Jeśli istniałoby pojęcie anty-team-buildingu to właściciel i jedyny manager tej firmy - pan Tomasz właściciel byłby jego odkrywcą. Ta elokwetna osoba traktuje architektów i projektantów z warszawy których zatrudnia w punkcie handlowym w Warszawie, jak i pracowników produkujących na stolarni w Radomiu, z pozycji siły. Nie ma dialogu. Nie ma szacunku i nie powierzania odpowiedzialnie projektów wraz z narzędziami i czasem adekwatnym do harmonogramu. Obwinianie i oskarżanie to zdrowy czynnik motywacyjny w tej jednoosobowej działalności gospodarczej. Mogłoby się wydawać, że to wojskowe metody delegowania z lat 60-tych ubiegłego wieku, na które teraz nawet obywatele Ukrainy się nie zgodzą. Jednak pracownicy w stoli to sami Polacy, pracujący najczęściej na prostych warunkach: najniższa umowa o pracę na określony lub nie w pełnym wymiarze + prowizja na gębę (żadnych dokumentów na temat prowizji) x darmowe lub pirackie oprogramowanie. Prowizja w związku z tym płacona w kawałkach (wymuszana przez pracownika jeśli jest jak) lub nie płacona. Rotacja pracowników jeśli to odkryją. To firma o najniższych płacach jakie w tej branży z kolegą odnotowaliśmy w Wawie. A ze standardowymi propozycjami ewentualnie na początek dla skuszenia nowego pracownika jeśli posiada duże umiejętności praktyczne. W razie głodu polecam pracę w Lidlu, to znacznie godniejsze i po godzinach można się rozwijać. W art deco nie starczy na to czasu. Problemy firmy biorą się głównie z tego. Brak pomysłu właściciela na wartoś która mogłaby jednoczyć pracowników i przyciągać nowych bierze sie stąd że w stolicy handlowcy są separowani i w praktyce każdy pracuje sam czasami spotykając szefa raz na 2-5 tygodni. W Radomiu natomiast nie ma stałych pracowników - w wynajętej hali pracują stolarze i montażyści którzy na część dnia są podnajęci i po pracy w art deco ida do drugiej-lubianej bardziej pracy lub do własnego warsztatu. Art deco to zawsze ich druga praca.