Biedronka na ul. Kolejowej (w dekadzie) jest paskudna pod względem pracy. Pani kierownik, Marta, podziękowała mi za współpracę W CZASIE mojej wizyty na szpitalnym oddziale ratunkowym z popękanym kręgosłupem. Nie dzwońcie na numer sklepu bo się nie dodzwonicie do nikogo. Pani miała pretensje że kolega przyszedł poinformować że jestem na sorze bo „czemu ona nie umie takich spraw sama załatwiać” miałam i tak zamiar dać wypowiedzenie bo byłam tam pracownikiem bardzo krótko i zdawałam sobie sprawę że pójdę już na dłuższe chorobowe. Wtedy zadzwoniła do mnie pani Marta, z krzykiem że jestem kompletnie niedyspozycyjna i wiedząc że jestem na sorze, powiedziała, cytuję, „ja w takim razie dziękuję, zakończymy współpracę” zająknęła się dopiero wtedy gdy powtórzyłam jej to głośno i wyraźne że informuje mnie o tym że tracę pracę bo jestem z ciężkim urazem kręgosłupa na sorze. Większość pań które pracują, to miłe uczynne kobitki zmęczone codziennym życiem i pracą z klientami do których nie trafiają proste informacje.. którzy krzyczą, wyzywają a nie raz wręcz grożą. Więc nie dziwię się że nie raz mają okropną minę. Kierownictwo, Michał i Malwina, super ludzie. Bardzo pomocni i mega ogarniają co i jak z pracownikami, starają się układać zmiany tak żeby było dobrze pracownikom, wielokrotnie byłam pytana przez Michała czy mogę stawić się na daną zmianę czy nie. Marta zmienia grafik jak chce i kiedy chce bez względu na to co mówią pracownicy. Jest niemiła, opryskliwa i pokrzykuje. Stosuje niewygodne komentarze pracownikom np. Że moje chorobowe „rozj*****” wszystkim grafik, bo miałam rotą wirusa i poszłam na chorobowe, może powinnam była założyć pampersa i przyjść do pracy, wymiotując klientom do bułek. Nie polecam. Doradzam omijać szerokim łukiem.