Aneta07.04.2022 10:30
Były pracownik
Z czystym sumieniem NIE POLECAM pracy w tej "firmie".
Przez 3 miesiące byłam pracownikiem biurowym, zatrudnionym na stanowisku, które miało ściśle współpracować z tzw. "zarządem".
Zacznę od tego, że wspomniany we wcześniejszych opiniach MM, na rozmowie rekrutacyjnej, to pracodawca z sercem na dłoni (i tu określenie pracodawca zostało użyte bez cudzysłowu pierwszy i ostatni raz).
Mówił o swojej "firmie", że jest rozwojowa, otwarta na ludzi, SZANUJĄCA SWOICH PRACOWNIKÓW (HaHa...).
Sam siebie określił, jako człowieka otwartego, szczerego i przede wszystkim PROFESJONALNEGO (HaHaHa...).
Nic nie wskazywało na to, że jego profesjonalizm istnieje tylko w jego wypowiedziach o sobie samym.
Już pierwszego dnia pracy zorientowałam się, że te piękne opowieści, to zwykłe kłamstwa.
Pracownik podpisał umowę, przyklepane - można zdjąć maskę, odetchnąć i znów być sobą.
Po moim przyjściu okazało się, że firma nie ma tak naprawdę pomysłu na to stanowisko, a ja (co gorsza) jestem nie na rękę osobie, która od wielu lat także ściśle "współpracuje" z "zarządem".
Jak przystało na rasową samicę alfa od razu musiała pokazać swoim zachowaniem gdzie zaczynają i kończą się jej granice, co oczywiście dla mnie (i nie tylko dla mnie) było wręcz żenującym i komicznym obrazkiem. Parzenie kawy, robienie herbatek, przywożenie ciepłych drożdżówek szefowi, to akurat dla mnie nie jest szczyt marzeń, ale co kto lubi. Każdy z nas ma inne aspiracje - nie wnikam.
Komedia ta niestety okazała się być finalnie mało zabawna.
W firmie zajmowałam się m.in. publikacją ogłoszeń o pracę. Pewnego dnia dostałam polecenie od kolejnej osoby z "zarządu" aby wystawić ogłoszenie na stanowisko pomocy biurowej, czy jakoś tak.
Z polecenia wspomnianej wyżej Pani "Gospodyni Biurowej", przyjęto studentkę, którą posadzili (jak za karę) w recepcji firmy, która to recepcja nie funkcjonowała od rozpoczęcia pandemii (czyli około 2 lata).
W zasadzie na początku nic nie wzbudzało moich podejrzeń, ale intuicja podpowiadała mi, że coś jest na rzeczy.
Jako, że przypadł mi "zaszczyt" zajmowania miejsca w "gabinecie" "Pana MM", w trakcie rozmów tenże Pan wielokrotnie podkreślał, że "ZAWSZE mogę liczyć na jego szczerość i że jeśli będzie miał jakiekolwiek obiekcje co do mojej osoby/pracy NA PEWNO mi to powie".
No i super. Było to dla mnie ważne i ja takie podejście szanuję.
Uwierzyłam, że wspomni, kiedy pojawią się w jego głowie wątpliwości co do mojej osoby i zakomunikuje o tym, jak "profesjonalny pracodawca, szef, bezpośredni przełożony".
No i powiedział. W ostatni dzień mojej umowy.
"Za chwilę wyjeżdżam, nie będzie mnie raczej do końca dnia, więc korzystając z okazji, że mam chwilę na rozmowę, chciałbym Ci powiedzieć, że jednak nie przedłużam Ci umowy. Nic do Ciebie nie mam, lubię Cię i szanuję, ale myślałem od pewnego czasu nad tym wszystkim i doszedłem do wniosku, że nasza współpraca chyba jednak nie ma sensu, bo na Twoim stanowisku jest jednak mniej obowiązków, niż myślałem".
Pan "szef" zapytany, dlaczego nie podjął ze mną takiej rozmowy odpowiednio wcześniej, abym mogła zacząć szukać sobie pracy, odpowiedział, że "nie ma obowiązku tłumaczenia mi się, że tę rozmową prowadzi, bo chce mi wytłumaczyć skąd taka decyzja. Że nie musiał mówić tego wcześniej".
Owszem nie musiał, ale chyba profesjonalne podejście tego by wymagało (co powiedziałam mu wprost).
Zapytałam także, czy obecność studentki (bliskiej znajomej Pani Gospodyni Biurowej) ma na to jakiś wpływ.
Patrząc mi w oczy, powiedział "Absolutnie nie, Ona została zatrudniona na zupełnie inne stanowisko".
I tu mogłaby opaść kurtyna, i opowieść mogłaby zakończyć swój bieg, gdyby nie fakt, że od razu, na drugi dzień po moim odejściu rozpoczęto wielkie przenosiny nowej dziewczyny z czeluści recepcji, wprost do "gabinetu" pana "szefa".
Pani Gospodyni (która od kilkunastu lat w firmie nazywana jest Królową) znów odetchnęła pełną piersią, że przy "zarządzie" zasiada jej człowiek i że do emerytury będzie na bieżąco z informacjami odnośnie potrzeb Króla...
Możecie mi zarzucić, że piszę to z frustracją i chcę wylać swoją żółć - w pewnym sensie na pewno mam żal, że z dnia na dzień zostałam bez pracy.
Moja opinia ma jednak głównie na celu ostrzeżenie ludzi POWAŻNIE myślących o pracy, że jeśli szukają profesjonalizmu i powagi, to jest to miejsce.
Można by nakręcić (żenujący) sezon "Gry o tron", ale na pewno nie znaleźć się w miejscu, które pozwoli Wam się rozwinąć i mieć poczucie, że pracujecie w miejscu na poziomie.
W tej firmie (podobno) takie praktyki są niestety częste, więc może się okazać, że niezbyt długo pocieszycie się pracą, bo albo nie będzie jednak na Was pomysłu, albo nie spodobacie się Królowej, która nie zawaha się Was wyeliminować.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że tak chętnie przystaje się tam na taką manipulację, ale to także świadczy o tym jak "PROFESJONALNE" panuje tam podejście.
Szkoda, bo mimo wszystko pracuje tam sporo wartościowych osób, którym naprawdę życzę wszystkiego dobrego!