INTLUK to nie firma.
To alternatywny wymiar, w którym prawa logiki obowiązują tylko w dni parzyste, a zdrowy rozsądek został dawno zwolniony za „brak kompatybilności z zespołem”.
Już po kilku dniach ma się wrażenie, że człowiek nie pracuje, tylko uczestniczy w kabarecie terenowym, którego nikt oficjalnie nie zapowiedział.
SCENA 1: BUS, KTÓRY MIAŁ SWOJE ZDANIE
Wyobraźmy sobie busa.
Drzwi: niedziałające.
Stan techniczny: artystyczny.
Kierowca: w stanie głębokiej integracji z promilami.
Bus jedzie.
Zakret.
I nagle drzwi — jakby znudzone rolą statysty — otwierają się same.
Bus jedzie.
Skręt w lewo.
Drzwi mówią: „To nasz moment” — i otwierają się w trakcie jazdy.
I wtedy…
Z busa WYPADA PIŁA.
Nie metaforycznie.
FIZYCZNIE.
Jak w slapsticku.
Piła wykonuje lot balistyczny, żegna się z załogą i ląduje gdzieś w krzakach, prawdopodobnie do dziś próbując zrozumieć, jak znalazła się w tym filmie.
Kierowca?
Zero paniki.
Dla niego to wtorek.
SCENA 2: CZŁOWIEK, KTÓRY WYBRAŁ ŁAWKĘ
Innego dnia jeden z pracowników dochodzi do wniosku, że ma już dość pracy na dziś i postanawia wrócić do domu.
Ruszają plany wielkie…
…ale kończą się pod sklepem.
Auto zostaje zaparkowane.
Pracownik udaje się na ławkę, bo uznaje ją za najlepsze miejsce regeneracji.
Zdejmuje buty.
Kładzie się.
Zasypia.
Budzi się po jakimś czasie.
Patrzy na stopy.
Butów brak.
Krótka refleksja.
Decyzja życia:
„A walić to”.
I tak 5 kilometrów, pieszo, bez obuwia, rusza do domu — jak bohater filmu drogi, tylko bez muzyki, sensu i planu.
SCENA 3: MECHANIKA ALTERNATYWNA
W INTLUK mechanika to forma sztuki nowoczesnej.
Koparka potrafi nagle stracić dopływ paliwa, a pompa przechodzi drogę duchowego zatarcia.
Bus zostaje „ulepszony” przez przykręcanie deski do podłogi — bez sprawdzania, co znajduje się pod spodem.
Efekt?
Otwór w baku długości około 20 cm, który nadaje pojazdowi nową, nieplanowaną funkcję.
Flota wygląda jakby była złożona z pojazdów, które miały już dość życia, a przeglądy techniczne funkcjonowały bardziej jako legenda niż rzeczywistość.
SCENA 4: ELEMENT HIGIENICZNY
W tym wszystkim pojawia się jeszcze jeden bohater drugiego planu — osoba, która sprawiała wrażenie, jakby z higieną miała relację czysto teoretyczną.
Atmosfera wokół niej była tak intensywna, że można ją było traktować jako zjawisko meteorologiczne, a nie cechę osobistą.
Niektórzy twierdzili, że to nie brak mycia — to konsekwencja życia w tym samym wymiarze, co cała reszta firmy.
SCENA 5: BIURO I WYPŁATY
Biuro wyglądało, jakby jego obsada trafiła tam przez przypadek, być może myląc drzwi wejściowe.
Organizacja pracy przypominała improwizację bez scenariusza.
A wypłaty?
Wypłata to event.
Quest.
Legenda.
Czekasz.
Patrzysz w konto.
Nic.
Mija czas.
Zaczynasz wierzyć w znaki.
Może jutro.
Może przy pełni księżyca.
Może jak piła wróci z krzaków.
FINAŁ
Kierownictwo obserwowało to wszystko z absolutnym spokojem.
Drzwi odpadają?
Piła wypada w trakcie jazdy?
Ktoś wraca do domu 5 km pieszo bez butów?
Reakcja:
„No… bywa.”
PODSUMOWANIE
INTLUK to nie miejsce pracy.
To doświadczenie życiowe, które zostaje z człowiekiem na długo.
Nie polecam —
chyba że ktoś chce mieć historię, przy której słuchacze mówią:
„To niemożliwe”.
A Ty wiesz swoje i tylko się uśmiechasz.