Osobiście podchodziłbym do tego wszystkiego z bardzo dużym dystansem. Na pierwszy rzut oka prezentowane wyniki robią wrażenie wysokie obroty, przelewy po kilkadziesiąt czy nawet ponad 100 tys. zł i historie o sklepach robiących ogromne miesięczne wyniki. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek próbuje przełożyć te liczby na coś, co można faktycznie zweryfikować.
Przykładowo, padają informacje o sklepach generujących około miliona złotych miesięcznego obrotu. Przeglądając Allegro i patrząc na branżę zabawek, trudno jednak znaleźć sklepy, które w oczywisty sposób odpowiadałyby takim deklaracjom. Przy takiej skali sprzedaży wydawałoby się, że znalezienie i sprawdzenie takiego sprzedawcy nie powinno być szczególnie trudne. Sam próbowałem to zweryfikować i nie znalazłem jednoznacznego potwierdzenia. Nie twierdzę tym samym, że takie sklepy na pewno nie istnieją po prostu nie znalazłem publicznie dostępnych danych, które pozwalałyby mi potwierdzić te wyniki.
Druga kwestia to pokazywanie dużych przelewów. Przelew na 140 tys. zł od Empiku może wyglądać spektakularnie, ale trzeba pamiętać, że nie oznacza to 140 tys. zł zarobku. Z takiej kwoty trzeba jeszcze opłacić towar, prowizje, logistykę, wysyłki, ewentualne zwroty, podatki oraz osoby, którym deleguje się część pracy. Dopiero po odliczeniu wszystkich tych kosztów można mówić o faktycznym zysku.
Sam prowadziłem sklep i mogę podać swój konkretny przykład. Sklep działał u mnie około 3 miesięcy i w tym czasie wygenerował około 28 tys. zł obrotu. Po odliczeniu prowizji i pozostałych kosztów mój rzeczywisty wynik był zupełnie inny niż sama kwota obrotu. Od księgowej dostałem później PIT, na którym wykazany dochód wyniósł około 1064 zł. Takie dostałem dopasowane hurtownie :). To bardzo dobrze pokazuje, jak ogromna może być różnica między kwotą sprzedaży widoczną na koncie a tym, co faktycznie zostaje przedsiębiorcy.
Dlatego trochę dziwi mnie przedstawianie dużych obrotów jako czegoś, co samo w sobie ma świadczyć o sukcesie. Obrót może wyglądać świetnie na screenie, ale dla osoby prowadzącej biznes najważniejszy jest finalny wynik po wszystkich kosztach.
Do tego dochodzi kwestia obietnic dotyczących zarobków. Jeżeli ktoś słyszy „10 tys. zł miesięcznie”, naturalnie może pomyśleć o 10 tys. zł dochodu. Tymczasem jeżeli mówimy o obrocie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Przy marży 15–20% z 10 tys. zł obrotu zostaje 1500–2000 zł przed pozostałymi kosztami. Po uwzględnieniu księgowości, reklam, zwrotów, prowizji i innych wydatków wynik może być naprawdę niewielki.
Dlatego zamiast patrzeć na screeny przelewów i imponujące liczby, radziłbym każdemu zainteresowanemu zadać kilka prostych pytań: jaki jest rzeczywisty zysk, jaka jest marża po wszystkich kosztach, ile wynoszą zwroty, ile kosztuje pozyskanie klienta i czy deklarowane sklepy oraz wyniki można niezależnie zweryfikować.
Po tym, co udało mi się samemu sprawdzić i po własnym doświadczeniu z prowadzeniem sklepu, mam po prostu więcej pytań niż odpowiedzi. Nie twierdzę, że wszystkie przedstawiane wyniki są nieprawdziwe, ale sposób ich prezentowania zdecydowanie wymaga dużego dystansu. Dla mnie dużo ważniejsze od screenów przelewów jest to, ile pieniędzy faktycznie zostaje przedsiębiorcy po zapłaceniu wszystkich rachunków.