„Desperate White House" Sławski Zakład Przetwórstwa Mięsa i Drobiu Balcerzak i Spółka. Jakże dostojnie to brzmi, dla Jana Nowaka czy Marka Malinowskiego stojącego tuż przed bramą wjazdową do tego "miejsca pracy". Niczym twarde nazwisko twardego przywódcy byłych republik radzieckich jak dzwon bijący na alarm, gdy w nowy rok przyjdzie tobie farsz ukręcić dla takiej sztuczno - problemowej rasy, która nie widzi dalej jak kawał kiełbasy. Firma znana w całej Polsce z przedstawicielami w każdym województwie, należąca do niemieckiej grupy kapitałowej heristo ag. Dlaczego to wszystko pięknie wygląda na okładce opakowania, na szyldach, w gazetach i z ulicy wróblewskiej? Dlaczego na regulaminie pracy pracownika zatrudnionego na pełen etat jako przedstawiciele pracowników podpisały się osoby nie mające niemalże nic wspólnego z prawdziwą gonitwą? Dlaczego ten smród macior nie wybiega poza bramy obozu? Dlaczego wyżej wymieniony Nowak i Malinowski chcą spróbować ustabilizować swoje roztargnione życie składając podanie na biurko komuś kto w ogóle nie, liczy się z nastrojem koni ciągnących dorożkę z lożą szyderców? Na te pytania z wielką chęcią wtrącenia swoich trzech groszy jako jeden z koni postaram się odpowiedzieć, bez cenzury, bez kolorowych szyldów, bez uśmiechniętej buzi maratończyka oddającego pieniądze obcym a nie koniom ciągnącym dorożkę. K.B. człowiek który pierwszy wbił łopatę pod podwaliny tych czterech białych ścian, tworzył ten całokształt zamysłu nie tylko w celu kolorowania płytkiego poglądu Iksińskich lecz również po to by stworzyć miejsce do którego człowiek przychodzi i zarabia na węgiel oraz cukier. Długoletni pracownicy bez Kozery przytakną iż :"Za Balca było lepiej". Nie jesteśmy dziećmi i doskonale zdajemy sobie sprawę z tego że świat idzie do przodu. Europejscy uczeni stworzyli akcelerator cząstek a Kanada oddaje pieniądze obywatelom bo mają ich za dużo w budżecie itp. Równie kolorowo dzieje się we Wróblewie. Lecz nie sposób wyszukać tak bezpośredniego przekazu tego z czym motor napędowy dorożki ma do czynienia od poniedziałku do poniedziałku. Gdy pan K.B. pozostawił nas na froncie wschodnim niczym przy bitwie pod Stalingradem koniki zaczęły ciągnąć zupełnie nową dorożkę, z nowymi członkami loży oraz osobami na które po prostu słów brak lecz całe szczęście nie mi. Do władzy dochodzi Niemiec. Człowiek niezwykle honorowy i reprezentatywny. Znający się odrobinkę na teorii względności posiadający swoje prywatne zamiłowania czego niestety brakuje pozostałym członkom nieco przekrzywionej dorożki. Dyrektorem zostaje człowiek również nie głupi, lecz tradycyjnie jeśli brać pod uwagę pochodzenie dusigrosz(o tym później). Dotychczasowy dyrektor finansowy wyglądający jak Michael Douglas w filmie "Upadek" który dawał pięćset podwyżki za tytuł magistra z którym można było cokolwiek wy-pertraktować z niewiadomych przyczyn przekazuje pałeczkę kobiecie która nie dość, że wygląda jak mistrzyni Rosji w rzucie młotem to jeszcze z relacji naocznych koników zachowuje i wypowiada się jak typowa Mariola granatem oderwana od pługa. No cóż, w takich sytuacjach siła argumentu dostaje cios z partyzantki od siły rzutu młotem i pozostaje tylko modlitwa o lepszy wynik drużyny Lecha Poznań. Co przychodzi na myśl panu Iksińskiemu stojącemu na wróblewskiej?? Stoi przed bramą i oślepiony promieniami słońca które odbijając się od białych ścian powodują u niego chwilową nadczynność gruczołów przypieczętowaną myślą: Boże jak tu musi być dobrze, jakie tutaj muszą być wspaniałe zarobki, czyżbym złapał nogi boga który wyciągnie mnie z tego stryczka zaciągniętego przez provident? Ten człowiek ma prawo tak pomyśleć. Dziesiątki metrów nowych korytarzy na północ i na wschód przypieczętowane setkami metrów kwadratowych hal sprawiają że człowiek z wróblewskiej pragnie należeć do tej jak ktoś kiedyś napisał "elity zaangażowanych pracowników". Od niedawna zostały oddane do użytku trzy nowe hale i stwierdzić muszę, że loża ma niespotykaną manię wielkości. Lecz najgorsze w tym wszystkim jest to, że wcześniej wspominanej mani wielkości nie uraczysz 10-tego każdego miesiąca. Zarobki w połączeniu z pracą w niedzielę i pierwszy dzień jakichkolwiek świąt za wolny poniedziałek wypadają niespotykanie szaro w porównaniu z zarobkami innych Sławskich przetwórstw. Ale nie zapominajmy o tzw premii za nie chorowanie. O matko boska, dziękujemy ci maratończyku i dusigroszu za to, że musimy przyjść do pracy z zapaleniem opon mózgowych po to by starczyło na węgiel i utrzymanie rodziny w siarczyście mroźny dzień. Jeden Bóg tylko wie co tkwi w tych tłustych głowach zaślepionych wizją zysku za tonę kabanosa drobiowego z macior , ukręconych i przydymionych w święto dziękczynienia. Dlaczego firmowe auta o wartości rynkowej przekraczających jakiekolwiek wyobrażenia pracowników pionu produkcji ogłaszają się na stołówce zakładowej? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie we własnym zakresie. Kolejną zaletą białego domu jest