*GoWork nie weryfikuje każdej opinii przed publikacją, jednak analizujemy zgłoszenia i usuwamy wszystkie treści naruszające regulamin.
Nowy wpis
Radca
25.03.2026 18:31
Kandydat
Startowałem do tego śmiesznego ministerstwa na naczelnika ds wydarzeń z pensja 11 tysiecy brutto czyli około 7600 netto czyli tyle ile zarabia obecnie początkujący policjant bez doświadczenia z dodatkami w Warszawie.
Złożyłem CV i nagle dostaje o godzinie 23 w nocy maila z ministerstwa od jakiegoś gościa z gabinetu politycznego który pyta mnie czy mam wyższe wykształcenie czy nie ...odpowiadam mu że przecież mam doktorat z prawa czyli muszę mieć wyższe wykształcenie na to ten polityczny odpisuje żebym mu wysłał kopie dyplomów a on pokaże to szefowi ...wysłałem za kilka dni znowu dostałem od tego politycznego maila żebym wysłał ponownie te kopie dyplomów bo mu się przez przypadek skasowało ...wyslalem ponownie na to polityczny stwierdził że konkurs nadal trwa i żebym poczekał kilka dni ...po 2 tyg napisałem do tego politycznego czy zaproszą mnie na rozmowę na to on znowu z tekstem czy mam wyższe wykształcenie ...jaja sobie robią z ludzi w ustawionym konkursach ...jak to tak wygląda to nie widzę szans na pracę tam bez znajomości ..
Nowy wpis
dworak
04.05.2026 20:25
Kandydat
Niestety tez twierdze ze bez znajomosci sie nie i szkoda bo wiekszosc madrych ludzi jest poza zasiegiem tych znajomosci szkoda czasu na rekrutacje gdzie i tak nie wezma
Nowy wpis
kali
17.05.2026 10:55
Inne
a ja nie uwierzę że każdy jest po znajomości . muszą też patrzeć na to co kto umie bo za nich nikt pracy nie wykona
Nowy wpis
Ciechanów
05.03.2026 10:02
Inne
Co wy za głupoty ludxia puszczacie w tej telewizji statystów zmieniliście czy co.
Rolnicy oglądają i się boją na pole wyjechać przez te wasze wojny
Zuzanna
22.05.2025 06:50
Kandydat
Jeśli ktoś chce aplikować z tzw. "ulicy" to jedynie dla zabawy, i tak się nie dostanie. Odkąd jest "nowa" władza ściągają tylko swoich - od 1,5 roku. Testy i cały proces rekrutacyjny to farsa, na koniec i tak oceniają według swoich subiektywnych czynników, czyli osoby z innego resortu, która nie wiadomo czy w ogóle nawet bierze udział w rekrutacji. Mieszają się jedynie w swoim sosie, zmieniają resorty lecą jak muchy do G jak gdzieś się pojawi lepsza kasa. Wszystko pod siebie. Nie polecam. Chyba, że ktoś lubi brać udział w jasełkach.
Jolka
09.06.2025 13:20
Inne
Zgadzam się. Proces rekrutacyjny jest komedią. Kolejne etapy konkursów są ewidentnie szyte pod konkretne osoby i tak oceniane. Zlecanie długich i czasochłonnych zadań na rekrutacji w piątek z terminem na poniedziałek i przez trzy tygodnie potem cisza. Nie szanują kandydatów. Jak komuś nie żal swojego czasu to może brać udział w tej komedii.
HolidudesEdit25
24.12.2025 12:38
Inne
Potwierdzam, zwlaszcza odnosnie mieszania sie w sosie i brzechtania sie w jednym, skislym bajorku. Dlatego po paru latach w warszawskiej budzetowce (urzad nizszego szczebla, pozniej sredniego, skonczywszy na ministerstwie) zapadla decyzja o szukaniu szczescia poza administracja publiczna i bylo to, patrzac z perspektywy czasu, bardzo dobre posuniecie.
Wiadomo, nigdzie nie jest idealnie, ale po przepracowaniu paru lat w budzetowce (w miare rozgarniety) czlowiek lapie sie na tym, ze tu mozliwosc awansu (w jakimkolwiek sensie), pomimo wielosci instytucji, jest szczegolnie iluzoryczna, a im wyzej (ministerstwa) tym wiekszy bajzel i bezholowie.
Lwia czesc wszystkich rekrutacji rozstrzygana jest bez konkursow w trybie art. 64 ustawy o sluzbie cywilnej, ktorego najpowazniejszym efektem ubocznym (a moze zamierzonym?) jest to, ze cementuje patologie kolesiostwa w administracji. Do zespolu dolacza wtedy kolejna swieta krowa (czyjas znajoma/znajomy), na ktora wyrobnicy z ogloszenia musza dodatkowo pracowac. I cśśś, na paluszkach, bo doniesie do swojego mentora. Oczywiscie frukta (awanse, podwyzka - z reguly, gdy uda sie jakiemus odchodzacemu urwac cos z mnoznika) splywaja tylko do swojakow.
Skad tyle nierozstrygnietych konkursow na BIP-ie? Coz, w sporej czesci przypadkow prawdopodobnie juz byl jakis znajomek/znajomka na to stanowisko, tylko chcieli sie zorientowac, czy za te pieniadze nie przyjdzie jakis jelen z rynku do maksymalnego dociazenia robota... Czesto jednak rekrutacja z rynku nawet nie wchodzi w gre (z reguly widac to po warunkach finansowych, bo np. specjalista w danej ofercie pracy ma przewidziany mnoznik wiekszy niz glowny specjalista w innym ministerstwie - "too good to go" :), a konkurs robiony jest tylko dla picu, mozesz przejsc przez rekrutacje spiewajaco, a i tak rozpisza sobie tam to tak, że wygra ten, kto mial wygrac (z reguly spoza sluzby, bo gdyby byl juz w sluzbie, przeniesliby sobie go/ja w trybie wzmiankowanego art 64).
Generalnie jak sie pare lat pokrecisz i masz leb na karku to pozniej juz z duzym prawdopodobienstwem jestes w stanie wskazac, co jest ustawka, a co nie, juz po samym sposobie przeprowadzenia testu/rozmowy. Bardzo czesto zdarza sie, ze dane biuro/departament w ministerstwie to znajomki (i znajomki znajomkow) tego, kto (z reguly tez po znajomosci 😊 ) dostal stolek, i tak np. biuro/departament X w ministerstwie Y to np. okolice jednego z podwarszawskich miasteczek, oczywiscie wszystko przy rownoleglym rozpisywaniu konkursow i utrzymywaniu tej calej schizofrenii 😊
"I tak sie powoli zyje na tej wsi...", jak w tym memie.
Pokrecisz sie pare lat i albo wsiakniesz w to towarzystwo (z reguly) sfrustrowanych zyciem anetek i (jeszcze) starego sortu urzedasow (zreszta nowy sort z czasem przejmuje wszystkie nawyki starego, wiec w ostatecznym rozrachunku nie zmienia sie zbyt wiele), albo z kazdym rokiem bedziesz bardziej czuc coraz bardziej duszaca cie foliowke na glowie. Nie sprobujesz, to sie nie dowiesz 😊 Tylko, czy warto? Ale to niech kazdy juz sam sobie odpowie na to pytanie.