były pracownik24.01.2012 05:58
Inne
Jest to słownikowa definicja "polskiego biznesmena". Firma zatrudnia ok. 7 osób, w tym 2 szefów, 1-2 handlowców i reszta to instalatorzy/monterzy internetu. Są 3 osoby wśród monterów, które pracują powyżej 3 lat (co jest zaskakujące), reszta to pracownicy rotacyjni, głównie studenci, którzy mają płacone najniższe stawki z możliwych. Na rozmowie kwalifikacyjnej pan [usunięte przez moderatora], bardzo szczegółowo sprawdzi wiedzę kandydata i udowodni mu, że wie za mało - jest to doskonałe narzędzie manipulacji, bo sprowadzona do parteru osoba, nie będzie chciała dalej dyskutować, tym bardziej jeśli to student. Oczywiście jest mowa o szkoleniach, o szansach na rozwój, ale tak naprawdę to jest wierutne kłamstwo. Firma działa momentami na pograniczu prawa, często je łamiąc - zasady bhp - nie wyposaża pracowników w ochronę uszu, gdy pracują z 1500W wierarkami, tylko na specjalne życzenie. Nie dają ubrań na zmianę do pracy w ciężkich i brudnych warunkach - instalacja od podstaw nowego osiedla. Jeden z szefów [usunięte przez moderatora] próbuje być koleżeński i żartować ze współpracownikami, ale bardzo szybko prowadzi to do prób manipulacji i wykorzystywania pracownika - niepłatne nadgodziny, ale polecenie jego jest "Mnie to nie obchodzi, to musi działać, więc nie wiem co zrobisz, ale wiedz, że firma straci 2000 jak to nie zadziała". Pracownicy angażowani są w różne "fuchy" szefów, które nie mając nic wspólnego z podstawowymi obowiązkami - np. pomoc w sprzątaniu placówek PCK, zakładanie instalacji prądowej w domu u jednego z szefów. Infrastruktura woła o pomstę do nieba, notoryczne przypadki spaleń urządzeń po burzy, które też powodują spalanie urządzeń u klientów, którym później sprzedaje się kartę sieciową wartę 30zł za 100zł, mimo że wina jest po stronie MNC, bo szkoda im przejść na inf. światłowodową.