Małgorzata28.08.2025 14:37
Były pracownik
Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to świetne warunki mieszkaniowe dla dzieci w otoczeniu zadbanej zieleni i kwiatów. Wiele osób, które nas odwiedzały, było pozytywnie zaskoczonych, bo nie tak wyobrażały sobie dom dziecka. Widać, że naprawdę administracja wkłada serce w utrzymanie budynków, są regularne remonty, rozbudowywana jest infrastruktura dla dzieci.
Ja od czasu rozmowy o pracę czułam się tam prawie jak w domu. Od razu poczułam dobry klimat tego miejsca i że otaczają mnie ludzie, którym zależy i mają poczucie misji. Nie powiem, że było zawsze łatwo, bo jako wychowawca musisz się spodziewać wielu trudnych sytuacji. Ale te sytuacje uczą życia, jak nic innego - jesteś ukochaną ciocią (a dzień później najgorszą 😃), pielęgniarką, nauczycielką, kucharką, logistykiem itd. To po prostu trzeba czuć i lubić, kiedy się duuuużo dzieje dookoła Ciebie. Trzeba też znaleźć odpowiedni balans między chęcią zabrania wszystkich dzieci do swojego domu a totalnym wyłączeniem empatii. Czasem rzeczy nie idą tak, jak byśmy chcieli, bo fizycznie nie da się wszystkiego ogarnąć idealnie i zdarzy się to jedno dziecko, które ucieknie poza teren placówki albo Cię (pracownika) uderzy podczas swojego napadu złości.
Myślę, że to nie jest praca dla każdego, trzeba mieć odpowiednią osobowość i podejście do dzieci. Albo złapiesz z nimi wspólny język, potraktujesz je podmiotowo, skupisz się na tym, co w nich dobre i będziesz sigmą 😎 albo to się nie uda. W związku z tym w ogóle mnie nie dziwi, że część osób odchodzi z tej pracy. Szczególnie, że dla młodych to oczywiste, że nie trzeba tkwić w czymś, w czym nie czujemy się dobrze, a inne prace są na wyciągnięcie ręki. Wyobrażenia o tej pracy a rzeczywistość po prostu się różnią. Nie jesteś w stanie sobie wcześniej wyobrazić, jak sobie poradzisz z 17 dzieci na 12-godzinnym dyżurze, kiedy akurat masz gorszy dzień, a oni jeszcze gorszy. 🤪 Samo przebodźcowanie hałasem jest czasem naprawdę męczące albo masz dużo stresu, kiedy zdarzy się jakiś wypadek i musisz nagle jechać z dzieckiem do szpitala.
Spotkałam tam wiele super ogarniętych osób, które mnie zainspirowały. Jasne, nie wszystkich się zawsze lubi. Ludzie mają swoje słabości, trudniejsze dni. Ale chyba na tym polega dorosłe życie, że nie musisz kogoś lubić, żeby się z nim dogadać. Nie wszystko też trzeba brać od razu personalnie jako atak. W razie jakichkolwiek problemów uruchamiane są przewidziane w danej sytuacji procedury. Niektórzy narzekają na pracę, ale nie przyjdą na spotkanie pracowników, żeby powiedzieć na głos o tym, co ich boli. Z moich obserwacji wynika, że jak ktoś chce naprawdę porozmawiać z dyrekcją i coś wyjaśnić albo zaproponować rozwiązanie, to zawsze znajdzie się na to miejsce i czas. Trzeba być otwartym na porozumienie, a nie tylko chcieć udowodnić za wszelką cenę, że ma się rację. Wystarczy komunikować się szczerze i bez przemocy, nie zakładając złych intencji drugiej strony. Tylko tyle i aż tyle. Pani dyrektor zajmuje się każdym indywidualnie i jestem pod ogromnym wrażeniem Jej pamięci i zdolności do łączenia kropek. 🤯 Zawsze dba też o poufność informacji.
To, co zauważyłam wśród dzieci, rodziców, a także nielicznych pracowników, opisałabym jako projekcję i przemieszczenie – emocje, których nie można wyrazić wobec prawdziwego źródła frustracji (np. ustaw, ograniczeń finansowych, zaniedbań społecznych), zostają przeniesione na „bezpieczniejszy” obiekt – w tym przypadku dyrekcję lub CAPOW, którzy są dostępni, widoczni i uchwytni. Chciałabym, żeby kiedyś (w lepszym życiu 😀) ludzie zauważyli, że nie, to nie zły dom dziecka ani dyrekcja "zabierają" dzieci, a następnie "ograniczają ich wolność" przez wprowadzanie zasad albo "na siłę umieszczają" w MOSach, MOWach itp. Naprawdę ciągle słyszałam takie bezrefleksyjne stwierdzenia. A to wszystko są jedynie konsekwencje działań rodziców i młodzieży i ich odpowiedzialność.
Mnie zawsze podobało się to, z jakim szacunkiem mówi się w CAPOW o dzieciach i ich rodzinach i że, o dziwo, wcale nikt nie chce się ich pozbyć, zniszczyć im dzieciństwa i co tam jeszcze. Nawet dzieci przyjmowane ponad limit (do czego placówka jest zmuszana, a co jest chore i to jest dopiero prawdziwym problemem 🤦♀️), były przyjmowane w miłej atmosferze, zadbane, a ich interesy stawiane na pierwszym miejscu. Każdego dnia w rozmowach przewijało się, że naszym celem jest praca z rodziną tak, aby dzieci mogły wrócić szczęśliwie do rodziny. To główny cel tej pracy i kropka.
To jest to, czego ja byłam świadkiem przez prawie dwa lata. Jedyne, co mnie smuci, to że jestem już byłym pracownikiem, ale sprawy osobiste zmusiły mnie do tego. 🙁 Część mojego serduszka na zawsze zostanie w tym miejscu. 💔 Polecam, choć nie każdemu, i pozdrawiam. 😊