ewa dekor nieprzyjazna nikomu firma28.08.2016 22:28
Inne
teraz pora, aby ja napisała co nieco. Znalazłam ofertę na olx- pół etatu w biurze, copywriting, znajomość języka angielskiego, social media, branży dekoratorskiej. Pomyslałam, ok. Pojechałam na rozmowę, gdzie prezesowa była uprzejma aż do bólu. Zajęła mi godzinę, opowiadając o wszystkim i o niczym. Poprosiła mnie, żeby opisała jakąś badziewną dekorację w swoim sklepiku, co też uczyniłam. Zachwycała się moimi wypocinami. Wydawało mi się podejrzane, więc wróciłam do domu i zaczęłam szukać informacji o firmie (w ofercie ani przez telefon prezesowa nie raczyła zdradzić tego sekretu). Początkowo nie mogłam uwierzyć, że kobieta, z którą przed chwilą rozmawiałam, to ta sama osoba, o której znalazłam opinie. Przecież była taka słodka. JEdnak zachowałam czujność. Pierwszy dzień w pracy katastrofa- prezesowej nie było, bo robiła sobie pedicure, pani L. na telefon nic nie wiedziała o moim przybyciu, nie dostałam żadnego zakresu działań, a komputera nie można było uruchomić, bo nikt nie znał hasła. Po kilku godzinach bezproduktywnego siedzenia przybyła prezesowa, spocona, nieświeża, z pretensjami do pani L. Nie posłuchałam głosu rozsądku, który nkazł mi wtedy uciekaż. Zapytałam od razu o umowę, ale prezesowa zapomniała ją wydrukować. Sytuacja powtarzała się przez codziennie, aż 4. dnia stanowczo powiedziałam, że jeśli nie podpiszemy umowy, to ja nie wiedzę powodu, abym miała nadal przychodzić. Prezesowa trochę się spłoszyła, nagle zapomniała, na jaką kwotę się umawiałyśmy i zasadniczo w ogóle nie miała umowy przygotowanej. Sama ją w efekcie napisałam, ale prezesowa zarządziła, aby napisać niższą kwotę i potem zrobimy aneks. Myślę sobie- nie ze mną takie numery Bruner, i od razu sporządziłam aneks i de facto ZMUSIŁAM prezesową do podpisania, bo udawała, że nie widzi [sic]! I Przychodziłam sobie w ustalonych godzinach. Od razu zapowiedziałam, w jakie dni będę przychodzić i nie wyobrażam sobie, aby mogła do mnie zadzwonić w dzień wolny i wezwać do swojej kanciapy. Próbowała, owszem, ale stanowczo odmawiałam. Śmieszne było, kiedy raz pod koniec pracy szykowałam się do wyjścia, a prezesowa cała w skowronkach oznajmia mi, że kolejnego dnia jej nie będzie, bo ma jakieś święta. Powiedziałam, że mnie też nie będzie, bo piątki mam wolne i zwyczajnie wyszłam. PEwnie zawezwała panią L.
Niemniej jednak współpraca polegała na tym, że przyjeżdżałam o otwierałam sklep, po czym wyszukiwałam sobie zadania: szukanie inspiracji, pisanie postów, zdobywanie kontaktów. Codziennie pytałam o zakres działąń, ale nigdy go nie otrzymałam, natomiast prezesowa potrafiła przyjść w agresywnym nastroju i zapytać co robiłam i dlaczego tak mało. Miała do mnie pretensje o jakieś umowy i projekty, które zleciła innej osobie 3 lata wcześniej, i które z powodu jej nieznajomości tematu czy innych czynników nie przyniosły rezultatów. Zresztą, afery były na porządku dziennym.
Zmieniała "gębę", kiedy przychodziła do niej wnusia. Prezesowa najpierw puściła jej na firmowy laptopie teletubisie, a mi nakazała przez godzinę oglądac firanki, a następnie awanturowała się do mnie, że maile nie powysyłane ;) JEdnak raz dostała szału, kiedy w odwiedziny przyszła jej wnusia. PRezesowa chciała jej puścić bajeczki, ale nie mogła odnaleźć zasilacza. Biegała po całym sklepie jak w amoku, wywałała rzeczy z szafek i krzyczała na mnie,że pewnie gdzieś jej schowałam ;) to były jedne z pierwszych dni, więc jej odpowiedziałam, że nie widziałam tu nigdy żadnego zasilacza ani nic nie ruszałam, na co tylko odwrzeszczała , że "Zawsze jej coś wynosimy" ;)
Zasadniczo każdy dziń wyglądał podobnie, przychodziłam, pisałam artykuły, prezesowa spocona przychodziła, kruszyła pączkami, odstawiała swoje fochy, następnie nakazywała dokonywanie przelewów dla wnusi, zaległych faktur, abonamentu za telefon itp. Czasami kazała dzwonić do jakiś firm, nie informując jednak nigdy w jakiej sprawie ;)
Oczywiście cały czas była bardzo niemiła, nie tylko dla mnie, także dla innych pracowników oraz potencjalnych klientów. Przy mnie wyśmiała starsze małżeństwo, które szukało pewnego sklepu. Wręcz wygoniła ich ze swojej kanciapki, śmiejąc się że nie umieją czytać. Innym razem przy mnie zadzwoniła do konsultantki plusa, żądając nowego telefonu, bo w reklamie słyszała, że mają. NA odpowiedź konsultantki, że takich telefonów nie ma w ofercie, że jeszcze nie miały premiery w polsce krzyczała na nią, że kłamie, bo ona słyszała, że mają, po czy m nazwała ją idiotką.
To tylko takie smaczki. Nie wspomnę, że zabraniała jeść w sklepie czy pić- siedź sobie 8 godzin bez kanapki- prezesowa nie widzi problemu, bo wychodzi na frytki co godzinę ;) Brak odkurzacza w sklepie z dywanem na podłodze też nie stanowił dla niej problemu ;)
Odeszłam, bo miałam dość atmosfery. Ponieważ przypilnowałam umowy, dostałam, ile trzeba. Nie dałam sobą pomiatać. Dziwię się, że pomimo tego jakie opinie tutaj są o firmie, ludzi idą tam dalej do roboty i dają się tak traktować.