Te pozytywne opinie to chyba N z żoną wystawiają... Pracowałam tam. Powiem jedno słowo: KOSZMAR. To było parę lat temu, stawka godzinowa wynosiła 4zł!, w dni próbne 2zł i brak możliwości zabierania napiwków! Pracowałam po 17h, oczywiście żadnych posiłków pracowniczych nie było, co więcej - gdy raz kelnerki chciały pod koniec ciężkiego dnia zjeść resztkę zupy pomidorowej, która nie nadawała się do podania na drugi dzień, musiały kryć się przed n, bo ten uważał to za jakąś wielką kradzież. N i jego żona, chodzący pokaz chamstwa, gdy niesiesz pełną tacę do czekających gości, potrafią zawołać i upomnieć, że jakaś poduszka krzywo leży, zamiast samemu poprawić, w końcu to ich miejsce i chyba powinno im zależeć, a tak to wolą zabierać czas kelnerowi, co skutkować będzie niezadowoleniem gości - za co, rzecz jasna, znowu kelner będzie odpowiadał. Jedna ciekawa sytuacja - raz z okazji urodzin córki właścicieli siadłam na jakiś czas za fortepianem. Jakimi słowami skwitowała W (szanowna żona) mój prezent dla jej córki? "No, może być, wychodzi ci to lepiej niż bieganie z tacą". Po prostu brak słów. Byłam bardzo dobrą, pracowitą kelnerką, pracowałam dzień w dzień po parenaście godzin, chciałam zrobić przyjemność jej dziecku i tu takie słowa? Szczyt chamstwa, serio. Dodatkowo Nmnie oszukał. Nie zrobił przeszkolenia, nie wiedziałam, że klientowi należy podać paragon razem z rachunkiem, byłam świeżo po maturze, nie miałam pojęcia o takich sprawach, bo skąd. Dostałam mandat od kontrolerów z US, za który N obiecał zapłacić, gdyż sam uznał, że to było z jego winy. Dałam mu ten mandat i myślałam,że po sprawie. A skąd! Po roku dostałam upomnienie i ponaglenie do zapłaty. Pisałam do niego w tej sprawie parę razy, dopiero postraszenie skarbówką ( brak umowy) pomogło. Tyle, że z racji opóźnienia nie dostałam zwrotu podatku, który mi się należał. 200 zł w plecy. Może dla N i W taka kwota to nic, ale dla, zwłaszcza wtedy, na początku studiów,. to był mniej więcej miesięczny koszt wyżywienia. Co poza tym? Widziałam całą kuchnię "od kuchni" - jedzenie stare, odgrzewane, SZCZURY W KUCHNI, BIEGAJĄCE PO TALERZACH (miały nawet taką norkę, tuż przy toalecie dla gości, przez którą nocą wybiegały, modliłam się, by kiedyś wybiegły na oczach któregoś z gości, może by wreszcie zamknęli to miejsce albo przynajmniej dowalili jakąś solidną karę, ale szczury chyba są na to zbyt inteligentne). Płatna toaleta, to już po prostu kpina i na szczęście każdy to widzi, dzięki czemu restauracja ma jako restauracja bardzo niskie oceny. Do tego dochodzi jeszcze beznadziejna muzyka grana na żywo, ale jeśli ktoś lubi takie rzępolenie... Kelnerzy tam przychodzą i jeszcze szybciej odchodzą. Zadowoleni są tylko kelnerzy-lizusy, znajomi szanownego małżeństwa. Aha, a wiecie, ile N płaci za metr kwadratowy w takiej lokalizacji? Jak nie, to poczytajcie sobie w necie, to są jaja. A w kontakście tego cenu w lokalu - totalnie z kosmosu. Dziadek Noworolski w grobie się przewraca.