Zazwyczaj rzadko zmieniam pracę, moment, w którym zmusza mnie do tego powód życiowy, zwykle nie z samą pracą związany występuje bardzo rzadko, jednak tym razem, no cóż, powiedzmy, że obecnie jest to coś więcej. Pracowałem kilka lat w Polsce, kilka na zachodzie, jednak tutaj, po niespełna dwóch miesiącach zatrudnienia stwierdzam, że są rzeczy, których jeszcze nie widziałem. To bez wątpienia jedyne zatrudnienie, które prezentuje nam maratony niemalże 36-godzinnej pracy, a wliczając dojazd to +/- 48-godzinnej w obrębie trzech dni. Maratony te zdarzają się dwa razy w miesiącu pod koniec tygodnia, w zaledwie trzydniowym systemie (piątek, sobota oraz niedziela). Zawsze, niezależne czy to akurat trzydniowy maraton, czy tylko dwa dni pracy z rzędu, wstajemy o 3:30, ale to tylko jeśli mamy szczęście mieszkać nieopodal miejsca wyjazdu (to ranna zmiana, nocna musi być w gotowości o 15:30), wracamy natomiast o 19:30 (nocki 7:30). Wówczas, gdy te maratony bywają nocne, budzimy się dopiero w poniedziałek około godziny 16-17 z przekonaniem, że warto było. Nic bardziej mylnego... Przyszedł dzień pierwszej wypłaty, włącznie ze zwrotem kosztów dojazdu, całe 2250 zł, co prawda mój start w tej nieszczęsnej firmie odbył się nie pierwszego dnia miesiąca, a dwunastego, ale nadal odliczając koszty dojazdu i założenia czeskiego konta bankowego — jedynie około 1850 zł na plus. Za pełny miesiąc dostaniemy zatem całe 3200 zł z wliczonymi kosztami dojazdu, a więc około 2850 zł na plus. Kwoty dla zarabiającego minimalną w Polsce niebotyczne, ale bywały momenty, że na zachodzie wyciągało się to w tydzień, nie męcząc się nawet w 1/10 tyle, co tutaj, psychicznie oraz fizycznie. Co rozumiem przez słowo męcząc? A więc od początku. Po pierwsze chore normy, niezależne od Twojej pracy bądź zaangażowania, a widzimisię maszyny, do której was przydzielono. Widziałem ludzi, typowych 'Januszy' pracy, którzy 'kurw*wali' przy tym ustrojstwie całe dwanaście godzin, nie schodząc na przerwy (nawet te dwie pól godzinowe, które są bezpłatne), byleby wyrobić normę — zazwyczaj bezskutecznie. Co się stanie, jeśli tej normy nie wyrobimy? Na okresie próbnym nic strasznego, przyjdzie tylko czeski (usunięte przez administratora) i zje*ie nas na całą halę. Niezbyt ważne, że zgłaszaliśmy błąd maszyny osobom odpowiedzialnym, czekamy od 10 do 20 minut na tzw. 'systemaka', który być może naprawi maszynę bądź też nie. Na szkoleniu uczą nas, aby zaznaczyć w specjalnym dokumencie, że wystąpił błąd maszyny i brak normy w danej godzinie to nie nasza wina, aczkolwiek gdy to zrobimy, pojawia się kolejny SS-mański pepik i drze mordę w tym niedouczonym języku. Słabsi wychodzili z płaczem, mocniejsi się kłócili. Drugą kwestią są ludzie, co prawda nie wszyscy, bo zdarzają się wyjątki naprawdę w porządku i to nawet bardzo, ale niestety poszczególne jednostki to typowe dno intelektualne, z wyrobionymi kciukami od wyciskania 'kusów' już do tego stopnia, że ich palce to jeden wielki bezpapilarny odcisk, a za te marne wynagrodzenie miesięczne, własną matkę by sprzedali. Nie polecam skusić się dniami wolnymi przyjmując ofertę, bo gwarantuję, że konstrukcja zmian nie pozwoli Wam ich zauważyć i należycie odpocząć, a destrukcja psychiczno-fizyczna nie jest warta 650E na miesiąc. Jeśli jesteście ogarnięci, zrobicie tyle w niewiele ponad tydzień, a znając chociażby język angielski, zatrudniając się w Holandii, Niemcach lub Belgii, żyjąc na prywatnym mieszkaniu — w tydzień. Obozy pracy w stylu czeskiego Continental są dla ludzi z ogromnymi długami finansowymi, którzy za wszelką cenę chcą zarobić, dla wytatuowanej polskiej recydywy oraz ludzi bez krzty życia prywatnego, rodziny lub znajomych. Dla osób każdym kosztem chcących wybić się ponad to polskie minimum pieniężne — nie warto jednak. Nie wymagają nawet Twojego CV, imię też by było zbędne, tylko numerek personalny i bylebyś zapieprzał niczym robot. Często proszą Cię byś nie schodził na przerwy i nadrobił normę, którą straciłeś nie z Twojej winy. Gdy jesteś osobą palącą, niestety musisz wyjść na dwór około 100m od firmy, deszcz nie deszcz, śnieg nie śnieg, mróz nie mróz. Na odchodne ze zmiany masz sprawdzony plecak niczym najgorszy (usunięte przez administratora) któremu akurat przyszłoby na myśl ukraść plastikową rurkę wątpliwej jakości. Zwykle rekrutują osoby z Cieszyna, Wodzisławia, Rybnika oraz Jastrzębia, mamy tu wiele firm, które zaoferują nam tę pensję za normalną 8-godzinną pracę od poniedziałku do piątku. To moje zdanie, kto się przyjmie, przejdzie szkolenie, zda egzamin to oceni sam. Jak dla mnie, nigdy więcej.