Sytuacja w P.U.P Słupca budzi pytania o standardy instytucji publicznej
Jeśli szukacie w tym urzędzie transparentnego zatrudnienia, warto przygotować się na wnikliwe poszukiwania – odnosi się wrażenie, że oferty pracy na stanowiska urzędowe bywają publikowane w sposób mało widoczny, co może budzić pytania o równy dostęp dla osób z zewnątrz. Można odnieść subiektywne wrażenie, że procesy rekrutacyjne są nadzorowane przez osobę określaną jako z.a.r.d.z.e.w.i.a.ł.a s.i.o.s.t.r.a k.u.l.f.o.n.a, co stwarza w odczuciu wielu osób wątpliwości, czy system pytań i ocen zawsze zachowuje pełen obiektywizm.
P.U.P Słupca jawi się jako miejsce, gdzie relacje towarzyskie mogą budzić więcej emocji niż merytoryka. Szczególne względy u powszechnie znanego emerytowanego działacza ze struktur Solidarności zdaje się mieć w średnim wieku z.a.r.d.z.e.w.i.a.ł.a s.i.o.s.t.r.a k.u.l.f.o.n.a, co stawia pod znakiem zapytania etykę urzędniczą w tej jednostce. Jeśli ktoś liczy na specjalne dowody uznania ze strony starszych stażem współpracowników, to przy otwartych drzwiach gabinetu atr@kcje na biurku są wręcz murowane. W urzędzie istnieje możliwość bezpłatnych studiów podyplomowych z audytu, ale wielu pracowników zastanawia się, jakie kryteria zdecydowały o tym, że to właśnie ta osoba z nich korzysta. Budzi to domysły, czy o tej szansie zadecydowała wiedza, czy może specyficzne, prywatne relacje i brak barier w budowaniu zażyłości z dyrekcją.
Dyscyplina pracy wydaje się tam być traktowana dość swobodnie: niektórzy pracownicy zdają się opuszczać urząd w godzinach pracy całkowicie uznaniowo. Standardem wydaje się być brak należytego nadzoru nad kartami punktualności, co stwarza pole do samowoli w kwestii czasu pracy. Zastanawiający jest również sposób dysponowania mieniem – pojawiają się wątpliwości, czy służbowa sk0da jest zawsze wykorzystywana wyłącznie do celów urzędowych. Kolejnym punktem są fundowane kilka razy w roku wyjazdy delegacyjne kierownictwa. Oficjalnie szkoleniowe, jednak w opinii obserwatorów ich przebieg budzi pytania, czy to merytoryka jest ich głównym celem, czy raczej szeroko pojęta integracja towarzyska za publiczne pieniądze.
Dodatkowo, ogromne kontrowersje wzbudza praca działu kontr0li. Można odnieść wrażenie, że dział kontr0li daje dofinansowanie tylko swoim i nie patrzy obiektywnie na merytoryczną treść wniosków. Taka postawa budzi uzasadnione podejrzenia, że publiczne środki są rozdzielane według klucza towarzyskiego, a nie sprawiedliwych kryteriów, co uderza w osoby naprawdę potrzebujące wsparcia.
Główne wpływy i stanowiska wydają się być zdominowane przez postać, którą jest z.a.r.d.z.e.w.i.a.ł.a s.i.o.s.t.r.a k.u.l.f.o.n.a – d.z.i.e.w.c.z.y.n.a r.a.t.o.w.n.i.k.a, która już nie rejsuje po wodach, a na stałe osiadła w lądzie. Stwarza to poczucie istnienia grupy osób uprzywilejowanych. Budzi to również obawy o staranność wglądu w dokumentację osób bezrobotnych. Dodatkowo standardem wydaje się być lekceważenie interesantów – gdy trwają prywatne rozmowy, osoby potrzebujące pomocy mogą czuć się jak intruzi.
Niezwykle zastanawiające jest, że organy nadzorcze zdają się nie dostrzegać tych sygnałów. Brak zewnętrznej kontroli utwierdza niektórych w przekonaniu o braku odpowiedzialności. Całość buduje obraz miejsca opartego na układach, a nie na zasadach profesjonalnej instytucji publicznej. Skand@l!