W wycieczce do Gruzji brałem udział we wrześniu. Sam zarys programu oceniam jako ciekawy i mający spory potencjał, jednak szereg decyzji organizacyjnych oraz zachowanie jednego z przewodników sprawiły, że wyjazd pozostawił po sobie ogromny niesmak.
Kwestia przewodników i profesjonalizmu:
Pierwsze dwa dni spędziliśmy z Łukaszem. Choć podczas wieczornych supr nie stronił od alkoholu, w ciągu dnia zachowywał pełen profesjonalizm – był trzeźwy, kontaktowy i wywiązywał się ze swoich obowiązków.
Sytuacja zmieniła się diametralnie po zmianie przewodnika na Kubę. To, co zaprezentował, było absolutnym zaprzeczeniem standardów pracy z ludźmi:
⚬ Praca pod wpływem alkoholu: Kuba zaczynał dzień od nalewania sobie mocnego alkoholu od samego rana, nawet gdy nikt z grupy nie pił. W ciągu dnia wypijał tak duże ilości, że ledwo trzymał się na nogach, bełkotał i czuć było od niego silną woń alkoholu na odległość. Gdy jako uczestnicy zwróciliśmy mu uwagę, że jest w pracy i narobi sobie problemów, demonstracyjnie się obraził i przestał się do nas odzywać.
⚬ Brak wiedzy i zaangażowania: Praktycznie niczego się od niego nie dowiedzieliśmy. Zamiast opowiadać o Gruzji, nieustannie narzekał na samą ideę wymiany grup, twierdząc, że nie wie, co Łukasz już powiedział, i nie zamierza się powtarzać.
⚬ Przekraczanie granic i nieprofesjonalne zwierzenia: Zamiast roli przewodnika otrzymaliśmy monologi o jego trudnym życiu osobistym, braku partnerki, bezsensie związków oraz sięganiu po butelkę w trudnych momentach życiowych. Takie zachowanie wprowadzało w grupie wyłącznie zażenowanie i ciężką atmosferę.
⚬ Niedopuszczalne zachowanie wobec uczestników: Szczególnie bulwersująca była sytuacja, gdy jeden z uczestników (osoba homoseksualna) z czystej życzliwości pożyczył Kubie bluzę, widząc, że ten marznie. Po oddaniu ubrania Kuba zaczął rzucać w jego stronę niewybredne, homofobiczne komentarze (m.in. „żarty” o serku homogenizowanym). Tłumaczenie tego później „żartem” nie zmienia faktu, że było to jawne przekroczenie granic przyzwoitości i brak szacunku.
Logistyka i organizacja:
⚬ Pożegnalna kolacja w Tbilisi: Decyzja o zorganizowaniu wspólnej supry na dwie grupy okazała się kompletną stratą czasu. Sam dojazd busem w jedną stronę zajął 1,5 godziny (łącznie 3 godziny spędzone w korkach) tylko po to, by trafić do przeciętnego lokalu. Integracja między grupami była zerowa, a czas ten można było o wiele lepiej wykorzystać na miejscu w Tbilisi.
⚬ Nocleg w okolicach Batumi: Dużym zawodem była lokalizacja noclegu. Zamiast w samym Batumi, zostaliśmy zakwaterowani w odległej miejscowości poza miastem. Przez to straciliśmy możliwość zobaczenia słynnego, oświetlonego nocą Batumi i poczucia klimatu tego miejsca wieczorem.
⚬ Koncepcja wieczornych posiłków: Codzienne, masowe supry z perspektywy całego wyjazdu się nie sprawdzają. Przygotowywanie jedzenia w takich ilościach każdego dnia drastycznie odbija się na jego jakości. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłaby tradycyjna supra na powitanie oraz na pożegnanie, a w pozostałe dni umożliwienie uczestnikom zamawiania dań à la carte w lokalnych restauracjach – z korzyścią dla jakości i różnorodności.
Podsumowując: Gruzja to wspaniały kraj, jednak biuro powinno natychmiast zweryfikować swoje kadry. Zmiana trzeźwego przewodnika na osobę zmagającą się z widocznym problemem alkoholowym, obrażającą uczestników i zaniedbującą obowiązki zepsuła znaczną część wyjazdu.