Na początku można naprawdę uwierzyć, że trafiło się do miejsca, w którym pracownik jest ważny. Są pytania, zainteresowanie, zapewnienia, że człowiek może liczyć na wsparcie. Wszystko jest bardzo dobrze odegrane. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zaczynasz patrzeć nie na słowa, tylko na czyny.Bo można mówić o prestiżu.Można mówić o wartościach, wyjątkowej atmosferze.Można stworzyć piękny obraz firmy…Tylko że pracownik nie pracuje w reklamie.Pracownik pracuje w rzeczywistości.A rzeczywistość ma to do siebie, że dość szybko obnaża różnicę między tym, co firma o sobie mówi, a tym, jak naprawdę traktuje ludzi. I wtedy cały ten„prestiż” zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.Atmosfera jest wyjątkowa-to prawda.To środowisko potrafi sprawić, że człowiek zaczyna zastanawiać się,czy przypadkiem rzeczywiście jest głupszy, mniej kompetentny albo „jakiś nie taki”.Kiedy zamiast normalnej rozmowy dostaje się protekcjonalne traktowanie, podważanie kompetencji, grupowe naciski czy atmosferę, w której trzeba stale udowadniać, że zasługuje się na zwykły szacunek, trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie o to chodzi—żeby pracownik przypadkiem nie zaczął myśleć, że ma własne zdanie i znał swoje miejsce.I bynajmniej nie jest to miejsce obok osób, które uważają się za elitę. Tutaj pojawia się pewien paradoks: wymagania wobec pracownika potrafią być bardzo wysokie, natomiast standard komunikacji z nim już niekoniecznie.Oczekują profesjonalizmu, dyspozycyjności i zaangażowania, jednocześnie fundując człowiekowi atmosferę, w której najbezpieczniej jest przytakiwać.Bardzo nowoczesny model zarządzania—szczególnie jeśli celem jest hodowanie ludzi, którzy boją się odezwać.Zastanawiające jest to, że osoby, które od lat funkcjonują w tym samym, bardzo ograniczonym środowisku, potrafią patrzeć na innych z poczuciem wyższości, jakby pracowały w światowej klasy placówce, a nie w miejscu, które samo w sobie oferuje raczej niewiele możliwości rozwoju i nie daje szczególnie wielu powodów do zawodowego samozachwytu.
Po przeczytaniu wcześniejszych opinii widzę, że nie tylko ja mam podobne odczucia.Kiedy kolejne osoby opisują zbliżone schematy, trudno cały problem zrzucić na „przewrażliwionego pracownika”. Nie mam problemu z wymaganiami ani z krytyką.Mam natomiast problem z traktowaniem dorosłych ludzi jak dzieci, którym trzeba pokazać, kto tu jest ważniejszy. Jeszcze większy problem mam z osobami, które dzięki byciu„pupilkiem”nagle dostają poczucie, że mogą ustawiać innych.Naprawdę można mieć wysokie mniemanie o sobie bez robienia z innych ludzi idiotów.
Na plus: doświadczenie, które można stąd wynieść, jest bezcenne—człowiek bardzo szybko dowiaduje się, w jakiej kulturze pracy nie chce funkcjonować w przyszłości. Można mieć piękną fasadę. Można mieć„pupili”,którzy są przekonani o własnej wyjątkowości.Można mieć ludzi, którzy od lat stoją w tym samym miejscu i są święcie przekonani, że stoją bardzo wysoko,ale jeśli normalny człowiek, który przychodzi tam pracować, po pewnym czasie zaczyna czuć się jak ktoś gorszy i mało ważny to chyba warto zadać sobie pytanie, gdzie dokładnie znajduje się cały ten prestiż?
W tak wybitnym miejscu, w którym wszystko ma być idealnie, nie może być żadnych problemów. Problemem może być jedynie osoba, która je zauważa.
No bo jak można mieć zastrzeżenia do miejsca, które przecież jest takie wyjątkowe?
Jak można narzekać na 10–12 godzin pracy, skoro inni też pracują?
Najlepiej po prostu nie zauważać problemów i nie zadawać zbyt wielu pytań. Najwyraźniej pracownik może mieć swoje zdanie, pod warunkiem że jest ono zgodne z tym, co uważa pracodawca.Bez względu na to, jak wygląda rzeczywistość.A rzeczywistość w sezonie to 10–12 godzin pracy 6 dni w tygodniu. Są krzesła na socjalu.Naprawdę.Można usiąść.Tylko zadbano o to, żeby nikt przypadkiem nie poczuł się zbyt komfortowo, więc możliwości korzystania z nich w trakcie 10–12-godzinnego dnia pracy są, powiedzmy, dość symboliczne.Nie zdążyłeś zjeść? Ale kogo to obchodzi. Wybija godzina i masz stać na baczność na stanowisku, przy którym nie masz prawa mieć przy sobie nawet butelki wody. Warunki pracy są „wyjątkowe”... Szczególnie zimą można się przekonać, jak wysoko na liście priorytetów znajduje się komfort pracownika.Niektórzy od wejścia w ogóle nie zdejmowali kurtek.Nie będę wszystkiego opisywać.Kto pracował może potwierdzić.I chyba właśnie to jest w tym wszystkim absurdalne-przepaść między tym, co firma pokazuje na zewnątrz, a tym, co można zobaczyć od środka. Witryny, Instagram, piękny wizerunek, perfekcyjnie wyglądające miejsce — wszystko robi wrażenie. Szkoda tylko, że równie dużo uwagi nie poświęca się temu, jak traktuje się ludzi, którzy ten cały piękny obrazek tworzą.
Można bardzo ładnie opakować firmę, mówić o wartościach i wyjątkowym miejscu pracy. Tyle, że żadna reklama nie zmieni tego, jak pracownik jest traktowany od środka.
I można oczywiście chodzić z głową wysoko.
Tylko warto pamiętać, że wysoko podniesiona głowa nie jest jeszcze oznaką wysokiego poziomu.