Należy również dodać, że Remigiusz Szmelter miał, za pośrednictwem swojego kolegi policjanta, uzyskiwać dostęp do kont bankowych, poczty elektronicznej, komunikatorów i innych prywatnych danych. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że podobne sytuacje miały dotyczyć również jego poprzednich partnerek.
Kiedy złożyłam zawiadomienie w prokuraturze, Remigiusz, wezwany na przesłuchanie, miał przedstawić mnie jako kobietę, która nie potrafi pogodzić się z rozstaniem, jest niestabilna emocjonalnie i nie radzi sobie z sytuacją. Zamiast odnieść się do zgłoszonych przeze mnie okoliczności, postanowił podważyć moją wiarygodność, przedstawiając mnie w negatywnym świetle.
Najbardziej boli fakt, że jestem kobietą, która doświadczyła straty ciąży. Zamiast mierzyć się z bólem po tym, co mnie spotkało, muszę dodatkowo mierzyć się z próbami przedstawiania mnie jako osoby niewiarygodnej i emocjonalnie niestabilnej.
Jak bardzo trzeba zatracić poczucie przyzwoitości, żeby wykorzystać kobietę, porzucić ją w ciąży, a następnie patrzeć, jak zmaga się z konsekwencjami tej sytuacji i stratą, której doświadczyła? Jak można później próbować zdyskredytować ją i przedstawić jako osobę, która nie potrafi pogodzić się z rozstaniem, zamiast zmierzyć się z tym, co się wydarzyło?
Szczególnie trudne do zrozumienia jest dla mnie to, że osoba, która sama miała przejść przez próbę odebrania sobie życia w związku z tym, co określano jako „wypadek”, miałaby następnie wykorzystywać argument niestabilności emocjonalnej przeciwko komuś, kto przeżył tak ogromną stratę.
Moje cierpienie nie odbiera mi wiarygodności. Poronienie nie czyni mnie osobą niestabilną emocjonalnie, a dochodzenie sprawiedliwości nie oznacza, że nie potrafię pogodzić się z rozstaniem.
Mam prawo mówić o tym, co mnie spotkało. Mam prawo szukać sprawiedliwości. I mam prawo oczekiwać, że moja historia nie zostanie sprowadzona do opowieści o kobiecie, która rzekomo nie potrafi pogodzić się z końcem związku.