .. Szukałam pracy "na już", pilnie potrzebowałam sporą sumę pieniędzy na spłaty długów, więc wyjechałam z tą firmą nie bawiąc się w sprawdzanie opinii .. po prostu zadzwoniłam, wypełniłam formularz i po kilku dniach byłam już na miejscu. Pracowałam w szklarni. Początkowo przez telefon pani Lidia obiecywała hotel i pracę 6 dni w tygodniu po 8 godzin. Okej...
Hotel okazał się przebudowanym chlewem na obrzeżach Lith (wiocha zabita dechami). W owym "hotelu' mieszkało nas 16 osób. Dwie łazienki - w tym jedna bez ciepłej wody, jedna maleńka kuchnia, trzy lodówki, pokoje (na piętrze) z grzybem na ścianach(!).. mało? Nie wspomnę o tym, że drzwi nie dało się zamknąć na klucz, zamki były spieprzone, okna bez klamek .. Jaka pogoda w Holandii każdy wie, jak nie sypie gradem to 40 stopni w cieniu. A praktycznie 15 - 20 metrów od wejścia do naszego zacnego "hotelu" leżały sobie dwie martwe świnie. Po prostu leżały i gniły, nikt z tym nic nie zrobił mimo licznych skarg, bo po co? Internet, albo TV w domku ? Ha! Chciałabym..
Jeśli chodzi o zamieszkanie to by było na tyle. Aaaa nie, przepraszam. KAŻDY z nas (znaczy 16 osób) TYGODNIOWO płaciło za ten chlew 87 euro netto. Wróciłam miesiąc temu, i wciąż się zastanawiam za co ... Za zimną wodę w łazience ? Za grzyb na ścianach ? Czy za zdechłe prosiaki pod drzwiami !? Normalnie hotel pięciogwiazdkowy...
Teraz wypowiem się na temat pracy.
Teoretycznie mieliśmy pracować po 8 godzin prze 6 dni w tygodniu. Na samym początku to wyglądało tak, że wyjeżdżaliśmy do pracy o 5:30 (by na 6:30 zdążyć - Lith było oddalone jakieś 60 km od miejsca pracy) i koło 10 rano wracaliśmy do naszego chlewiku, bo nie było co robić. Tak wyglądał nasz pierwszy tydzień, dopiero kiedy owoce dostały słońca, siedzieliśmy tam od 6 do 21. W szklarni gorąco, czy na dworze leje, czy skwar ... Więc po południu nikt już nie miał siły pracować, ale co to szefa interesowało - macie robić i już. Ludzie przez ten rygor zaczęli się masowo zwalniać. No ja niestety musiałam, gdyby nie te długi od razu bym zjechała z powrotem. No i co? Kiedy zaczęło brakować ludzi przerzucali nas co chwila ze szklarni na chłodnie, raz tu, raz tam. Czyli z 30 stopni na 2 stopnie celsjusza i na odwrót.
skutek był taki, że dorobiłam się ostrego przeziębienia, i grypy żołądkowej.
Zadzwoniłam do Lidki z pracy, kiedy tylko poczułam się tragicznie ... przyjechała, poszła coś tam obgadać z brygadzistką i ... Odjechała. Krótko mówiąc - miała mnie totalnie w doopie - "siedź i zdychaj, do lekarza cię i tak nie zabierzemy" :)
Kiedy zadzwoniłam do niej ponownie już mocno wkurw*ona udała, że nie wie o co chodzi. "A mówiłaś komuś, żeby cię odwiózł ? " Nosz kur*A mać! - Owszem mówiłam - JEJ!
Wiecie co ? Zadzwoniłam w tamtym momencie do mojego starego przyjaciela, który mieszkał 200 km od mojego miejsca pracy. Przyjechał bez żadnego "ale", zabrał do chlewiku i pomógł podjąć decyzję.
Zadzwoniłam jeszcze tego samego dnia po busa powrotnego do Polski. No niestety, musiałam czekać aż tydzień, ale cóż .. zdarza się. Ta firma akurat jest przeze mnie sprawdzona, z inną nigdy nie jeżdżę.
Po telefonicznym zamówieniu busa z powrotem zadzwoniłam do Lidki podziękować jej bardzo grzecznie za współpracę, i oznajmić, że najbliższy tydzień spędzę w domu, żeby trochę podreperować zdrowie, i zjeżdżam. Uśmiecham się sama do siebie kiedy tylko sobie przypominam jej słowa.. "ale na pewno nie jesteś w stanie pracować?Bo gardło cię boli?" :)
Już nic nie odpowiedziałam, zaśmiałam się jedynie do słuchawki, i rozłączyłam. Wierzcie, lub nie - byłam strzępkiem nerwów przez te dwa miesiące, które tam spędziłam.
Po powrocie do Polski, pierwsze co zrobiłam to poleciałam do lekarza - diagnoza ? Zapalenie płuc. Natychmiast trafiłam do szpitala, swoje przeleżałam, i teraz jest ok.
****
Podsumowując - jeżeli chcecie zrobić z siebie debila i woła roboczego, to bardzo proszę, przyjemności w chlewie życzę ...
Natomiast jeżeli nie - trzymajcie się z dala od tych szuj.
Dobrze radzę :)