Pracowałam w Hotelu Ameliówka na szczęście tylko niecałe 2 miesiące. Już podczas „rozmowy kwalifikacyjnej” odniosłam wrażenie, że profesjonalizm nie jest mocną stroną całego hotelu. Pani dyrektor, rozmawiała ze mną jakby zerwała się z choinki, zupełnie nieprzygotowana, 0 pytań jakie możemy usłyszeć na profesjonalnej rozmowie kwalifikacyjnej, typu zarobki, nasze mocne strony, doświadczenie itp. No nic, dramat. Na dugi dzień czy jeszcze nawet tego samego zadzwoniono do mnie, że dostałam tę pracę i mam przyjść na „szkolenie” – okej, super myślę sobie. Co zastaję w hotelu? GALIMATIAS. Recepcjonistka biega z recepcji po piętrach w poszukiwaniu pań pokojowych, z pytaniem, które pokoje są już czyste i by ewentualnie zabrać klucze, WTF? Wyobrażacie sobie jak to komicznie wygląda? Ale okej pomyślałam każdy hotel funkcjonuje na swoich „prawach”. Wtedy w hotelu było bardzo dużo osób, jakieś szkolenie (hotel odznacza się organizacją szkoleń przede wszystkim, dla 100/150 osób albo i więcej) trudno myślę sobie, może coś pomogę tej recepcjonistce. O nie, nie. Zostałam „poproszona” by pójść na salę konferencyjną ją posprzątać… zebrać brudne szkliwo, nakryć bufet, umyć stoły, patologia. Ale znów pomyślałam, no dobra zdarza się, brakuje rąk do pracy więc idę. Po tym dniu mój entuzjazm ostygł. Kolejne dni szkolenia i to czego się dowiedziałam wbiły mnie w fotel. Otóż: Hotel przy posiadaniu 79 pokoi nie ma oprogramowania hotelowego… wszystko jak w PRL piszą na kartkach, w jakichś grafikach wielkości A2, wszelkie zmiany w rezerwacjach nanosi się za pomocą korektora… myślałam, że padnę ze śmiechu albo z załamania. Zupełny brak organizacji, profesjonalizmu ale to nie koniec oczywiście. Pani Dyrektor ma generalnie wiele rzeczy w nosie, to też nie poinformowała mnie, że: podczas zmiany nocnej dziewczyny z recepcji, myją: caaaały hol recepcyjny, przecierają kurze z kanap, stolików, recepcji, myją podłogi w strefie SPA, w ubikacjach, myją szyby, lustra co tam wisi, no i wisienka na torcie: myją toalety, dosłownie: KIBLE. Ale to nie wszystko, gdy jest organizowana konferencja: myją także sale konferencyjne, prasują obrusy, zanoszą szkliwo z kuchni, generalnie pracują na dwa etaty: recepcjonistka i sprzątaczka a czasem na trzy: recepcjonistka, sprzątaczka, kelnerka. Nie muszę mówić, że byłam zachwycona ale myślę sobie, że skoro inne dziewczyny się na to godzą może nie zawsze jest tak źle, może dlatego, że jestem nowa trochę mnie wykorzystują a to się zmieni z czasem. BŁĄD. Było tylko gorzej. Gdy w hotelu jest np. do 5/6 gości śniadania serwuje recepcja bo nie opłaca się by kuchnia przychodziła wcześniej dla kilku osób. Dziewczyny podają śniadania, gotują wodę do warnika, generalnie ubaw po pachy. Ale to nie wszystko te które tam dłużej pracowały smażyły jajecznicę, gotowały parówki … RECEPCJONISTKI. Ja się na to oczywiście nie zgodziłam, jak na mycie toalet itp. Co dalej, pensja oczywiście najniższa, zapomnijcie o dodatku nocnym. Zarabia się tam 8zł/h czyli najniższa. Ja pracowałam bez umowy bo przez pierwszy miesiąc pracuje się bez umowy – logiczne dla Pni dyrektor – przecież musi ona sprawdzić nowego pracownika i nie dajcie się zwieść jej sympatycznemu nastawieniu, jest głupiutka ale cwana, myśli, że zjednoczy sobie nową frajerkę (jak przyniesie jej kawę), która będzie robiła 500 rzeczy za najniższą krajową. Atmosfera w pracy? Ooo zgrozo, wiem, ze ludzie zawsze gadają o nowych pracownikach itp. Ale tam obgadują na potęgę, podśmiewają się jak czegoś nie wiesz i w ogóle każdy napieprza na każdego ale oczywiście jest to przykryte pierzynką pozornego uśmieszku Co więcej drogie dziewczęta, oprowadzacie potencjalne młode pary po salach bankietowych/weselnych ale przy tym musicie znać każdy szczegół, począwszy od ceny za osobę oraz co wchodzi w skład menu weselnego itp. Okej czasem należy to do obowiązków recepcjonistki ale nie znajomość organizacji imprez weselnych w każdym calu od tego są osoby odpowiednie, marketing, manager. Niestety w Ameliówce nie ma managera. Dział marketingu niby jest ale nie wiem czym w sumie się zajmuje, z tego co zaobserwowałam robieniem ofert w COREL DRW i zgarnianiem grubych ryb (majętnych firm, które organizują coś w hotelu) Chociaż Pani z marketingu całkiem miła i pomocna (o dziwo). Jeszcze dodam, że czasem pracuje się na 24h na dobę Praca marzeń ale nie moich. To tyle, zachęcam do przeczytania, naprawdę nie ma się co łudzić, że coś się tam zmieni.