Nie pchajcie się w to, z dietetyka niewiele ma to wspólnego no chyba że nie interesuje was etyka zawodowa i będziecie wciskać ludziom suplementy. Miałam propozycję współpracy na stanowisko dietetyka, ale na szczęście w porę przejrzałam na oczy i podziękowałam. Wyglądało to tak, że była dosyć szybka rozmowa, ale do końca mi nie powiedziano jaki jest to dokładnie system. Normalnie byłabym zatrudniona na umowę zlecenie i 50/50 w rozliczeniu za konsultacje no i oczywiście za suplementy. Jedyny luksus że mogłabym korzystać z wyposażonego gabinetu. Były miesięczne szkolenia, gdzie uczono nas regułek i jak przeprowadzać konsultacje, aby wcisnąć jak najwięcej suplementów. Powiedziano nam w między czasie, że żeby aktywować swoją licencję na stronie partnera suplementacyjnego, musimy ze swojej kieszeni kupić pakiet startowy z suplementami za 200 zl bo bez tego nie ruszymy dalej. Po szkoleniach przyszedł czas na praktykę, czyli znajdować swoich klientów gdzie tak szczerze myślałam że będzie jakaś baza klientów. Mieliśmy przeprowadzić określoną liczbę osób na analizę składu ciała za dosyć małą kwotę 20 zł z czego 10zl idzie do was. Wiadomo z tej rzekomej liczby osób zapisanych na analizę miałaby być nasza pierwsza baza klientów. Nie muszę mówić jak trudne jest zdobycie klienta, szczególnie kiedy zaczynasz i nikt cię nie zna 😉. Oczywiście była oferowana pomoc w postaci reklamy, za którą też trzeba by było zapłacić z własnej kieszeni. W między czasie był postawiony warunek, że jeśli chcemy dalej z nimi współpracować i uczestniczyć w tych super szkoleniach, musimy zamówić minimum 4 suplementy bo przecież nie możemy zalecać produktów, których nie znamy. Te suple do najtańszych nie należą, także wiecie jeśli macie problemy finansowe i myślicie, że w końcu będziecie się spełniać zawodowo no to niestety.
Jeśli wam się uda załapać chociaż 10 klientów na konsultacje, to wasi pacjenci muszą wyrobić 1000 punktów z suplementów no to tak powiedzmy 4 suplementy na osobę. Jeśli pacjenci nie wyrobią dla was tych punktów no to również koniec współpracy. Chyba, że wyrobicie chociaż 250 punktów no to możecie zostać w „zespole” ale przechodzicie szkolenia jeszcze raz.
Więc jeśli widzicie „poradnia odżywiania i odchudzania” to już wiecie żeby uciekać jak najdalej : ) Z tego co się orientuję na różnych grupach dla dietetyków poszukujących pracy, teraz namiętnie się ogłaszają poszukując kolejnych naiwnych. Oczywiście nie piszą wprost jaka to jest poradnia😉