Właściciel bardzo nieuprzejmy i niekulturalny, a tym bardziej synek z jego lepkimi łapkami. Obietnice nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli klient ci ucieknie bez płacenia póki śpiewasz, bo ileż można czekać na rachunek - płacisz z własnej kieszeni. Możesz widzieć, ze wychodzi, ale śpiewasz i nie masz prawa za nim biec. Umowy są spisywane tak, by zwolniony pracownik został obdarty z kasy. Potrafią zarzucić kradzież uczciwej osobie tylko po to, by zwolnić. Zwalniają z dnia na dzień, bez zapowiedzi. Jest natomiast problem, by zwolnić sie samemu - w umowie zawarto, że pracownik, który odchodzi przed końcem umowy musi pokryć koszty wartego kilkaset złotych stroju z nieplamiącego sie materiału, który niby był szyty na miarę. a nie był. Prawda jest taka, że pracownik jest traktowany jak bydło. taki śmieć. Jeśli chodzi o samą knajpę, to jest całkowity bałagan. Zabrakło kucharza na grilu? rzućmy tam kelnera. Kelner nie wie, co to sos barbecue? zmieszajmy keczup z majonezem. Może klient też nie wie. Co sie dzieje w kuchni? a raczej kuchniach? Kto tam zajrzał, już nie chciał tam jeść. Po rozmowach z innymi osobami z innych lokali wychodziło, że nieśpiewający kelnerzy pracowali w lepszych warunkach i zarabiali lepiej niż ktoś, kto posiada głos, warsztat i robi show...