Agaaaaa26.03.2014 21:57
Inne
W Internecie można trafić na prawdziwy hit ostatnich miesięcy, jeśli chodzi o pracę.
Co więcej, nie trzeba być żadnym wyedukowanym profesorem z wieloletnim doświadczeniem, aby zarabiać znacznie większe pieniądze, aniżeli reszta społeczeństwa.
Chcesz pracować w miłej atmosferze? Chciałbyś podnieść swoje umiejętności interpersonalne, a może po prostu stać się lepszym liderem, któremu nie straszne publiczne wystąpienia, zakończone owacjami na stojąco?
W dodatku, kiedy okaże się, że jesteś dobry, zostaniesz wysłany do Wielkiej Brytanii albo w jakieś inne miejsce za granicą. Oczywiście na koszt firmy.
Zarobki? Przedział waha się od 2 do 4 tys (teraz oferują już tyle).
Jeżeli jeszcze dowiesz się, że jedyne, co będzie od Ciebie wymagane, to... pełnoletniość, pewność siebie oraz konieczność dojazdów do Katowic, Krakowa albo Wrocławia – weźmiesz tę robotę w ciemno! Nie pomyliłeś się, w tym miejscu wpadła większość.
Poniższa treść nie została stworzona po to, aby kogokolwiek szkalować lub oczerniać.
Jest to WYŁĄCZNIE FORMA ODWETU za nieustanne zatajanie prawdy, usuwanie komentarzy (a nawet i całych wątków!), w których ludzie zaczęli opisywać rzeczywistość, z jaką mogli się zetknąć w tym „obozie pracy”.
Wszystko zaczęło się w Katowicach, mniej więcej w okolicach lutego.
Wtedy to bowiem powstało pierwsze (samozwańcze): "specjalistyczne biuro zajmujące się marketingiem" o nazwie CYKADA. Będące rzekomo częścią wielkiej, międzynarodowej korporacji, o której ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje.
Pominę tutaj fakt, iż nasi przybysze zza granicy nie dopilnowali pewnych procedur i mieli problemy z Państwową Inspekcją Pracy.
Cenzura już wtedy działała jednak w najlepsze. Każdy komentarz, zawierający chociażby śladowe elementy negatywnej opinii, zostawał usunięty. Miało być idealnie i tak właśnie było – w ich skrzywionym mniemaniu.
Niedługo po tym incydencie zmienili nazwę na Infinitum Globalny (jakieś 2-3 miesiące temu otworzyli dwa następne biura: INFGL w Krakowie i Invixo we Wrocławiu) i raz jeszcze zebrali swoje żniwo.
O procedurach rekrutacyjnych i stosowanych przez nich manipulacjach można przeczytać tutaj: http://forum.gazeta.pl/forum/w,23,147390395,147534555,Re_Invixo_Wroclaw.html (lub, jak kto woli, wygooglować Invixo opinie i odwiedzić wątek na forum.gazeta.pl)
W wielkim skrócie: nieważne, że nigdzie nie pracowałeś – "szefa bardzo zainteresowała Twoja kandydatura!". Niestety, do II etapu rekrutacji nie dowiesz się ABSOLUTNIE NICZEGO odnośnie tej pracy (nie ma sensu szukać tego także w ICH ogłoszeniach, tej informacji nie podają, tak po prostu).
Menadżer udzielać będzie wymijających odpowiedzi. Nie usłyszysz ani słowa o tym, czym tak naprawdę się zajmują. Zaczną Ci jednak mydlić oczy jedyną w swoim rodzaju ścieżką rozwoju, własnym biurem i górą pieniędzy, za które będziesz mógł kupić wszystko, czego tylko zapragniesz...
Czy takie procedury świadczą o chociażby minimalnym szacunku wobec potencjalnego pracownika? Ludzie często dojeżdżają po kilkadziesiąt kilometrów tylko dlatego, bo widzą w tym szansę.
Rzeczywistość jest jednak rozczarowująca.
Cały ten cyrk (garnitury, zagraniczni managerowie), to najzwyklejsza w świecie AKWIZYCJA!
W dodatku sprowadzona do najbardziej prymitywnych form oszustwa, polegających na zbudowaniu dobrej relacji z klientem, który nie będzie niczego dociekał i po prostu nam zaufa.
Od samego rana, w pomieszczeniu zwanym „atmosferą”, rozpoczyna się codzienna manipulacja i ćwiczenie odbijania wszelkich obiekcji klienta. Nazywają to „profesjonalnymi szkoleniami”, choć ciężko mówić tak o powtarzaniu, niczym mantry, tych samych, dennych tekstów przy głośnej muzyce w tle.
„Dzień dobry, ja na kawę/piwko/imprezę/popilnować dzieci/wyprowadzić psa! Hahaha, żartowałam/em!’’ – właśnie w taki sposób 95% z nich rozpoczyna dialog, stojąc pod drzwiami potencjalnego klienta. Później, tradycyjnie, wciskają kit o – najczęściej niebieskich – formularzach, których nikt nigdy nie wysyłał i które miały poinformować mieszkańców o ewentualnej zniżce za jakieś usługi (telekomunikację bądź prąd).
Faktem jest jednak, iż to wyłącznie wyuczona formułka, na którą wciąż nabierają się ludzie.
Ci, których podpisują, nie czytają regulaminów ani stosu papierów, jakie podsuwa się im pod nos.
Po prostu zakładają, że sympatyczny, młody chłopak albo ta uprzejma dziewczyna nie przyszliby po to, aby ich oszukać. I nie piliby z nimi herbaty albo nie jedli ciasta.
W praktyce wygląda to nieco inaczej.
Omamiony niesamowitymi zarobkami, najczęściej zaraz po liceum bądź technikum, często bez aspiracji i ambicji, człowiek, traktuje ludzi jako potencjalny zarobek.
Zataja pewne fakty, kłamie (podaję dwa najprostsze przykłady):
a) Osoby "chodzące z prąd