Murzyn19.05.2013 12:16
Inne
Napiszę z punktu widzenia byłego pracownika ME Logistics z grupy Domex, zaopatrującego sklepy Media Expert
Miejsce pracy to magazyn i okolica w specjalnej strefie ekonomicznej na terenie Chmielowa koło Tarnobrzega. Blaszana hala ma ponad hektar powierzchni i można tam znaleźć prawie wszytko od wtyczek antenowych po lodówki. Obok jest ogólnodostępny parking, parę namiotów - dodatkowych magazynów, sortownia śmieci i biurowiec Media Expert. Całość monitorowana ponad setką kamer. Ochrona skanuje dodatkowo każdego wychodzącego z magazynu.
Do pracy przynajmniej czasowo jako magazynier można się dostać z rzadko ogłaszanego naboru lub przez agencję /ostatnio Randstad/. Nie ma specjalnych wstępnych wymagań oprócz niekaralności /zaświadczenie z sądu na własny koszt - 50zł/ i badań lekarskich od współpracującego z firmą lekarza z Sandomierza. Agencja pracy oferuje standardowo dwutygodniowe umowy o pracę.
Praca jest trzyzmianowa po 8 godzin, ale zatrudnieni przez agencję obsługują tylko drugą zmianę i noce. Wynagrodzenie dla pracujących przez agencję to ustawowe minimum. Stali pracownicy dostają na początek tyle samo. Po próbnych miesiącach niektórzy dostają niewiele więcej. W okresie przeświątecznym można, a raczej trzeba dorabiać na nadgodzinach. W szczycie to praca 7 dni w tygodniu, w pośpiechu, ścisku i bałaganie. Wezwania do pracy zdarzają się też w pozostałą część roku. Za unikanie nadgodzin czeka zwolnienie z pracy - np. w tym roku niepokorny otrzymał je tuż przed świętami, pod choinkę. Co myślicie o wieczornym wezwaniu do pracy na... trzecią w nocy?
Pracownicy firmy otrzymują ubranie robocze: koszulkę, bluzę, spodnie, buty. Na zimę grube spodnie i kurtkę ocieplaną. Pracujący przez agencję moga mieć mniej szczęścia np. nie otrzymac butów roboczych w nietypowym rozmiarze lub ubrania zimowego, bo... akurat nie ma. Standardowe adidasy nadaja się do wyrzucenia po dwóch tygodniach pracy. Magazyn nieogrzewany, a śnieg przy rampach nie topnieje więc w zimie ciepłe ubrania sa niezbędne. Wyjścia na zewnątrz magazynu do namiotów nie są rzadkością. Rękawiczki robocze i czapka tylko własne.
Dojazd do pracy we własnym zakresie. Transport publiczny nie istnieje i pozostaje rower, motor, własny samochód lub kogoś też pracującego na zmianie /umowna stawka to 5zł za dzień od łepka/. Najdrastyczniejszy przypadek - niezmotoryzowany człowiek po odpracowaniu przymusowych, przedświątecznych nadgodzin szukał transportu do Sandomierza /25km/ o trzeciej w nocy!
Praca ciężka fizycznie. Standardem jest [usunięte przez moderatora] samodzielne dźwiganie np. pralek, ściąganie ich z wysokości, przemieszczanie nieporęcznych, dużych rzeczy. Łatwo coś uszkodzić co pociąga za sobą konsekwencje pieniężne - potrącenie z wypłaty. Nogi nie przyzwyczajone do chodzenia można na początku zetrzeć do krwi butami roboczymi. Z czasem ból nóg i pleców występuje stale. Ręce łatwo otrzeć, pociąć tekturą, drutem albo wbić drzazgi. Przez niecały miesiąc schudłem 4 kilogramy. Za minus należy też uznać wszechobacny kurz. Często brak odpowiedniej ilości narzędzi.
Stosunki międzyludzkie to nieskończony temat. Są jednostki na poziomie ale wiekszość to pracownicy niewykształceni, nieobyci, z okolicznych wsi. Od nich można usłyszeć nawoływania "teee" albo "eeeee". [usunięte przez moderatora]i ich pomocnicy niewiele od nich odbiegają. Nawet od [usunięte przez moderatora]można usłyszeć teksty na poziomie robotnika. Wisienką na tym torcie są "rejony". Nie ma sprzątaczek, więc raz na jakiś czas wyznaczony pracownik magazynu sprząta stołówkę, wyrzuca śmiecie z koszy pomieszczeń socjalnych i... sprzata kible! Na szczęście nie dotyczy to pracowników agencyjnych.
W sumie, szczerze odradzam. To praca tylko dla zdesperowanych i nikomu jej nie polecę.