Przepracowałam tylko jeden dzień w Ecolifestyle, ale od razu dostrzegłam czerwone flagi pojawiające się niebezpiecznie jedna po drugiej. 🚩
Zanim rozpiszę się na temat samych warunków i otoczenia, chcę tylko zaznaczyć, że pracownicy to przemiłe osoby, które są bardzo niedoceniane, mimo wkładania tak dużo pracy, aby to miejsce funkcjonowało.
1. Miejsce pracy. Już po przekroczeniu progu rzuciły się w oczy zajmujące większość podłogi plastikowe kontenery pełne różnych produktów. Magazyn posiada regały, ale jest ich o wiele za mało względem ogromnej ilości produktów, więc poukładanie ich jest po prostu niemożliwe. Dużym minusem jest także brak socjalu.
2. Wadliwy system. Klient zamawia 1 produkt, ale hurtownia może wysłać opakowanie zbiorcze zawierające np. 6 sztuk. Przez takie działania, wiele produktów traci ważność, zanim ktoś je kupi. Widziałam, że wad związanych z systemem jest więcej, ale nie zdążyłam ich doświadczyć.
3. No i w końcu sam właściciel...
Nie mówi po polsku, ale dla mnie to nie problem - dobrze znam angielski. Chodzi mi o tragiczny kontakt pod względem oczekiwania na odzew. Czekałam na telefon w sprawie tego, czy w ogóle zostanę zatrudniona. Zadzwonił o 17:30, kiedy byłam akurat na mieście i szum aut utrudniał rozmowę.
Następna czerwona flaga: przez telefon oraz na rozmowie kwalifikacyjnej ustaliliśmy, że będę pracować 3 miesiące na u. zlecenie, a potem otrzymam u. o pracę. Dostaję papiery, a tam: zlecenie na rok. 🤥 Napisałam, że umawialiśmy się inaczej. Zostałam zbyta informacją, iż każdy pracownik dostaje taką samą umowę.
W odpowiedzi poinformowałam, że albo dostanę umowę na moich warunkach, albo odchodzę - nie doczekałam się tego dnia odpowiedzi i w sumie dobrze, bo dało mi to okazję na zastanowienie się i podjęcie decyzji o rezygnacji.
Następnego dnia otrzymałam wiadomość, że jednak dostanę umowę jaką chcę - dopiero po tym, gdy właściciel usłyszał, że nie przyszłam pracować, tylko zabrać rzeczy i pożegnać się z pracownikami. 🫣
Podsumowując: jest to praca dla ludzi o mocnych nerwach. 😉