Tomek25.08.2012 00:46
Inne
Pracowałem ,, U Goli\'\' ponad 2 lata. (usunięte przez administratora). Często trzeba było dłużej zostać, oczywiście za darmo. Soboty niepłatne. Zdażały się także niedziele - również niepłatne. W niedziele odbywało się to w ten sposób, że szef zamykał ludzi na magazynie na klucz aby nikt nie zauważył, że ktoś tam pracuje. Na magazynie na Skrajnej biegały szczury, które nadgryzały np. sery, lecz szef kazał je powtórnie pakowac w nowe opakowania i szykować do wydania. Pękniete, wywietrzałe jogurty kazano przelewać do nowych pojemników i zamykać specjalną maszyną. Szef przeszedl samego siebie, gdy rozlany na ziemie olej kazał zebrać do pojemnika a następnie zlewki te wlal do głównego zbiornika, gdzie olej był rozlewany do butelek. Przebijanie dat na produktach było na porządku dziennym. Trzy palety serów żółtych miała 3-krotnie przebijane daty.
Na zakładzie terror psychiczny. Popchnięcia (zwłaszcza kobiet), szarpania za roboczy fartuch to norma. Raz nawet widziałem, jak kobieta szykująca palete do wywozu została poszarpana za włosy. Gdy szef zobaczył, że to widziałem zaczął udawać, że to żarty z jego strony. U innej pracownicy zauważyłem raz liczne obdrapania i siniaki, gdy spytałem co się stało nie chciała powiedzieć, rozpłakała się, lecz wiadomo było gdzie się tego nabawiła.
Kierowcy, którzy mieli pracować 8 h dziennie (od 6-14 lub od 14-22) w rzeczywistości pracowali nawet po 19 h na dobe (od 4 do 23). Rekordzista raz pracował prawie dwie doby. Od 4 rano do 1:30 w nocy, dwa dni później. Gdy wysiadł z auta po tylu godzinach jazdy dosłownie słaniał się na nogach a oczy miał całe przekrwione. Gdy zaproponowałem odwiezienie go do szpitala, aby go podlączyli pod kroplówke, szef kategorycznie mi tego zabronił - powiedział, że wylece z pracy.
Kierowcy jeździli starymi, zdezelowanymi autami, dwa auta (nysa i żuk) ok. 30 letnie, bez przeglądów rejestracyjnych, gdyż szef miał układy z firmą robiącą przeglądy techniczne aut. Zdażyło się kiedyś, że towar wypadł na trasie, bo rdza wyżarła podwozie i po prostu cały karton olejów wypadł na jezdnię. Podobna sytuacja była z makaronem - kilka paczek rozsypało się na drodze.
Zdażyło się, że musiałem raz za szefa podpisać fakture, bo był jakiś poważny przedstawiciel a od szefa mocno zioneło alkoholem, aż był cały purpurowy na twarzy.
Zwolnienia były na porządku dziennym za takie ,,przewinienia\'\' jak spóźnienie do pracy o 7 minut (nowy pracownik nie wiedzial, gdzie dokladnie znajduje się zakład. lecz nie miało to dla szefa zadnego znaczenia). Kilka osób zostało wyrzuconych za zbyt wolną pracę. Jedna osoba została wyrzucona za rzekomy bród pod paznokciami, szef stwierdził, że nie przystoi to pracownikowi jego firmy.
Był przypadek, że szef nakazał dwóm pracownikom ręcznie przenieść paletę pełną jogurtów. Paleta wraz z załadunkiem wazyła coś koło 150 kg. Gdy trzeci pracownik podszedł aby im pomóc, dostał od szefa mopem po rękach.
Na porządku dziennym było tam zatrudnianie na ,,czarno\'\' a także osób nieletnich. Najmłodszy pracownik miał zaledwie 14 lat (pracował przez okres wakacyjny).
Jeden z pracowników, który miał uprawnienia na wózki widłowe, był kiedyś zmuszony do picia alkoholu na zapleczu (mimo, że próbował odmówić kilkukrotnie). Później doszło do tego, że przy dużej prędkości wjechał w pracownicę będącą na magazynie. Szef udawał, że się nic nie stało a zebranym wokół osobom kazał wracać do pracy.
Kiedyś gdy byłem w pracy w niedziele (było nas 3 na magazynie + szef) podjechało jakieś auto. Szef myśląc, że to jakaś kontrola zamknął drzwi na hale i krzyknął aby się położyć na ziemi za paletami i nic nie mówić, gdyż przy drzwiach znajdowało się okno i można było zobaczyć co dzieje się w środku.
Jedna z pracownic kilka razy przynosiła szefostwu kanapki, a gdy pewnego dnia przyniosła z serem (zamiast jak dotychczas - z szynką) została zwyzywana oraz rzucono w nią metalowym prentem. Dobrze, że zdążyła się uchylić, w przeciwnym razie straciłaby oko.
Takich przypadków było sporo. Niektóre nie nadają się nawet, aby je tutaj przedstawić...