Niestety nie mam miłych wspomnień związanych z tym miejscem. Wszystkie sklepy we Wrocławiu należą do jednej rodziny. Szczycą się, że sami kiedyś byli sprzedawcami. Natomiast pan kierownik kiedy tylko usłyszy pytanie od klienta odpowiada półsłówkiem i ucieka na zaplecze. Jeśli chodzi o traktowanie pracowników bywa różnie. Ale w 90% przypadków jest to odgadywanie za plecami, wyszukiwanie kogo zwolnić tym razem, oraz notoryczne upominanie że trzeba wchodzić w d*** klientom. Dodam tylko, że to praca za najniższą i nie ma możliwości uzyskania premi, jedynie wygrana w jakimś bezsensownym konkursie 90zł do wydania w sklepie, gdzie ceny specjalnie są wysokie, tylko po to żeby je co tydzień obniżać na wyprzedaży o max 10%. O awansie zapomnijcie na starcie jak nie macie dyspozycyjności 100%. Obowiązków masa: dostawy, zmiany cen, sprzątanie, zmiany vm, informowanie klientów o promocjach( jakby nie widzieli plakatów na wysokości wzroku). A za to wszystko raz w roku dostaniesz tylko uścisk dłoni. A za to za plecami usłyszysz 5 razy, że cię zwolnią. Do tego dochodzi notoryczny brak wody dla pracowników. I tylko wymówki w stylu "używacie za dużo worków na śmieci, a są drogie", "zamawiam wodę pod koniec miesiąca", "teraz trzeba zapłacić za mycie witryny". Skoro kogoś nie stać na prowadzenie salonu to niech go nie prowadzi. Bo witryny myte były płynem z domu pracowników i myte przez nich samych własnoręcznie, a takie wymówki są wręcz bezczelne.
Dużo by jeszcze można napisać o tym chorym miejscu, ale szkoda czasu.