Zaczynając od pozytywów:
1. Faktycznie grafikowo jest duża mobilność jeśli chodzi o dostosowanie się. Jeżeli ktoś szuka pracy w godzinach trudnych do pogodzenia, jest to jakaś opcja.
2. Z reguły pracujemy z przyjemną ekipą. Przynajmniej za mojej kadencji miło współpracowało się z innymi.
3. Jeśli nie masz życia to możesz cisnąć 15 godzin dziennie to coś więcej się z tego wyciągnie bo pracodawcy nie obchodzi ile śpisz. Chociaż do tego tematu jeszcze wrócę.
4. Większość aut floty jest w automacie, wpływa to na komfort jazdy i zmniejsza irytację podczas jazdy w korku.
Negatywy, a tego trochę jest:
1. Do pracy musisz sobie ogarnąć sam kabel do telefonu, kabel do terminala (micro-usb), ładowarkę samochodową, uchwyt na telefon no i sam telefon. Zasadniczo firma zakłada, że będziesz używać prywatnego telefonu do pracy co zajedzie baterię i wypali ekran (co jest szczególnie problematyczne w oledach) a takowy jest niezbędny bo przewozy to po prostu przewozy na aplikację. Telefon to musi być android a nawet po kilku miesiącach pracy ekran bedzie do wymiany.
2. Sprzęt na jakim będziesz jeździć będzie bardzo różny. Szczególnie jako nowy pracownik będziesz przypisywany na gorsze auta. Tak działa 11/10 firm transportowych i jest to normalne. Niestety nienormalne jest oszczędzanie na serwisie. Auta mają różnej maści mankamenty a firma oddaje wozy do chyba najgorszego mechanika w galaktyce bo często wracają od niego nienaprawione. Co więcej czasami awarie są co najmniej niepokojące ale firma dalej będzie naciskać na pracę z takim sprzętem, przykładowo: niesprawne oświetlenie (często wynikające z usterek w instalacji), układ kierowniczy ściągający na jedną ze stron, bicie przegubów czy szczyt jakim jest defekt hamulców, z którym wcześniej wspomniany warsztat radzi sobie dość średnio. A patrząc na jakość napraw, odsetek poważnych usterek jest duży.
3. To wyjątkowo nie jest wina pracodawcy; praca jest na taksówce, więc trafią się różne osoby jako klienci. System czarnej listy (blokowania numerów) jest wybitnie nieskuteczny bo zwyczajniej zablokowany klient zadzwoni z innego numeru. A takich agresywnych/podpitych/głośnych/wulgarnych ananasków jest dużo. Lubią też od czasu do czasu wyjść z auta i nie płacić - tutaj trzeba albo wezwać policję albo olać temat i liczyć na to, że szef nie odejmie tego od wypłaty.
4. Nadgodziny - nie są lepiej płatne bo to umowa zlecenie. A będziesz często o nie proszony przez spóźnienia kolegów lub natłok klientów. Dobrą zasadą jest je brać bo jeżeli nie będziemy szli na rękę szefostwu to oni będą mieli tendencje by odpowiadać na wszystkie nasze problemy "nie". A problemy będą się zdarzały bo większość z nich to problemy grafikowe wynikające z niesłuchającego szefostwa, które chyba celowo ignoruje jak się do niego mówi o kolizjach grafikowych, albo sytuacje nagłe gdzie trzeba szybciej wyjść z roboty.
5. Szefostwo ma kilka swoich ciekawych cech. Jedną z nich jest, że sam szef ma tendencje do bardzo impulsywnego reagowania na sytuację i często pisania/karania pracownika bez głębszego przemyślenia tego. Kary jakie się stosuje w tej firmie to minusy do wypłaty; czyli odejmują od wypłaty jakąś kwotę. Najczęściej będzie to za niezgodność w zeznaniu ile co za jaki kurs policzyłeś. Później za nie posprzątanie auta. Na końcu za uszkodzenie wozu lub jakiś problem z prawem. Brzmi niby ok ale: w firmie przynajmniej funkcjonował program konfident+, jeżeli ktoś zauważył, że auto przednim nie było posprzątane to miał dostać nagrodę z wypłaty kolegi. Pomijając fakt, że ludzie zwyczajnie nie zgłaszali niczego bo nikt nie chce być donosicielem, no ale zdarzali się czepialscy co o igiełkę sosnową co się zawieruszyła pod dywanikiem donosili i trzeba było się tłumaczyć. Inny problem to uszkodzenia aut, też trzeba zawsze udokumentować stan auta by ktoś nie zwalił na nas czegoś. Bardziej problematyczne są rzeczy co powstały podczas zmiany, niech jakaś gałązka minimalnie przerysuje auto a ktoś to zgłosi to leci kilka stów kary, niewspółmiernie do kosztów naprawy, która finalnie praktycznie nigdy się nie odbywa. Nie można zapomnieć też o najważniejszym czyli, że nasi chlebodawcy znacząco zaniżają wypracowane kwoty w zeznaniach do US i ZUS. W przypadku wypadku oczywiście odszkodowanie będzie śmiesznie niskie, a dla uczących się, którym należy się cała kwota brutto to też będzie problem bo nie odliczą tego od podatku, bo tych pieniędzy nigdy na podatek nie przelano. A podczas zatrudnienia pada magiczna fraza "będzie kwota taka jaka jest na umowie", dla większości oznacza to netto a dla uczących brutto. Dla szefostwa oznacza to, że wszyscy dostają netto. No i oczywiście wszystko do koperty, nigdy przelewem by nie dało się nic udowodnić.