V-max16.04.2014 14:02
Inne
Witam zainteresowanych
Byłem, pracowałem i przezyłem. Nie ma kokosów, płaca minimalna 6,31 funta/h x 9h.dziennie.
Jest to - w zależności od wykonywanej pracy są pewne różnice - zajęcie niezwykle nudne i powtarzalne aż do prawdziwego, fizycznego bólu. Są stanowiska, gdzie ludzie pracują spokojniej i wolniej (np.prasy), gdzie muszą się wyrobić z podwyższanymi corocznie normami wydajności (np. montaż i skręcanie rurek, przewodów, elementów suszarek) do kilkuset operacji dziennie i dobrze, jeśli nie muszą opatrywać sobie palców i dłoni opatrunkami, bandażami itp., jak też są i miejsca, gdzie fizyczna wydajność powoduje, że niektórzy z kolegów zalani byli potem od pierwszych minut do ostatniego dzwonka -buzzer - wychodząc z pracy mokrzy. Wtedy bez zmiany odzieży nie należało ryzykować wyjścia na zewnątrz fabryki, gdyż przy paskudnej angielskiej jesienno-zimowej pogodzie przeziębienie murowane, nawet parokrotnie w sezonie.
Co do zarobków: ok.112o f/m-c. Wydaje się całkiem ok, prawda?
Ale pamietajmy, że żyjemy i pracujemy w Anglii. Oto koszta: wynajęcie lokum - 60f/tydzień, rachunki (woda i council wliczome w czynsz): prąd w ryczałcie 2f/tydzień, gaz ok. 20-25f/tydzień, bilety autobusowe: 3,90 f/dzień lub 19 f/tydzień lub 65 f/m-c LUB 10 f/tydzień w tzw. lift z kimś, czyimś autem do fabryki i z powrotem.
Żywność i posiłki - tu można coś zaoszczędzić, ale czy warto?
U mnie nie było siły. Samodzielnie przygotowując jedzenie i tak wydawałem ok. 50-70 f/tydzień (+-10%), bo o restauracjach, czy wyjściach to lepiej zapomnieć (chiński bufet w tygodniu: 6,90 f/zestaw + 1,5 f herbata = 8,40f. W niedzielę drożej.
Dodajmy minimum kosmetyczno/higieniczne (mydła, kremy, szampony, płyny do naczyń i WC, ściereczki, szmatki itp) = ok 20f/m-c.
UWAGA. Mieszkania oferowane były w typowym angielskim standardzie: puste, bez pościeli, naczyń i sztućców, bez krzeseł, czy stolików (chociaż u jednych coś tam było, u innych niczego). Zatem zakup na dzień dobry jakiejś pościeli, łyżek, garnków, kubków i talerzy itp, itd.wyniósł u mnie ok.400 f (doliczyć trzeba adapter do gniazdek, przedłużacz, lampkę nocną, ręczniki (2 zestawy) i różne drobiazgi o których przypominacie sobie dopiero, gdy ich zabraknie i trzeba coś naprędce odnaleźć.
FDodajmy koszt lekarstw. Pamiętajmy, że jesteśmy tam na przełomie jesieni i zimy. Od połowy października w Anglii środkowej leje, wieje, jest b. wilgotno i zimno. Domy są głównie z kamienia (łupki ciosane), bez żadnej izolacji termicznej zewnętrznej, czy wewnątrznej. Okna plastikowe (szczelne - bez mikrowentylacji) zarastają czarno i szarozielonymi glonami, dzień w dzień leje się z nich woda, którą dobrze jest jakoś zbierać. Po deszczach (prawie codziennie), niektóre ze ścian przesiąkają wodą od wewnątrz, zaciekają i nie dają się wysuszyć. Budownictwo jest starego typu, często XIX wiek i starsze, o uroku sielskich polskich obór i stodół, jakie kiedyś były na wsiach. Naprawdę, tak mieszka duża część Anglików, tak też mieszkaliśmy i my.
Przelot: z Polski z bagażami ok. 60 - 100 f. Autobus/pociąg z lotniska do Leeds, Bradford, czy Halifax - 10-30f. Pamiętajmy też o drodze powrotnej do kraju; większość przecież wraca. A jeszcze dodajmy telefon, czy internet (u mnie 35-45f/m-c + zakup modemu internetowego 40 f (lub 45f - nie pamiętam [3M])
Reasumując. Nie wiecie na jaką pracę traficie, ani ludzi z którymi będziecie pracować. Zarobek netto = minimum ustawowe = życie w Anglii na krawędzi przetrwania. Praca bywa wyjątkowo ciężka i zapychacie 9h/dzień a w pracy jesteście godzin 10 (dochodzą przerwy).
Jeżeli nie przywieźliście ze sobą wszystkiego do życia i przeżycia wydacie na pierdoły, na dzień dobry mały majątek, który przy wylocie wyrzuciecie do śmietnika, lub w najlepszym razie wydacie znajomym lub 'charity'. Jesteście sami, na bliższą znajomość z Angolami nie liczcie. Nikt nie ma na to czasu, zaś miejscowi to gł. prości, albo prymitywni ludzie. Angielski? Szkolenie, szlifowanie? Forget it!!
Angielski w środkowej Anglii, z Yorkshire to język angielskopodobny. Zapomniecie prawidłowej wersji i (BBC edition) i z reguły mało będziecie miejscowych rozumieć. Ja doświadczyłem językowego uwstecznienia. Takiej wymowy nigdy wcześniej nie znałem, chociaż podobno wersja szkocka i walijska to dopiero sztuka dla sztuki:)
Dodam, że osobiście nie chcę tam już wracać, choć jak to w życiu, nic nie jest pewne. Ta firma to kołchoz, gdzie jesteście trybikiem, który ma jechać na maxa. Oni tam potrafią roboty przegrzać i zapalić od przeciążenia robotą, a ciebie wywalić jeżeli takim robotem nie będziesz.
Doświadczenie tam nabyte raczej nie będzie wykorzystane w innej fabryce/miejscu pracy. Wielu Angoli rezygnowało po paru dniach, góra tygodniach od przyjęcia. Atmosfera w pracy jest kiepska.
Polecam - ale tylko tym z Was z jakimś doświadczenie