Witam. Pracowałem w firmie marko-cafe (celowo małe litery) ponad 1 miesiąc i był to mój najgorszy miesiąc w życiu. Skąd taka opinia? Już wyjaśniam. Aby zrozumieć moją sytuację należy przedstawić okoliczności w jakich zostałem zatrudniony. Pracując jako dostawca w innej firmie i wizytując oddział marko-cafe w Kaliszu dogadałem się z kierownikiem - Panem Ryszardem, że może w przyszłości będzie potrzebował pracownika, a ja akurat myślałem o zmianie pracodawcy. Po odejściu od mojej dawnej firmy po paru miesiącach dostałem telefon od Pana Ryszarda, że jest miejsce i mogę przyjechać. Zjawił się też właściciel firmy - Pan Jarosław, który mieszka w okolicach Wrocławia i wszystko zostało dogadane. Miałem się szkolić pod okiem 2 innych pracowników, głównie na terenie innej firmy którą zaopatrywali w automaty z napojami. Tutaj zaczyna się prawdziwa jazda - od pierwszego dnia tych dwóch osobników prezentowało dosyć dziwne nastawienie względem mojej osoby. Zaczęło się opowiadanie jaka to ciężka praca jest w tej firmie, że trzeba w sobotę o 20 jeździć na awarię (co jak później się dowiedziałem było kłamstwem), straszyli mnie że nie dam rady się wyrobić na czas chociaż nic takiego nie było potrzebne bo byłem rozszerzeniem kadry aby każdy z 5 pracowników miał mniej roboty i się wyrabiał (to też zrozumiałem później no ale na początku nie wiedziałem o takich rzeczach i brałem to co mówili na poważnie). Najlepsze jest to, że podczas gdy ja pracowałem i targałem towar z samochodu oni często popijali sobie kawkę w środku albo ucinali pogawędkę żeby za chwilę mnie popędzać do roboty. Nic jednak nie mówiłem, tylko zap... w ciszy aby mieć pracę. Moja cierpliwość się jednak skończyła kiedy zaczęło się ośmieszanie mnie przed innymi ludźmi którzy pracowali w firmie którą obsługiwaliśmy i ogólne wyśmiewanie mnie jako osoby, próbowałem jakoś zareagować i co usłyszałem? Tutaj cytat: "uważaj żebyś w ryja nie dostał". Zgłosiłem to do kierownika - Pana Ryszarda, ale nie odniosło to żadnego skutku. Może dlatego, że dla niego też nie mieli szacunku, bo słyszałem nie raz jak się z niego wyśmiewali. Po reprymendzie od kierownika sytuacja uległa poprawie ale nie na długo. Powróciły epitety pod moim adresem, dalej byłem wyśmiewany i poniżany kiedy tylko się dało. Próbowali też mi rzucać kłody pod nogi i zgłaszać moją bezradność kierownikowi. Może bym wytrzymał tą sytuację, ale niestety szkolenie w tej firmie trwało 5 tygodni z powodu braku samochodu dla mnie. W ostatnim tygodniu postanowili pójść na całość i wpuścić mnie w maliny zabierając na automaty z którymi styczność miałem tylko raz, poradziłem sobie ale nie do końca. To wystarczyło żeby nakłamać kierownikowi że nic nie potrafię, on w to uwierzył i stwierdził że go oszukałem mówiąc mu że wszystko umiem. Po tym stwierdzeniu śmiejąc się podszedł do mnie i uderzył mnie w żebra. Tego dnia po powrocie do domu zadzwoniłem do właściciela firmy i poinformowałem że ze względu na mobbing zwalniam się. Pan Jarosław stwierdził pracownik nie ma władzy nad innym pracownikiem więc o mobbingu nie ma mowy. Jak bardzo się myli wystarczy przeczytać definicję mobbingu aby dowiedzieć się że nie występuje on na linii przełożony-pracownik ale także pomiędzy pracownikami w firmie. Szczególnie w takiej firmie jak marko-cafe, gdzie właściciel i kierownik są oderwani od rzeczywistości i nie wiedzą co się dzieje podczas szkolenia ich pracownika. No i tutaj dochodzimy do sedna sprawy - byłem pracownikiem zatrudnionym z ramienia kierownika i to pewnie im się nie podobało, być może mieli jakiegoś swojego kolegę którego chcieli wkręcić a ja się w to wszystko wmieszałem. Szkoda że Pan Ryszard nie potrafił obronić pracownika którego zatrudnił, szkoda że nie miał żadnej kontroli nad swoimi pracownikami a na końcu jako rozwiązanie powiedział mi że miałem się zachowywać tak samo jak oni. No to jest jego sposób na budowanie atmosfery w pracy - utarczki słowne i groźby. Zebrałem się do napisania tego tekstu po latach, mam nadzieję że właściciel to przeczyta i zrozumie co się wtedy stało. Ja ze swojej strony żałuję, że nie wstąpiłem na drogę prawną i nie udałem się do Sądu Pracy. Czekam ciągle, aż osobnik który mnie straszył spełni swoje obietnice ale nie mogę się doczekać. Może jest mocny tylko w gębie? Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy na ulicy i wyjaśnimy sprawę.