Jeśli masz się za osobę ogarniętą, spełniasz potrzebne wymagania i czujesz, że stanowisko Executive Assistant to coś właśnie dla Ciebie - NIE APLIKUJ.
Nie aplikuj szczególnie, jeśli jesteś mężczyzną, bo w tym przypadku prawdopodobieństwo zatrudnienia jest nawet mniejsze. Zespół asystentek składa się z samych kobiet, mimo że aplikacje od mężczyzn nie odbiegają ilościowo. (Dopytywałam o to z ciekawości) Po prostu żaden mężczyzna dotąd nie wpisał się w oczekiwania na tyle dobrze, by dostąpić zaszczytu bycia w tym zespole.
A jakie to oczekiwania? Myślę, że nie mówimy o twardych wytycznych, bo proces wydaje się być przeprowadzany bardziej "na czuja". Postaram się przedstawić dlaczego tak przypuszczam...
W tym celu przeanalizujmy sobie oczekiwania, o których oficjalnie informuje nas pracodawca.
1) Doświadczenie
Jesteśmy poinformowani, że nie jest wymagane wcześniejsze doświadczenie jako asystentka. Nie jest wymagane nawet CV, co sugeruje, że pracodawca nie ocenia historii zatrudnienia, tylko rzeczywiste umiejętności. Brzmi bajkowo. I takie jest.
Ja dołączyłam swój dokument - i stało się to podstawą, żeby mnie odrzucić. Mimo że ostatecznie dotarłam do etapu rozmowy kwalifikacyjnej, to pierwotnie zostałam odrzucona już na etapie formularza. Aby dowiedzieć się dlaczego, odniosłam się do maila z prośbą o przedstawienie, w jakie konkretnie wymagania się nie wpisałam. I jako przyczynę podano moje doświadczenie zawodowe.
Jednocześnie mój follow-up został oceniony pozytywnie i w ten właśnie sposób zostałam przywrócona do procesu rekrutacji… Oceńcie sami, czy to jest poważne traktowanie. Zarówno powód odrzucenia jak i fakt przywrócenia z powrotem. Coś na zasadzie „a, dobra, niech ma - zobaczymy jak jej pójdzie”.
2) Dopasowanie do zespołu i kultury organizacji
Jeśli coś przyciągnęło Cię do tej oferty pracy, to prawdopodobnie właśnie to, że deklarowane przez organizację wartości i styl pracy są bliskie również Tobie. Czujesz, że wpisujesz się w profil idealnego kandydata? Świetnie. NIE APLIKUJ. Nie ma to znaczenia co Ty sobie cenisz i co Ty sobie uważasz, skoro oni nie respektują swoich własnych zasad.
Z kolei konieczność “dopasowania do zespołu” brzmi jak świetny pretekst by kogoś odrzucić. Ale jeśli się zastanowić - nie ma to większego uzasadnienia.
Dlaczego to tak ważne by idealnie wpisywać się do teamu, z którym Twoja główna interakcja to domyślnie 2 zdalne spotkania w tygodniu i ewentualne komunikaty na slacku, a Twoja codzienna praca ma być niezależna i samodzielna?
3) Umiejętność researchu, poruszania się po różnych narzędziach, zdolności organizacyjne itp.
Jeśli przeszliście pozytywnie przynajmniej jedno zadanie rekrutacyjne - możecie to u siebie odhaczyć. Raczej jest to wystarczające, żeby ocenić Wasz sposób myślenia, zdolności wyszukiwania i prezentowania informacji. Drugie zadanie jest wysyłane, moim zdaniem, bardziej po to, żeby sprawdzić poziom determinacji (ewentualnie desperacji). Drugie zadanie jest również trochę mniej klarowne, więc jest to szansa, by (ponownie) się do czegoś przyczepić i mieć podstawę wyciągnąć to za powód, czemu się nie nadajecie na to stanowisko.
Przypominam, że mówimy o zadaniach, które mają być zrobione za darmo w swoim wolnym czasie, nie mając wglądu w subiektywne oczekiwania i wewnętrzny styl pracy zespołu (bo od tego jest chyba okres wdrożeniowy, żeby nauczyć się działać według danych standardów).
Nie wpisaliście jakiegoś szczegółu w jakiejś rubryce? Można wysnuć wniosek, że jesteście niedokładni lub nieuważni. To nic, że wyszliście z innych założeń, inaczej coś przyjęliście.
Nie trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś mógł zrobić kilka błędów tego kalibru i przez to odpadł.
Dlatego, moim zdaniem, jeśli doszliście do dalszych etapów rekrutacji, a zostaliście odrzuceni - to raczej nie dlatego że brakuje Wam kompetencji.
Ja na rozmowie usłyszałam, że „zrobiłam zadania dobrze, inaczej nie przeszłabym dalej”. Z kolei po rozmowie w mailu jako jeden z czynników uzasadniających negatywną decyzję podano moje zadania.
Dzięki, że decyzją odmowną wykazaliście poszanowanie dla mojego czasu, nie marnując go dalej na okres próbny (chociaż czekałam 1,5 tygodnia żeby usłyszeć „jednak nie”). Bo mam podstawy podejrzewać, że ta mglista, bliżej niezdefiniowana perfekcja, wisi nad kandydatem również podczas okresu próbnego - który jest nie tyle czasem na naukę, co dalsze sito.
Kilkukrotnie podczas mojej rozmowy padł ze strony rekruterki disclaimer, że jeśli cokolwiek im się nie spodoba na tym etapie, to mi podziękują. Fakt, jak mocno jest to podkreślane, wydaje się jakby miał Cię przygotować mentalnie na takie zakończenie. I do uznania tego za coś normalnego (tzn nie kwestionowania tego). Potencjalnie urabia Cię to też do tolerowania nadużyć (takich jak opisywane przez użytkowniczkę we wcześniejszym komentarzu?). Bo czujesz się bardziej jak intruz, a nie jak osoba, która przychodzi, by firma mogła się na niej wzbogacić.