Domaganie się (przez firmę rekrutującą pracowników liniowych do fabryki samochodów) od kandydata dyplomu szkoły wyższej jest chyba nieporozumieniem. Doceniam wyczerpujące przedstawienie mi benefitów (z sauną japońską w Toyocie na czele), ale na pytania typu: "Czemu chce Pan pracować dla Toyoty?" Prawidłowa odpowiedź powinna chyba brzmieć: "bo prowadzicie Państwo rekrutację na stanowisko pracownika liniowego" - i nie widzę tu miejsca na jakieś wydziwianie, typu: "chcę wnieść od siebie wartość dodaną w rozwój firmy poprzez składanie podzespołów" - ale ponieważ moją kandydaturę, bez podania przyczyn, odrzucono, podejrzewam, że jednak tak groteskowo brzmiącej odpowiedzi oczekiwano. Podobnie, jak pytania o "moje aspiracje" - z dopowiedzeniem: "może mamy oferty na stanowiska które Pana zainteresują?": po jakiego diabła mam opowiadać o..., skoro na takie stanowiska: 1) nie rekrutujecie - szukacie niskokwalifikowanej siły roboczej do zakładów - od piekarni do fabryk samochodów; 2) w tej chwili interesuje mnie stanowisko pracownika liniowego w T. i na nim jestem skupiony.
Generalnie mam wrażenie, że nie spodobałem się konsultantce w związku z krytyką polskiego modelu zarządzania w spółkach (być może też w związku z tym, że pochwaliłem niemiecki i JAPOŃSKI model zarządzania) oraz pytanie o okres wypowiedzenia - ale również mi się wydaje, że nie na widzimisiach konsultantek powinny być oparte decyzje o przyjęciu/nieprzyjęciu do pracy, tylko na jakichś ilościowych/jakościowych wskaźnikach - a skoro informacja zwrotna polegała tylko na stwierdzeniu, że moja kandydatura została odrzucona, to widocznie takich wskaźników zabrakło (jeszcze raz: kandydatura na niewymagające kwalifikacji stanowisko produkcyjne została odrzucona).