picker29.09.2017 11:23
Inne
Właścicielem farmy jest Szkot, David. Przy truskawkach i malinach pracują sami Polacy, głównie młodzi, studenci. Przed wyjazdem, kontaktując się z "szefem", Polakiem - Krisem dostajemy informacje o "Barra berries', czyli o sklepie właściciela, który ma całkiem niezłe opinie w internecie, ale nic o farmie. Dowiadujemy się, że stawka jest godzinowa, całkiem atrakcyjna i pracuje się po 7-10h dziennie. Dopiero po przyjeździe na miejsce okazuje się, że praca jest na akord, ale on nie mógł nas o tym poinformować, bo praca na akord w Szkocji jest nielegalna. Gdy jest wysyp owoce zbiera się od 6 rano do 21, a nawet 22 wieczorem - zarobki są niskie nawet wtedy. W lipcu i sierpniu, kiedy owoców już jest mniej pracuje się 6 -8 godzin, różnie, i zarabia się około 80-100 funtów tygodniowo, z czego 40 funtów pracodawca odciąga za "mieszkanie" - czyli za miejsce w caravanie, w którym warunki są złe, a nawet może się zdarzyć tak, że nie dostanie nam się własne łóżko, bo "nie ma miejsc". Są dni, kiedy nie ma dużo do zrobienia, więc po 3 godzinach wyrzucane jest kilka najsłabiej zbierających osób, które mają wrócić do caravanu, bo "dzisiaj nie ma już dla nich pracy". Przed wyjazdem mamy powiedzieć szefowi, kiedy chcemy dostać zarobione pieniądze, nieważne co powiemy i tak dostarczy je nam godzinę lub dwie przed przyjazdem zamówionej taksówki. Dzieje się tak chyba tylko po to, żeby nie zdążyć sprawdzić owiniętych w gumeczki banknotów, które zarobiliśmy. Jak się później okazuje w Polsce, w kantorze, niektóre banknoty wyszły z obiegu w 2001 roku, a reszta nie będzie już w obiegu za rok. Atmosfera na farmie jest nieprzyjemna. David to oszust, wykorzystujący ludzi. Nie polecam.