Zdecydowanie odradzam klinikę BemoVet, szczególnie w stanach nagłych. Oficjalne pisma, w których dyrekcja tłumaczy błędy swojego personelu, brzmią jak ponury żart. To miejsce, w którym ratowanie zdrowia przegrywa z brakiem kompetencji, a na końcu unika się odpowiedzialności.
Mój ciężko chory pies (pacjent onkologiczny z zaawansowaną małopłytkowością) połknął szkło. Zgłosiłam wyraźnie, że otrzymał wcześniej silny lek blokujący wymioty. Lekarka dyżurna, mimo tej informacji, podała mu serię innych leków mających wymusić wymioty, co z powodów farmakologicznych nie miało prawa zadziałać.
Gdy po czasie zwróciłam na to uwagę w oficjalnej skardze, otrzymałam od dyrekcji szokującą odpowiedź. Cytuję oficjalne stanowisko kliniki:
„Pani Doktor nie wyklucza jednak, iż dowiedziała się o tym fakcie już w trakcie wywiadu, ale z jakiegoś powodu nie została zwrócona na ten fakt uwaga”.
Tak w tej klinice wygląda praca na dyżurze – lekarz przyjmuje kluczową informację z wywiadu, ale „z jakiegoś powodu” całkowicie ją ignoruje.
Konsekwencje tego niedbalstwa były tragiczne. Ponieważ leki nie zadziałały, lekarka wlała psu z zaburzeniami krzepnięcia krwi silnie drażniącą wodę utlenioną. Zakończyło się to uszkodzeniem śluzówki, wybroczynami i ostrym krwawieniem żołądka u pacjenta, dla którego każdy krwotok był potężnym zagrożeniem.
W tym samym piśmie dyrekcja sama się pogrąża, przyznając:
„Był to pierwszy raz, kiedy ta metoda została zastosowana przez Panią Doktor.”
Mój pies, będący pacjentem najwyższego ryzyka, posłużył jako poligon doświadczalny dla metod, których lekarz wcześniej nie stosował – wszystko dlatego, że wcześniej „z jakiegoś powodu” nie przeczytano ze zrozumieniem wywiadu. Zafundowano mu ogromne, absolutnie niepotrzebne cierpienie. Mój pies odszedł zaledwie 4 dni po tych wydarzeniach.
Kiedy w odpowiedzi medycznie i logicznie wypunktowałam absurd tych tłumaczeń, pokazując łańcuch ich własnych, rażących zaniedbań, klinika stchórzyła. Zamiast wziąć odpowiedzialność za uchybienia, przysłali mi krótką formułkę, że... uznają korespondencję za zakończoną.
Omijajcie to miejsce szerokim łukiem. Brak doświadczenia można zrozumieć, ale arogancji, uciekania przed odpowiedzialnością za własne błędy i nieczytania kart medycznych pacjenta – nigdy. Do końca życia będę żałować, że w tamtej krytycznej chwili wybrałam to miejsce.