Moją opinię zacznę od procesu rekrutacji, który był naprawdę w porządku. Wszystko było jasno wyjaśnione, komunikacja przebiegała sprawnie i na początku byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Również pierwsze dni wdrożenia były dobrze zorganizowane – firma ma wypracowaną formę wprowadzenia nowych pracowników.
Chcę też zaznaczyć, że moja opinia dotyczy konkretnie jednego zespołu Kadr i Płac, ponieważ z rozmów z innymi osobami w firmie wiem, że w niektórych działach atmosfera i sposób pracy wyglądają zupełnie inaczej i podobno pracuje się tam bardzo dobrze.
Pierwsza rzecz, która mocno mnie zaskoczyła, to poziom „automatyzacji”. Większość rzeczy wprowadzana jest ręcznie, praktycznie wszystko „z palca”. Importy dodatków czy jakiekolwiek rozwiązania usprawniające pracę są praktycznie niewykorzystywane. Przy takiej skali pracy bardzo łatwo o błąd, a jednocześnie wymaga się ogromnej dokładności, mimo że narzędzia pracy są po prostu przestarzałe. Dla przykładu – generowanie IMIR-ów z programu TETA. Widziałam sytuację, w której jedna z dziewczyn musiała ręcznie przeklikiwać około 300 plików i zapisywać je pojedynczo do PDF-ów. Nie mam dużego doświadczenia w pracy na TETA, więc nie chcę wypowiadać się o możliwościach tego systemu, ale trudno mi uwierzyć, że firmy mające znacznie większą liczbę pracowników wykonują takie rzeczy wyłącznie ręcznie. Co więcej, kiedy w rozmowie z nią zwróciłam uwagę, że w systemie Enova – na którym pracuję od trzech lat – takie dokumenty można wygenerować automatycznie z systemu, usłyszałam, że „na Enovie też robi się to ręcznie”. Gdy powiedziałam, że nie jest to prawda i da się to zrobić automatycznie, odpowiedź brzmiała mniej więcej: „One pracuje 5 lat na Enovie, więc wiedzą lepiej”. Na tym dyskusja się zakończyła.
Jeśli chodzi o sam styl zarządzania, to nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak bardzo szczegółowa dla mnie kontrolą. Przychodzenie do pracy wcześniej (czasami było to po prostu 15 minut) było problemem, ponieważ – jak usłyszałam – było to „nie fair wobec innych pracowników”. Pracowałam na umowie zlecenie, więc teoretycznie godziny pracy były bardziej elastyczne, a ja przychodziłam wcześniej głównie po to, żeby spokojnie znaleźć miejsce parkingowe, albo jak potrzebowałam wyjść wcześniej ze względu na zajęcia na uczelni. Tłumaczenia były jednak ignorowane i za każdym razem otrzymałam szerokie upomnienia, więc czułam się jakbym mówiła do ściany.
Kontrola dotyczyła dosłownie wszystkiego – nawet tego, czy ktoś w ciągu dnia dotknie telefonu. Zdarzały się sytuacje, w których nie miałam żadnych zadań, mimo że wielokrotnie pytałam, czy mogę w czymś pomóc albo się wdrożyć. Najczęściej słyszałam wtedy odpowiedź, żeby zapytać dziewczyn z zespołu. Problem w tym, że na początku dziewczyny również nie miały dla mnie zadań. W efekcie siedziało się bez pracy, ale jednocześnie można było usłyszeć sugestie, że pracownika bardziej interesuje telefon niż obowiązki, a dodatkowo podczas rozmowy z kierowniczką usłyszałam ze nie powinno się mieć za te godziny wypłacone, bo to Pracownik powinien upominać się co chwila o pracę ☠️
Do tego dochodziło bardzo drobiazgowe rozliczanie czasu pracy co do minuty. Jednego dnia przyszłam do pracy dokładnie o 7:43 i wyszłam o 16:05. W trakcie dnia miałam około 27 minut przerwy związanej z uczelnią, o której poinformowałam przełożoną i która odrobiłam zostając trochę dłużej. Następnego dnia przy tym dniu w arkuszu pojawiły się uwagi dotyczące mojego czasu pracy, przerwy oraz „częstych wyjść z telefonem”. Te rzekome wyjścia z telefonem to były zwykłe wyjścia do toalety. Sytuacja była dla mnie absurdalna – musiałam się tłumaczyć z tego, ile razy w ciągu dnia wychodzę z pokoju.
Najbardziej przykre jest jednak to, jaki wpływ ta atmosfera ma na samopoczucie pracownika. W lutym zdarzało się, że średnio kilka razy w tygodniu wychodziłam z pracy w bardzo złym stanie psychicznym. Jeśli ktoś jest osobą wrażliwą albo dopiero zaczyna swoją karierę zawodową, naprawdę warto dobrze zastanowić się przed dołączeniem do tego zespołu.
Jakby było tego wszystkiego mało, godzine po powrocie z urlopu zostałam powiadomiona, ze nie przedłuża ze mną umowy ze względu na to, że duża firma z tego zespołu rozwiązała z nimi umowę i w taki sposób jedna z dziewczyn straciła 90% swojego etatu, także z uwagi na to, że byłam od niedawna i w ciągu dalszym nie posiadałam swojej własnej firmy zostało postanowione ze to mnie się pozbywają. Dostałam jednak propozycje przejścia do innego zespołu więc na nowo, nieświadomie, chwile po urlopie przechodziłam kolejna rozmowę rekrutacyjną z wieloma szczegółowymi pytaniami oraz moje aktualne wynagrodzenie okazało się nie do przyjęcia dla drugiej kierowniczki, więc została zaproponowana mi niższa stawka. Całe szczęście, że przed urlopem przeszłam rekrutacje do innej firmy, przyjęłam ofertę i czekałam tylko na koniec miesiąca, żeby złożyć wypowiedzenie 😉 Naprawdę dobra rada od koleżanki zastanówcie się dziesięć razy zanim przyjmiecie ofertę do tego zespołu.