„A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz?”
Choć sam nie jestem osobą praktykującą, z szacunkiem podchodzę do zdania i odczuć innych. Tego w tej firmie zabrakło – tu liczy się wyłącznie jedno słuszne podejście. Każda inna perspektywa czy wartości, także wynikające z wiary lub przekonań, były traktowane z pobłażliwością i oceniane jako naiwne. Na tym mógłbym skończyć, bo to mówi bardzo wiele o kulturze pracy. Jednak opiszę swoje doświadczenie po dwóch latach.
Na plus można wskazać możliwość współpracy z topowymi firmami (choć tylko wtedy, gdy samemu się to wypracuje), elastyczny system pracy, potencjalnie wysokie zarobki – realnie potwierdzone przykładem pojedynczych osób – oraz samochód służbowy z możliwością użytku prywatnego. W moim przypadku nie było problemu z urlopami czy odrabianiem godzin, ale w tej kwestii panuje zasada zgaduj zgadula, zależy jaki dzień tygodnia. Do tego dochodzi zmiana systemu premiowego niedługo po zatrudnieniu, ale wisienką na torcie było szukanie transakcji wliczanych w premie u swoich klientów, bo gdzieś się zgubiły w systemie.
Codziennością były archaiczne metody pozyskiwania klientów – główną strategią pozostawał cold calling po sekretariatach, co dawno straciło sens na rynku. Próby wdrażania nowoczesnych rozwiązań były z góry gaszone z argumentem: „to specyficzna branża, u nas to nie zadziała”. Zewnętrzne szkolenia blokowano, w zamian obiecywano wewnętrzne – bez planu, bez osoby prowadzącej, bez uzasadnienia, choć najwieksza wiedza jest wśród zwyklych pracowników. Nie było też wsparcia w zakresie poprawy atmosfery, choć wielokrotnie sygnalizowano problem i przedstawiano gotowe rozwiązania. Wszystko sprowadzało się do odgórnego stwierdzenia, że i tak „wie się lepiej”.
Szkolenia ograniczały się do notatek sprzed dekady spisanych w zeszycie w 3 linie, które nijak miały się do realiów. Prawdziwe uczenie się odbywało się wyłącznie między pracownikami – dzięki wymianie doświadczeń i współpracy w poszczególnych działach. To tam rodziły się skuteczne pomysły i rozwiązania, a sukces firmy był efektem pracy zwykłych ludzi, nie odgórnych decyzji. Niestety, często zdarzało się, że propozycje zgłaszane oddolnie były najpierw odrzucane, a po czasie wracały jako „genialne rozwiązania” przypisane wyżej.
Stałym problemem był brak przepływu informacji. Nie było wiadomo, kto przebywa na urlopie, co generowało chaos i wpadki podczas spotkań. Spóźnienia odgórne uchodziły bez konsekwencji, podobnie jak wszelkie pomyłki. Natomiast w przypadku pracowników najmniejszy błąd kończył się wytykaniem i krytyką. Podwójne standardy funkcjonowały na każdym kroku i skutecznie odbierały chęci do działania.
Firma działała bez spójnej wizji rozwoju – gdy tylko coś zaczynało przynosić efekty, kierunek nagle zmieniano. Wprowadzało to chaos i poczucie braku stabilności. Archaiczne podejście, że „ilość robi wynik”, wciąż było podstawą, choć rzeczywistość dawno temu to zweryfikowała.
Podsumowując – te dwa lata były dobre głównie dzięki ludziom, z którymi miałem przyjemność współpracować. Dzięki nim miałem energię, zapał i motywację, znajdowałem problemy i sugerowałem rozwiązania. Wszystkie były skutecznie gaszone, aż w końcu wyssano ze mnie całą energię do pracy. Z czasem ograniczyłem się do absolutnego minimum, a w ostatnim okresie jedyne, co wyniosłem z firmy… to czekoladki.
Szkoda, bo ludzie w firmie mają niesamowity potencjał, jednak wybrzmiała nieomylność i ego pewnych osób, znacząco wpływa na podcinanie skrzydeł wielu osobom.
Z wyrazami szacunku i pełen nadziei na przeżycie pewnych refleksji, Jakub.