Zostawiłem do naprawy oryginalny system multimedialny ze Skody Octavi 4. Problem polegał na tym, że urządzenie samo się wyłączało. Po upływie 2,5 tygodnia zdecydowałem się urządzanie odebrać. Próba naprawy zakończyła się niepowodzeniem. Ponadto odebrałem sprzęt w gorszym stanie niż go zostawiłem. Teraz nie włącza się już w ogóle. Pojawiają się błędy podczas zapłonu. Majster stwierdził, że "radio wysypało się" podczas naprawy. Przy odbiorze otrzymałem informację, że było takie ryzyko, jednak nie dano mi o tym znać gdy radio zostawiałem w warsztacie. Oczywiście bardzo mnie to zdenerwowało, co zostało skwitowane stwierdzeniem, że "klienci Skody są specyficzni". Nie wiem o co chodziło, ale zakładam, że to stwierdzenie miało mnie po prostu obrazić. Ciężko było się dodzwonić. Pan przyznał, że jak widział mój numer to po prostu telefonu nie odbierał. Żałuję poświęconego czasu, pieniędzy na paliwo i radia, którego jedną funkcją jest teraz maskowanie dziury w kokpicie, bo zniszczone jest praktycznie doszczętnie. Nie pomógł mi, a tylko zaszkodził. Pewnie będzie pisał, że było inaczej, ale proszę nie brać tego na serio. Ciekaw jestem czy ten Bentley na podwórku to tylko reklama.