Oto co usłyszyszałam jako nowy pracownik: "Na twoje miejsce wiesz ile jest osób?", "Nie widać, żebyś się starała, bo nie latasz jak dziki pies.". Gdy powiedziałam naszej koordynatorce, że T. doprowadził mnie do płaczu, usłyszałam obrócenie tego w żart i "Ja ciągle płaczę". (Co to za firma gdzie pracownik płacze??)
"Pani ma na wszystko odpowiedź." - gdy nie dałam sobie wejść na głowę.
"Ja chyba pani nie muszę tłumaczyć, skoro ma pani tak bogate doświadczenie na produkcji." - bo w skrzynce był kurz, sztuki stały nierówno w słupkach, bo wcześniej koordynatorka przyszła sprawdzić ich jakość.
"Pani myśli jak się to skończy?" - straszenie zwolnieniem.
"Ty myślisz, że teraz pójdziesz do domu? Nie posprzątałaś." - nie miałam czasu tego zrobić we właściwym czasie, bo przyszli przełożeni i zadawali pytania dotyczące pracy. Nikogo nie obchodzi, że 12 minut po 14.00 masz autobus.
Kilka razy byłam świadkiem dziwnych sytuacji wprowadzania innych nowych w błąd, a kiedy zrobili źle - rozmowa. Tłumaczysz się jak było - mówią, że kłamiesz, bo przecież nikt by ci tak nie doradził.
W Schmalz nowym pracownikom się nie wierzy. Masz szybko się wyrabiać będąc codziennie na nowym stanowisku, bo wyrobów jest tak wiele. Typowego szkolenia stanowiskowego nie ma. Na wielu prasach bardzo ciężko się wyrobić, bo zwyczajnie jest za dużo czynności do wykonania na jedną osobę. A marzeniem kierownika jest przydział jednej osoby na dwie maszyny.
Poza tym ludzie są naprawdę fajni. Medal za naprawdę przydatne wskazówki należą się Partycji z montażu, Saszy za niesienie bezinteresownej pomocy i Michałowi za cierpliwość, pomoc i poczucie humoru.
Są tylko te cztery osoby, które psują całość. W tym trzy, to przełożeni.
Ps. Po rozstaniu z firmą oczywiście obgadywanie ex pracownika, jaki to on zły był.