Potencjalni kandydaci,
jeżeli rozważacie pracę w tym wątpliwym przybytku - to nie rozważajcie.
Jest to miejsce, gdzie po pierwszym dniu człowiek wie, że nie chcę pracować ani minuty dłużej. Niestety, dane mi było pracować tam nieco dłużej.
Rekrutacja - najpierw nagabywanie, potem żeby dali ci spokój decydujesz się pogadać, a potem nie wiadomo kiedy - zostajesz zmanipulowany i podpisujesz umowę. Pytają na czym ci zależy w nowej pracy, jak chcesz się rozwijać - i... zapewniają, że tak będzie. Praca zdalna? Będzie! Wyższe stanowisko? Będzie! Standardy operacyjne - mamy świetnie dopracowany system współpracy! Do tego stawki nieco ponad rynkowe (ale przez pół roku mogą nie płacić zusu, ojej) i człowiek przepadł.
Onboarding? - a co to jest onboarding? tu masz komputer, to jest telefon i sobie radź, przecież masz doświadczenie.
Standardy operacyjne? - a na co to komu, skoro nawet RODO nie przestrzegamy. Będziesz się bić z innymi konsultantami na tym stanowisku o własność na kliencie, nawet jeśli ostatni kontakt był w poprzedniej dekadzie. ale TO MOJE i nie możesz.
Standardy biura? - takie, że ewentualnie z klientami spotykasz się na mieście, ale ty już haruj w tym smrodzie, brudzie i z dywanami na ścianach. O działającym ekspresie do kawy zapomnij - pobliski mcdonald i żabka myślę, że zarobiły krocie na kupowaniu kawy przez pracowników. Ewentualnie przynieś sobie tchibo family, bo ekspres jest dla zarządu (a że zarząd nie pije kawy, to nie ma działającego ekspresu). Poza tym przez 8 godzin milczysz. Rozmawianie nie jest mile widziane.
Zarządzanie zespołem? - jakie zarządzanie, jest tylko kontrola. Zero zaufania i wieczne sprawdzanie. Jedna z osób pracowała od jakiejś wcześniejszej godziny - to zaczęli przychodzić do biura razem z nią, żeby sprawdzić czy aby nie śpi przy biurku, choć nikt nigdy ich wcześniej niż o 8 w biurze nie widział. Jak już zasłużysz na pracę zdalną (co miało być oczywistością, a było nagrodą po kilku miesiącach), to nie spodziewaj się, że popracujesz - przez 5 z 8 godzin będziesz wisieć na telefonie z "menadżerem" lub odpisywać na jego wiadomości.
Persony - są dwie, ex aequo obejmujące pierwsze miejsce na podium w tym uniwersum odklejenia - ten, który jest właścicielem (control freak) oraz ten, który prowadzi rekrutacje do Inżynierów i chodzi z opuszczonymi spodniami tak, że przez pół dnia oglądasz jego pęknięte plecy. Obaj mają poglądy takie, że było mi wstyd, że nie udało mi się dostrzec tego wcześniej. Zaczynając od szowinistycznych tekstów o żonie, przez ksenofobię, po dwuznaczne teksty do pracowników (ten drugi).
Ludzie? - to im się udało, bo zespół, który był w momencie mojego zatrudnienia, był wspaniały. Choć oficjalnie nie mogliśmy ze sobą rozmawiać i przekazywać sobie informacji (na szczęście konieczność zakupu kawy dawała możliwość rozmowy). LOL. A i tak trzymaliśmy się razem, choć im się wydawało, że jest inaczej. Odcinanie ludzi od pracy z dnia na dzień, zakaz mówienia o tym, że ktoś złożył wypowiedzenie, informowanie o tym w ostatnim dniu pracy. Finalnie w pewnym momencie zwolnili się WSZYSCY.
Momentem kulminacyjnym i tym, który przelał moją czarę goryczy był odgórny nakaz od właściciela pisemnego pogratulowania sukcesów temu, co świeci pękniętymi plecami, bo "jak widzicie on dowozi, a wy jesteście bandą nieudaczników i jeżeli tego nie zrobicie, to wyciągnięte zostaną konsekwencje". TRUE STORY, mam screeny.
I choć traktuję ten czas jako arcyciekawe doświadczenie społeczne, to nie życzę nikomu, żeby musiał przeżywać to samo. Na myśl o wstawaniu do biura człowiek dostawał zawrotów głowy i ataków paniki.
Jest mi tak wstyd, że nawet nie wpisuję tego epizodu w CV kosztem luki w zatrudnieniu. Jeżeli rozważasz dołączenie i wątpisz w tę dość ogólną opinię - zapytaj kogokolwiek z nas na linkedinie. Podamy więcej szczegółów, których tu nie mogę przytoczyć ze względu na dobro byłych pracowników.