Młody wilczek, który...(1) 15.07.2020 09:59
Inne
Firma niepoważna, praca – fajna, jak ktoś się dobrze czuje w tym, co robi, atmosfera – beznadziejna. Pozwolę sobie napisać jedną z najbardziej wyczerpujących opinii na temat tej firmy.
1. Praca. Miło wspominam pracę i (niektórych) ludzi, choć zakłamanie wśród niektórych widać już na pierwszy rzut oka. Trzeba więc być ciągle czujnym. Zakres obowiązków - OK, z czasem ich przybywa, mimo wszystko, przy dobrej organizacji pracy ma się czas na wszystko, co jest w planie. Mowa o stanowisku kierowniczym, gdzie nie sposób być człowiekiem nieogarniętym i nierobem, prawda? Od reguły są jednak wyjątki, i o ile Paczkarnia musi pracować (zawsze w pełnym składzie), jej kierownik również, to kierowniczych stanowisk MC czy laboratorium już to niestety nie dotyczy, bowiem tam kierownictwo ogranicza się jedynie do pokazywania palcem swoim podwładnym tego, co i jak, z akcentem na „natychmiast”. Fałsz wśród „grupy trzymającej władzę” wyłazi, niczym słoma butami stracha na wróble. Na początku nastawienie wręcz w stylu „psiapsi”, zagadywanie o CUDZE zarobki, premie, wywiady nt pracowników i „dobre rady” od „(nie)dobrego wujka”, który udaje kolegę i nawala do Ciebie nawet na ówczesnego dyrektora i prezesa, cobyś człowieku myślał, że trzyma z Tobą sztamę (i myśli, że ktoś się na to nabiera, gadaj zdrów:D). Śmiem twierdzić, iż zarząd doskonale zdawał i zdaje sobie z tego sprawę, dyrektor (ówczesny) również, bo mając do czynienia z donosicielem, wiadomo, że najpierw doniesie na Ciebie, a przy najbliższej okazji na każdego, gdy wie, że otrzyma za to odpowiedni profit. Ale po co z tym coś robić, skoro donosy są najważniejsze i lepiej udać, że tematu nie ma… Kierownik tu kierownikowi nierówny. Sprawdza się człowiek na swoim stanowisku, wdrażając się w to ok. miesiąc, ogarnia robotę, do tego stopnia, że ma obiecaną podwyżkę przez ówczesnego dyrektora, ale ma się całe „gie” do powiedzenia, bo jeśli nie zgadzasz się ze zdaniem ówczesnego kierownika MC, który wtrąca się w pracę Twojego działu (pracującego nadgodzinami do odbioru, włączając soboty), samemu mając opóźnienia na magazynie, to natychmiast jesteś obiektem kpin, słownej agresji (tak, tak, jest to mobbing) i niestety donosicielstwa, co nawet nie jest tajemnicą, bo na każdą umówioną wizytę „zarządu”, ów zawsze lądował najpierw w kanciapie donosicielskiej. Dziwi to współcześnie, bo zakładając, iż mam swoją firmę, to niedopuszczalnym jest jakiekolwiek wazeliniarstwo – zarząd sam powinien wiedzieć, kto i jak pracuje, z własnych obserwacji, a nie z donosów, które powodowane są tylko i wyłącznie złośliwością i nieznoszeniem sprzeciwu przez kogoś, kto najchętniej zostałby w tej firmie „papieżem” i dalej sam nic nie robił. A przecież powinien być wzorem pracy dla swoich podwładnych, czyż nie? Przez moją 10-miesięczną kadencję w tej firmie, zakończoną wypowiedzeniem, na szczęście, z mojej strony (z podaniem przyczyn min. kilku, wśród których podkreślę wyciąganie do mnie dwóch lewych łapsk), zarząd pozbył się kilku osób (bez podania przyczyny, bo – UWAGA – nie muszą jej (ustawowo, owszem, ale czy honorowo?) podawać – jaka POWAŻNA firma tak robi?). Dodatkowo, zwolnionym natychmiast każe się iść do domu, ale proszę pamiętać, że wyjście „na gębę” jest nielegalne i przy ew. zwolnieniu proszę upominać się o papierek. Przy moim wypowiedzeniu, zarząd początkowo zainteresował się nim, na wizycie „oko w oko” ustala się, iż ostateczną decyzję (choć mówię, iż raczej jest ona ostateczna) na „za tydzień”, podczas gdy miesiąc później ni widu, ni słychu, postanawiam po drugim „wyciąganiu do mnie łapsk” przez guru z MC, stanowczo podtrzymać wypowiedzenie. Zarząd kwituje to tym, iż „przecież umawialiśmy się na za miesiąc”, który miał być „za tydzień”. Mniejsza o to, w problemy z pamięcią wnikać nie będę. Ważniejsze jest to, by „załatwić to, jak najszybciej”, choć, mimo niesmaku, deklaruję chęć przepracowania całego okresu wypowiedzenia. Nikogo jednak nie obchodzi, co się stało i czy coś w ogóle, bo wersja donosiciela i tak jest na wierzchu, a gdy odważę się wspomnieć w ostatnim mailu do zarządu o mobbingu, pod który podchodzi też agresja słowna, nie tylko te „łapska”, kontakt urywa się natychmiast. Ot, taka walka z wiatrakami, ale dumą napawa mnie fakt, iż to nie mnie zdążyli wręczyć niesłuszne wypowiedzenie z tej firmy, jak innym osobom, bez przyczyny, a już na pewno niezwiązanej jakkolwiek z pracą, co jest normą w tej firmie. Miesiąc czy dwa później, okazuje się, iż mój ruch był słuszny, bo donosiciel awansuje na tyle, iż wiem, że wyleciałabym jako pierwsza (choć kolejna z wielu) za to, że mam coś do powiedzenia, bronię pracy swojego działu i przychodzę do pracy pracować, a nie bawić się w towarzystwo wzajemnej adoracji. Nigdy jednak nie sprzedam się za te kilka tysięcy więcej przy wypłacie, bo ŻADNA praca nie jest warta posiadania tak beznadziejnej opinii wśród pracowników i innych ludzi, mniej lub bardziej, związanych z firmą, co widać po opiniach na tymże portalu (i nie tylko).