Mika24.01.2017 22:01
Inne
Nie dawno byłam na rozmowie rekrutacyjnej.
Żenujące w jaki sposób zostałam przywitana przez prezesa, nie mówiąc już o samej rozmowie...
Usiadł za swoim biurkiem, odebrał prywatną rozmowę i umawiał się na prywatne przyjęcie w weekend, a ja stałam jak ciele mele nie wiedząc gdzie ( i czy w ogóle ) mogę usiąść do rozmowy.
Tak też wzięłam sobie sama krzesło i dynamicznie przysiadłam się do jego biurka - "pana", który zaprosił mnie chyba tylko dla zasady, bo nawet nie zapoznał się z moim CV.
Rozmowa była nudna, pytania na poziomie przedszkola. Rekrutowała mnie osoba, która sama zaprosiła mnie na rozmowę - a tą rozmową wcale nie była zainteresowana - wiecznie zaglądając w swój komputer.
Jakieś 10 minut trwało to spotkanie, strata czasu - jakiś zakompleksiony gość, który ma inne priorytety albo go bolało, że przyjechałam lepszym autem od jego, albo że mam ciekawsze życie zawodowe i doświadczenie za sobą od jego .
Szukał głupiej debilki w miniówce za 2000 zł ?
Chyba tak.
Bo na pewno nie kobiety odważniej, interesującej, komunikatywnej, znającej języki obce, mającej wiele różnych kontaktów w tej branży - doświadczonej -chcącej działać dla tej firmy.
Na szczęście po kilku minutach odechciało mi się stać zespołem tej firmy.
Niech szukają jakiejś studentki za grosze, która obrobi im papierki i tyle.