Moje doświadczenia z tym pracodawcą są bardzo negatywne. Zarządzanie sklepami pozostawia wiele do życzenia, a współpraca z szefową i jej mężem wiąże się z ciągłym stresem, brakiem jasnych zasad i poczuciem, że pracownik zawsze jest na przegranej pozycji.
Podstawowym problemem jest brak spójnej komunikacji. Szefowa i jej mąż potrafią przekazywać sprzeczne informacje, zmieniać zdanie i wydawać polecenia, które wzajemnie się wykluczają. Trudno normalnie wykonywać obowiązki, kiedy ustalenia co chwilę się zmieniają. Nie widać również otwartości na uwagi i sugestie pracowników, którzy najlepiej znają codzienną pracę w sklepach.
Kolejnym problemem jest brak organizacji i terminowości. O dokumenty i załatwienie podstawowych spraw trzeba się wielokrotnie upominać. Zamiast zajmować się swoimi obowiązkami, pracownicy muszą przypominać osobom zarządzającym o rzeczach, które powinny być dopilnowane z ich strony.Warto również wspomnieć o samej rozmowie kwalifikacyjnej z szefową. Na tym etapie wszystko przedstawia się bardzo pozytywnie, atmosfera jest dobra, a ustalenia dotyczące warunków zatrudnienia i umowy brzmią naprawdę zachęcająco. Niestety, późniejsza rzeczywistość często nie ma wiele wspólnego z tym, co zostało przedstawione na początku.
Bardzo źle wygląda również sposób traktowania personelu. W innych sklepach zdarza się obgadywanie i wyśmiewanie pracownic, które nadal są zatrudnione w firmie. Zamiast szacunku i konstruktywnej rozmowy pojawiają się nieprzyjemne komentarze i drwiny. Trudno mówić o dobrej atmosferze, gdy pracownice mogą mieć poczucie, że za ich plecami są oceniane i wyśmiewane przez osoby, które powinny dawać przykład profesjonalizmu.
Niepokojące jest także przerzucanie odpowiedzialności na pracowników. Zdarzały się sytuacje, w których do przełożonych wyższego szczebla wysyłano maile sugerujące, że zadania nie zostały wykonane prawidłowo lub wcale. Winą obarczano między innymi nowe osoby albo rzekome niezrozumienie poleceń. Tymczasem wykonywaliśmy pracę zgodnie z wytycznymi, które sami otrzymywaliśmy. Zamiast wyjaśnić nieporozumienia i wziąć odpowiedzialność za własne instrukcje, łatwiej było przedstawić sytuację tak, jakby to pracownicy zawinili.
Mimo że jest to sieć sklepów, można odnieść wrażenie, że wiele decyzji podejmowanych jest przede wszystkim z myślą o wygodzie szefowej i jej męża, a nie o sprawnym funkcjonowaniu sklepu zgodnie z zasadami całej sieci. Później pojawiają się problemy na szczeblu wyższym, a tłumaczyć muszą się pracownicy, którzy wykonywali otrzymane polecenia.
Osobną kwestią jest zachowanie męża szefowej. Choć formalnie nie jest szefem firmy, często zachowuje się tak, jakby to on nią zarządzał i o wszystkim decydował. Jego sposób odnoszenia się do ekspedientek bywa arogancki, bezczelny i wulgarny. Potrafi odzywać się do pracownic w niewłaściwy sposób nawet w obecności klientów. Jest to nieprofesjonalne, stawia personel w niezręcznej sytuacji i negatywnie wpływa na wizerunek sklepu.
Najbardziej frustrujące jest to, że od pracowników wymaga się odpowiedzialności, elastyczności i bezbłędnego wykonywania obowiązków, podczas gdy po stronie osób zarządzających brakuje konsekwencji, dobrej organizacji i umiejętności przyznania się do błędów. Polecenia się zmieniają, komunikacja jest niespójna, a odpowiedzialność często spada na personel.
Podsumowując: problemem nie jest sama praca w sklepie, lecz sposób zarządzania ludźmi. Brak jasnej komunikacji, obgadywanie i wyśmiewanie pracownic, przerzucanie winy na personel oraz aroganckie i wulgarne zachowanie nie tworzą zdrowego środowiska pracy. Osobom rozważającym zatrudnienie radzę dokładnie przemyśleć tę decyzję i zadbać o pisemne potwierdzanie ustaleń. Pracownik powinien mieć prawo do szacunku, jasnych poleceń i profesjonalnego traktowania, a nie do ciągłego tłumaczenia się z decyzji, za które nie odpowiada.