Pracowałam w tym miejscu przez prawie 1,5 roku. Czy żałuję, że nie pracuję? Nie. I zacznę od tego, że w tym miejscu wszystko jest nie tak jak powinno. Co z tego, że pensja zawsze była na czas, skoro mimo np. przekroczenia planu, zrobienia aktywnej, itp., premie dostawała na cały sklep jedna osoba (a pracowała na te premie każda osoba na danym sklepie), a po próbie uzyskania informacji od księgowej, słyszało się tylko, żeby nie patrzeć na to, czy ktoś inny dostał premię. Od kiedy premie są przyznawane tylko jednemu pracownikowi, skoro na dany dodatek pracuje przez cały miesiąc X osób? Zapracowało się na premie, to zakuchanym obowiązkiem pracodawcy jest wypłacenie tej premii wszystkim pracownikom danego punktu. Bez wyjątku. To jedna kwestia. Kolejna kwestia jest taka, że pracownik sklepu firmowego (nie wiem, jak jest na cukierni, piekarni w siedzibie głównej) ma kompletny zakaz jakiegokolwiek myślenia samodzielnego. Ma nie zadawać pytań, nie myśleć. Ma tylko robić. Piekuś to firma, gdzie za każdy przejaw intelektu, myślenia właśnie, dostaje się znikąd, niepoparte dosłownie niczym, uwagi od kierownictwa, notki służbowe także niczym nie poparte. Tylko dlatego, że ktoś na punkcie używa szarych komórek, a kierownikowi sklepu nie podoba się to, że jego pracownik potrafi korzystać ze swojego własnego mózgu. Może dlatego, że samym kierownikom często tego intelektu brakuje (tu piję do dawnej kierowniczki jednego z punktów w Toruniu, z którą miałam nieprzyjemność pracować)? Skoro dana osoba tak bardzo obawia się o swoją posadkę, widząc jednocześnie, że jeden z jej pracowników umie myśleć i myśli, to chyba oznaka, że samemu nie ma się kwalifikacji do kierowania zasobem ludzkim jak i sklepem. Szkolenie nowego pracownika na sklepach firmowych to żart. Co z tego, że taki świeżak się zapyta o pewne rzeczy, skoro zostanie kompletnie olany? Nic dziwnego, że pracownicy popełniają błędy. Jak mają ich nie popełniać, skoro nikt ich tak naprawdę nie szkoli? Duż informacji ważnych także nie jest przekazywana nowemu prwcownikowi na okresie próbnym i stosuje się zasadę „domyśl się, o co chodzi”. Nie tak wygląda szkolenie. Kierownicy, zastępcy kierownika lub bardzo ogarnięci stażem pracownicy powinni szkolić nowy nabytek, przekazywać mu wszystko, co jest ważne, a nie ochrzaniać go za to, jak coś pójdzie nie tak w jakiejś sprawie, mimo zadawania pytań i próby dowiedzenia się czegokolwiek. To kolejny przykład, że ta pseudo firma nienawidzi ludzi myślących i chcących się rozwijać. Kpina. Normalny pracodawca aż skacze z radości, widząc, że jego pracownik chce się szkolić i dopytuje. Dlatego odradzam Piekusia dla osób, które potrafią myśleć samodzielnie i stawiających na rozwój. W Piekusiu za taką postawę będziedzie (usunięte przez administratora) krytykowani i będą wymyślać na was bzdury. Ta firma panicznie boi się inteligencji u swoich pracowników i kandydatów, co jest kompletnie niepoważne, śmieszne i żałosne. Jeszcze inną kwestią, którą tu poruszę jest fakt, iż awanse otrzymują w 95% osoby niewykwalifikowane, nieumiejące zarządzać ludźmi, niekompetentne (często nieposiadające wiedzy zwykłego kasjera-sprzedawcy), popełniające błąd za błędem, za który (co jest niesamowicie niepoważne) innego pracownika swojego punktu (tu znów nawiązuję do pani K.K, dawnej kierowniczki na Moniuszki, bo o tym punkcie w Toruniu mowa), za które nigdy nie usłyszało się durnego „przepraszam”lub takie, które są przenoszone z punktu na punkt ze względu na brak umiejętności współpracy, skargi od innych pracowników i które w nawet najmniejszym stopniu nie są zainteresowane przeanalizowaniem ruchu na danym punkcie, niemające tak naprawdę żadnej wiedzy na żaden temat, a które jedyne co robią, to wydawanie rozkazów, samemu siedząc na tyłku w biurze, z oczami w telefonie prywatnym, podczas gdy reszta musi harować jak woły, każda jak za pięć osób. To też się wiąże z tym, że kasjer-sprzedawca nie robi tylko za kasjera sprzedawcę, ale także za sprzątaczkę (sprzątanie sprzątaniem, ale często jedna osoba, i to najczęściej najmłodsza wiekiem, sprząta po reszcie), księgową, piekarzem, cukiernikiem, informatykiem (o ile ogarnia systemy, co też nie jest tak oczywiste), mechanikiem, elektrykiem, baristą. I to wszystko za najniższą krajową. Kpina. Podpisując umowę, nie ma słowa o tego typu obowiązkach, które tak naprawdę obowiązkami kasjera-sprzedawcy nie są. W regulaminie pracy ani w samej umowie nie ma tego uwzględnionego. Dopiero jak zaczyna się faktyczną pracę, wychodzi wszystko na jaw, że jest się nie tylko kasjerem-sprzedawcą, ale też wszystkim innym, co napisałam. Firma na każdym stopniu niepoważna i którą jak najszybciej powinien zająć się PIP.