Potwierdzam wszystkie negatywne opinie o zakładzie pracy Colonel, zlokalizowanym na Rybitwach w Krakowie. Pracowałem w różnych firmach, jednak nigdy nie spotkałem się z tak beznadziejnymi pracownikami! Brygadzistka zupełnie nie szanuje ludzi, krzyczy i wydziera się na ludzi, zwłaszcza na nowych pracowników, którzy nie radzą sobie z tempem pracy albo ze składaniem książek przygotowanych do druku. Brygadzistka ma o sobie nadmierne mniemanie, a posiada brak kultury i chamskie odzywki w stosunku do zwyczajnych pracowników. Kierowniczka trzyma z brygadzistką, cały czas przechodzi pomiędzy stanowiskami i patrzy, czy ludzie równo zapieprzają, a nie wolno się do nikogo odezwać, ani do brygadzistki, ani do kierowniczki. A ludzie, którzy pracują w tym zakładzie pracy przymusowej, są fałszywi, nie można na nikogo liczyć, że pomoże w pracy, nikt nie powie, gdzie przestawić paletę, jak układać książki na palecie, gdzie jest paleciak. W tej firmie panuje jakaś chora atmosfera nagonki, niewolnictwa, wiecznego niezadowolenia z wykonywanej nawet dobrze pracy, wieczne krzyki i niezadowolenie. A w firmie tej pracują głównie kobiety, w mocno starszym wieku, albo ludzie z widoczną niepełnosprawnością. W tym zakładzie nie można dłużej wytrzymać, nie da się normalnie pracować w tak chorej atmosferze. Jedynie operatorzy maszyn drukarskich i introligatorskich byli normalni w podejściu, można było z nimi przyjemnie porozmawiać, i sami potwierdzali, że to kołchoz i (usunięte przez administratora) przymusowej, a nie normalna firma. Firma nadaje się do zgłoszenia w trybie natychmiastowym do nadzoru Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie, której ta placówka podlega. A najgorszym możliwym ostatnim wymysłem kierownictwa czy może właściciela było wprowadzenie biometrycznej identyfikacji osób (z tęczówki oczu lub z odcisku palca), które wchodziły przez wejście, czy wychodziły na parę minut "na papierosa". W wyniku błędnego działania systemu pracownikom nie zaliczono ileś tam godzin pracy, pomimo dodatkowej listy papierowej podpisywanej na wejściu i wyjściu, czytnika karty elektronicznej, i wszechobecnych kamer monitoringu przemysłowego. I jakby tego było mało, szatnia męska śmierdzi stęchlizną, a jest w niej tak mało miejsca, że ciężko się przebierać, a druga szatnia jest połączona męska z damską, co uniemożliwia zachowanie intymności dla kobiet! Nawet przyjezdni Ukraińcy, którzy są nauczeni ciężkiej pracy w trudnych warunkach, stwierdzili, że im się bardzo nie podoba w Colonelu, ale są zmuszeni pracować ze względu na ograniczone czasowo wizy na pobyt w Polsce. Szczerze odradzam pracy w Colonelu, chyba, że chcecie nabawić się nerwicy, zszarpać sobie nerwy, a w dłuższym czasie nabawić się choroby psychicznej. Gdyby była taka skala wystawiłbym ocenę - 100/10, a tak to wystawiam ocenę niedostateczną, co i tak nie oddaje straconego czasu i nerwów.