Jan Osmoła i jego żona, gdy przejmują budynki, robią najwięcej dram i problemów jakie tylko da się stworzyć.
1. Wyziębi budynek. Na korytarzach i w toaletach będzie 14 stopni Celsjusza. To jakiś absurd. Ale jest z tego jakiś plus, albowiem da wam do pokojów farelkę. Wielkie brawa za farelkę.
2. Podniesie koszty. Da się to zrozumieć, człowiek mający 50 milionów na budynek, z którego postanowił wykurzyć ludzi, bo poskąpi na OGRZEWANIU BUDYNKU, na pewno ma mnóstwo kredytów do spłacania i chętnie zapłacimy więcej, by ten krętacz, najpewniej dostający mamonę od rządu lub rodziny, mógł nic nie robić, pogorszyć stan budynku i do tego być chamskim bezkarnie i na tym zarabiać.
3. Da wam krótką umowę na kilka miesięcy, chyba boi się, że klienci nie będą płacić. To wstrętne zachowanie na starcie kogoś tak podejrzewać. Nigdy nikt nie robił takich cyrków z umowami.
4. Potrafi się wkurzyć i ma charakter typowego Janusza. Nie wierzyłem w ten stereotyp, ale o to on. Wyzyskiwacz chcący zarabiać, nic nie wydając z nadmuchanym ego swoją kasą, którą kolekcjonuje jak znaczki, bo nic nie chce ulepszyć lub chociaż zostawić poprzedniej jakości użytkowania budynku.
Na początku państwo Osmoła wydadzą się porządni, są stale przy telefonie i umowa zostanie spisana szybko, ale to nie wszystko. Okazało się, że ich nadejście to mróz i podwyżki cen. Wyziębienie budynku do 14°C w zimę za wyższe koszty to zwykła podłość. A jak ktoś chce mu się poskarżyć, to nie będzie miły. Jest opcja, że koleś jest oderwany od rzeczywistości przez wiek, bo ma około 70-80 lat.
To nie jest współpraca godna Krakowa i ogólnie dzisiejszych czasów.