Kto u Świeczkowskiego w kancelarii pracował ten w cyrku się nie śmieje...
Komornik zasadniczo nie wie co się dzieje wewnątrz kancelarii. Sprawy osobowe nieformalnie deleguje na jedną z pracownic (nazwę ją panią X)- nieformalnie, bo kiedy cokolwiek chce się z nią załatwić, pada tekst "to jest decyzja komornika". Po kilku miesiącach obserwacji już wiem- komornik decyduje tylko o tym czy podpisze pismo, co do reszty decyzja realnie należy do X.
Jeśli dzwonisz do kancelarii Świeczkowskiego, to nie porozmawiasz z nim. Nie ma szans, nawet na żądanie. Komornik ucieka od rozmów. Jeśli chcesz się z nim zobaczyć, masz pilną sprawę- nie ma szans. Komornik boi się rozmawiać z interesantami- na których przecież zarabia... Słynne z opinii na googlu sytuacje, że odmówił kartki papieru i długopisu żeby spisać wniosek, są jak najbardziej prawdziwe. Nikt poza listonoszem nie ma wstępu do kancelarii- no chyba, że ma gotówkę i spłaca dług. Podobno kiedyś zezwalał na wstęp interesantów do kancelarii i wtedy on i X zamykali się na piętrze, a dłużnicy i wierzyciele rozmawiali (często w typowo nieprzyjemnym stylu) z pracownikami, którzy tak na prawdę nie byli za to odpowiedzialni...
Stosunek do pracowników- zasadniczo nie istnieje. Komornik siedzi sam piętro wyżej niż wszyscy pracownicy i Bóg sam wie co tam robi. No, akurat jedno wiem co robi- pije wodę którą kupuje w dużych baniakach do kancelarii (taką jak w urzędach i biurach stawia się dla wszystkich) Ciekawostka: do kancelarii przywożą wodę- ale nigdzie jej nie widać w przestrzeni pracowniczej. Po 2 miesiącach pracy się dowiedziałem, że woda stoi na piętrze komornika i prawdopodobnie pije ją tylko sam komornik XD
Prowadzenie spraw- tragedia. Przykładowo, składałem kiedyś w pracy donos na alimenciarza do prokuratury, w aktach ujawniono kilka samochodów, dług na kilkadziesiąt tysięcy (komornik ma obowiązek donieść na alimenciarzy, to jest przestępstwo 209 KK). W donosie wskazałem ujawniony majątek, oddałęm do podpisu i dostałem zwrot pisma- "Pan nie wskazuje tych pojazdów! - Dlaczego? Prokuratura potrzebuje te informacje. - Ale będą się pytać dlaczego nie zajmujemy i nie egzekwujemy!" Kurtyna.
Współczuję samotnym matkom, ojcom i dzieciom alimenciarzy co egzekwują je u Świeczkowskiego, bo to co ich często ratuje to pieniądze z zasiłku alimentacyjnego. Ale żeby to zrobić, potrzebują uzyskać zaświadczenie o bezskutecznej egzekucji. No więc do kancelarii wpływają pisma, terminy lecą- nikt ich nie rozpatruje, nie wydaje zaświadczeń. Czemu? Bo komornik ma to w (usunięte przez administratora) Kiedyś sam już podjąłem inicjatywę i zacząłem sam wydawać, pomimo że nie wiedziałem co i jak. Ale to nie było główne moje zadanie, nie mogłem wydać więcej niż kilka, a potem i tak mi je zwracali bez podpisu, dowalając się do każdego przecinka... Terminy lecą, ludzie bez zaświadczeń nie mają szans na zasiłek- a komornik dalej ciumka wodę z butli w swojej wieży.
A propos dowalania się do pism- zdarzają się absurdy i abominacje. Nawet całkiem często. Jedna historia zasługuje na wspomnienie- sprawa alimentacyjna, i dzieci i ojciec razem piszą o umorzenie, facet ma zajęte 60% wynagrodzenia, pozostałe 40% ma zajęte na koncie bankowym. Z jednej kancelarii adwokackiej(pozdrowienia dla mecenasa Krzyżanowskiego) wysyłane pisma, przez cały rok nikt od komornika nie odpisał. W końcu ja dostałem sprawę do załatwienia. No to przygotowuję pisma jak trzeba. PRZEZ MIESIĄC DOSTAWAŁEM ZWROT BEZ PODPISÓW bo to coś tam, tu coś tam, tam coś tam- żeby było jasne, też popełniałem błędy. Dokładnie 2 błędy. Potem było "tutaj pan jednej spacji nie wpisał" "tutaj literówka" itp. finał jest taki, że minęło już ponad 1,5 miesiąca grania w ping-ponga aktami sprawy pomiędzy mną i komornikiem, a pismo nie wyszło. A ojciec ma od 4 msc wynagrodzenie zajęte, hajs leci na depozyt sądu bo już nie ma długu,a jego wierzyciele (dzieci) robią wszystko co możliwe żeby się choćby skontaktować.
Mówiąc krótko, 2/10 to i tak za dużo, bardzo serdecznie nie polecam tego komornika.