Chciałam się podzielić moimi spostrzeżeniami na temat tej firmy. Interesuję się brand management i pisze na ten temat pracę na The University of Westminster. Porównuję to co firma pokazuje na zewnątrz (media) z tym co jest wewnątrz firmy. Oceniam firmy z Europy Środkowo-Wschodniej (na przykładzie Polski-z oczywistych wegędów..jestem Polka) działające przede wszystkim w handlu . Udało mi sie ostatnio odwiedzić 3 firmy działające w branży medycznej. Jedną z nich była firma Cormay. Zaaplikowałam tam do pracy na stanowisko asystentki managera ds. exportu. Odpowiedział mi mailowo ten otórz manager ds. exportu. I jak tylko otrzymałam wiadomość wiedziałam, że coś jest nie tak. Choć z tego co czytałam online byłam bardzo entuzjastycznie nastawiona do tej firmy. Pan manager ds. exportu na rynki całego Pacyfiku (nie wymieniam nazwiska bo celem jest ocena image’u i brandu tejże firmy a nie obraza czyjejś osoby) napisał mianowicie w tejże wiadmości takie słowa – cytuje „Witam, Czy istnieje możliwość przeprowadzenia rozmowy z panią w naszym biurze w Łomiankach w tym tygodniu? Best regards". Proszę zwrócić uwagę na to, że Pan ten zwrócił sie do mnie”pani” pisząc to z małej litery, do tego pomieszał język polski z angielskim. Są to szczegóły...ale niestety to szczegóły decydują o brandzie. Po czymś takim od razu wiemy, że osoba na danym stanowisku nie podchodzi profesjonalnie do swojej pracy i nie traktuje z szacunkiem osoby do której pisze taka wiadomość. Odpowiedziałam na mail i kolejnego dnia ów Pan zadzwonił i zaprosił mnie na rozmowę. Ustaliliśmy czas rozmowy i Pan sie pożegnał. Z wcześniejszych maili domyśliłam się, że rozmowa będzie w biurze w Łomiankach i odszukałam sobie adres online. Oczywiście nie dostałam żadnego maila potwierdzającego nasze spotkanie ( jak to ma miejsce przy normalnych rekrutacjach). Thanks God istnieje internet. Mały reserach sprawił ze dotarłam do owego biura. Na miejscu okazało się, że siedziba firmy, która jest spółką akcyjną mieści się w budynku-byłym domu(ciągle na ścianach są jeszcze boazerie i wykładziny dywanowe na posadzkach). Oczywiście wiadomo jak działa na klienta czy kogokolwiek widok budynku w tym headquarters. Ale nie jest to najważniejsze. Z doświadczenia wiem że liczą sie najbardziej wyniki firmy w biznesie a nie wygląd budynku. Choć niezaprzeczalnie ma to znaczenie....stąd firmy wynajmują piekne biura w Londynie na Canary Wharf tylko po to żeby mieć w adresie odpowiedni kod pocztowy i biuro w niesamowitym budynku( bo oznacza to prestiż, ale przede wszytkim zaufanie, którego dana firma potrzebuje gdy szuka klientów). Zadzwoniłam do bramki...otworzyła sie Wchodzę.....drzwi są otwarte. Oczywiście nikt na mnie nie czeka, nikt nie wychodzi, żeby się mna zająć. Rozglądam się, zaglądam do poków. I bingo Znalazłam pokój z dwiema paniami. Pytam o Pana z którym mam mieć rozmowę. Pani idzie ze mna na piętro. I jest też pan manager ds. exportu. Pan macha do mnie żebym sobie usiadła i poczekała. Siedzę i czekam może 2 minuty. Pan manager wychodzi i zaprasza do swojego biura, jednoczesnie jakis jeden pan wychodzi z tego biura. W środku okazuje się, że jest tam jeszcze jakis jeden pracownik, ale nie jest to ktoś kto będzie ze mna przeprowadzał rozmowę, tylko ktoś kto tam pracuje. Pan manager mowi dzien dobry i pokazuje mi krzesło. Ja już jestem totalnie zdezorientowana tym wszystkim do tego Pan manager nie podał mi nawet biznesowo ręki jak to ma miejsce na całym świecie na takich rozmowach. Ja nie chce Pana managera zawstydzić i cofam moją rękę, której Pan manager chyba i tak nie zauważył. Wkoncu szefem powinien być Pan manager. Kiedy już usiadłam na krześle które Pan manager mi pokazł byłam totalnie zdezorientowana. Okazuje się, że rozmowę przeprowadza sam Pan manager, nie ma nikogo z HR, kogoś kto jakolwiek znałby sie na rekrutacji. Pan manager zaczał coś mówić ale nic nie zrozumiałam...choć mówił po polsku Chyba za coś przepraszał. Jesteśmy w biurze Pana managera, zamknięte drzwi, a za moimi plecami jakis pan który w oddali pracuje. Rozmowa się rozpoczyna i Pan manager zadał mi pierwsze pytanie „dlaczego zaaplikowałam do tej firmy?” . Pada kolejne pytanie „prosze mi powiedzieć co pani wie o firmie po angielsku”. I pierwszy raz w życiu w całym tym stresie z trudem wydusiłam z siebie kilka zdań. Na nic moje studia jezykowe na universytecie. Pan manager rozłożył mnie na łopatki To 54 firma, która oceniam, której profil przedstwie w mojej pracy i mimo że wiem prawie wszystko o brand management , przy takim braku profesjonalizmu poprostu polegam Pada pytanie trzecie „czy ma pani jakies pytania?”. Dziwne bo takie pytanie jest zadawane na samym końcu. No więc coś wymyślam, kombinuję, żartuję, bo wręcz nie mogę uwierzyć że to jest rozmowa kwalifikacyjna i że oprócz opisu stanowiska i tych 2 pytań to już koniec. Na szczęscie mam dużo emapatii do ludzi. Jestem bardzo kontaktowa, więc uśmiecham się i żartuję. Pytam też o możliwość rozwoju w firmie. Pan manager mówi, że nie ma ta