Była pracownica Urzędu Miasta 31.05.2023 16:15
Były pracownik
Przepracowałam tam kilkanaście lat, a więc doświadczenie i sytuacje tam panującą znam od podszewki. Rekrutacja. Próbowałam zmienić wydział na inny, bo atmosfera jest słaba, w tajemnicy przed moimi zwierzchnikami, bo nie jest mile widziane zmieniać wydział lub referat. Dla tego kilka kronie stawałam do konkursów. Rekrutacja. Przebieg wygląda tak, że w sali jest od kilku do kilkunastu uczestników, w zależności od ilości kandydatów, każdy ma swoje stanowisko komputerowe. Zadania raczej średnio zaawansowane. Przepisać tekst, wstawić tabele, sformatować tekst, jakiś obraz wkleić, ustawić tabele na jakieś konkretne wartości, jakiś odnośnik, wstawić przypis. Takie nieprzydatne funkcje w pracy biurowej. Oczywiście OpenOffice jest inny niż Word. Jak ktoś miał do czynienia tylko z Wordem to przegrywa na starcie. Warto w domu poćwiczyć. Ocena za wykonane zadania, to odsyp ludzi z ulicy, prócz faworyta. Przeglądałam wyniki moich już ocenionych prac. Oceniane prace są dowolnie, bez logicznego powiązania. Gdy zadanie było np. punktowane jako 3 punkty i zrobiło się błąd z możliwych 3 to raz była oceniana jak zero, a czasem jak tylko 1punkt. Ogólnie tendencja, żeby uwalić. Nie skończy się zadania to punktów zero. Coś źle zrobi, np. wysokość tabeli z zadania z 11 elementów to przyzna 3 punkty, na jedenaście. Odwołania, nie ma możliwości. Rozmowa kwalifikacyjna. Pytania dowolne, ale zaczynają od Kpa i Instrukcji kancelaryjnej. Różnica na stanowiskach w różnych wydziałach to prawo specjalistyczne (jak podatki, gospodarowanie mieniem, czy o archiwach). Kto startuje na konkretne stanowisko to będzie wiedział czego dotyczy zakres. Na tej rozmowie są jeszcze dodatkowe pytania i zazwyczaj przysługują osobom, którzy mają się dostać. To pytania otwarte i dotyczą jakiś prozaicznych kwestii jak korki w mieście, wystawa, rodzina etc., które są oceniane w sposób dowolny oczywiście na korzyść zainteresowanej osoby, która ma się dostać. Ogólnie rekrutacja jest po to, by wygrała tylko osoba, która ma wygrać. Cały etap jest po to by osoby z zewnątrz nie dostały się na stanowisko, które ma wygrać osoba już wybrana. Praca, atmosfery i warunków, jest tragiczna. Pracownicy jak (usunięte przez administratora) za najniższą pensje. Widełki płacowe podane w ogłoszeniu dla ludzi z zewnątrz to te najniższe, dla swoich to te górne. Średnia pensja w urzędzie to jakieś 5000 PLN, ale niech zapomną ludzie bez pleców o takich stawkach. Osoby wykonujące tą samą prace zarabiają różnie. Wiedzą i kompetencjami zwykły pracownik ma dorównywać specjalistom w swoim zakresie przy pensji najniższej. Oczywiście na szkolenia nie będą wysyłani szarzy. Zazwyczaj jedynymi osobami uczestniczącymi w szkoleniu to kierownictwo, które i tak się nie podzieli wiedzą, bo jeszcze by był mądrzejszy pracownik. Pracownik ma pracować, a nie się uczyć, założenie, że ma już wszystko wiedzieć, jest oczywiste. Atmosfera, w skrócie to naganianie na siebie współpracowników. Kierownictwo udaje, że rozwiązuje konflikty, a tak naprawdę pielęgnuje tą patologię. Ogólnie przełożeni mają to gdzieś i sami tworzą atmosferę nienawiści by odwrócić uwagę od siebie i swojej niekompetencji. Praca. Po prostu to jest (usunięte przez administratora) Praca mozolna, powtarzalna, obładowana nadmierną biurokracją i niepotrzebną papirologią, bez jakiejkolwiek kreatywności, a innowacje są źle odbierane. Ciągły przyrost obowiązków, a płaca żadna. Cały czas trzeba gonić, a szefostwo rozlicza na podstawie tabelek. Kierownictwo. Tu jest dramat. Na te stanowiska są powołani tylko swoi. Wystarczy wejść na BIP i zobaczyć ile jest ofert pracy na kierownicze stanowiska w ciągu roku, jedno, kilka albo wcale, a cały czas tworzone są referaty, biura, wydziały i nowe stanowiska. Czyli o awansie można zapomnieć. Kierownictwo, to nieporozumienie, obecnie wykonują zadania sekretariatu, rozsyłają pisemka i przekazują dalej sprawy. O pomoc nie ma co liczyć, wymagają, żeby współpracownicy nauczyli w ramach swojego obowiązku. Kierownictwo wyższego szczebla również wypada blado. Ogólnie kadra zarządzająca nie wie czym się zajmują pracownicy podlegli, co z czego wynika lub nawet nie mają podstawowej wiedzy merytorycznej. Choć wrażenie będą robić, ale są to tylko pokazówki. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że wiedza mojej dziedzinie jest ekspercka, ale nie wiązało się to z podwyżkami, o awansie mogłam zapomnieć i dla tego odeszłam. Kierownico nie radzi sobie, a jak przychodzi problem to zwalają odpowiedzialność na pracownika, a sami uciekają. Zero kręgosłupa moralnego.Zarobki, Lepiej pójść do korpo. Podsumowując. Jako szary pracownik prócz stałej lecz niskiej wypłaty nie można znaleźć pozytywnych wartości. Praca, która wypala i niszczy zdrowie, powoduje ciągłe napięcie. Nie warto.